#AatH2

Pierwszy rok studiów, ciepłe majowe popołudnie, trochę wietrznie i jak co tydzień - matematyka. Akurat tego dnia było kolokwium, a ja złapałem jakąś grypę i wolałem siedzieć w ciepłym, niż na wietrze. Podczas pisania poczułem, że coś wieje mi na plecy, okazało się, że kolega otworzył okno więc grzecznie poprosiłem go, żeby je zamknął bo jestem podziębiony. Tak zrobił.

Kiedy swoimi myślami odpłynąłem do świata całek i różniczek, znowu poczułem wiatr na tyłach, a że jestem dość wybuchowy i do tego w pełni zajęty liczeniem wydarłem się: "NO KUR*A ZAMKNIJ TO OKNO!" i wtedy uświadomiłem sobie, że jestem na zajęciach...

Nie było by w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że to nie kolega je otworzył, tylko matematyczka. Uświadomiłem to sobie dopiero wtedy kiedy wszyscy zaczęli patrzeć na mnie z minami "Ale jej dowaliłeś" i obejrzałem się za siebie. A ona, że była kobietą do rany przyłóż, powiedziała tylko: "Dobrze, już zamykam...".

Później przez długi czas przy każdej nadarzającej się okazji wszyscy wypominali mi to okno. Ale kolokwium zdane :)
anusiak69 Odpowiedz

Dobra kobieta ;D

Marina Odpowiedz

Jakbym ja tak swojej zrobiła to... XD

Chutas Odpowiedz

Ahhahahahahahahagbahahahahshhahahahahgsgakadjahahdjhahahahahahahah zajebiste są te stare wyznania

RopuchaWSianie

Yhym.

Dodaj anonimowe wyznanie