#AIiqm

Sprzedałem dom i kupiłem 50 metrów w wielkiej płycie, bo przestałem radzić sobie z ratami kredytu. Z tego powodu moje i tak już złe relacje z żoną zmieniły się w nad wyraz wrogie i tragiczne. Z dużego domu i własnego podwórka wprowadziliśmy się z małym dzieckiem do ciasnej klatki. Moja żona nie potrafi zrozumieć, że nie było innego wyjścia, bo mieliśmy do wyboru albo mieć co jeść, albo kupić opał na zimę. Twierdzi, że zniszczyłem jej życie. Ja natomiast spłaciłem hipotekę oraz inne zobowiązania finansowe, które zaciągnąłem „dla nas" i przynajmniej finansowo odżyłem. Podjąłem ponadto decyzję, że muszę ratować swoje fizyczne i psychiczne zdrowie, bo już mnie na to stać. Umówiłem się do specjalistów, a następnym krokiem będzie rozwód, bo z tą kobietą po prostu nie da się żyć. Wciąż zastanawiam się jakie kroki podjąć, żeby zatrzymać przy sobie dziecko.
Piszę to dlatego, że chcę to z siebie wyrzucić, a nikomu nie mogę o tym powiedzieć.
Postac Odpowiedz

A żoneczka to do pracy nie może iść, jak tak jej na domu zależy? Może zarobiłaby więcej od Ciebie i byłoby ją stać na utrzymanie rodziny?
Jak ja nie lubię takich roszczeniowych ludzi... Macie gdzie mieszkać, macie zdrowie, nie brakuje Wam na zaspokokenie podstawowych potrzeb, macie siebie... A jak jej mało, to niech sama poprawia swój status ekonomiczny, a nie na Ciebie tylko liczy.

Anonimowane

Z małym dzieckiem nikt jej pracy nie da, bo dziecko co drugi tydzień choruje i trzeba się nim zajmować. Żłobek/przedszkole kosztują tyle, że wiele by z tej wypłaty nie zostało. A jak sobie doliczysz babcie/niańkę jak żaden z rodziców nie może zostać w domu z dzieckiem i krzyżyk na drogę.

PoraNaPiwo

Anonimowane, nie przesadzaj. Mnóstwo firm nie robi problemów dla pracowników z dziećmi. U mnie w mieście jedna z większych firm zorganizowała żłobek i przedszkole dla pracowników.

Postac

@Anonimowane to ciekawe, że tak wiele rodziców pracuje, skoro się nie opłaca. Z grupy mojego przedszkolaka tylko ja jestem bezrobotna (licząc oboje rodziców). Jak ktoś znajdzie wymówkę, to nie będzie pracował. Jak ktoś znajdzie chęci, to przy współpracy obojga rodziców i sposób się znajdzie. Żona Autora ma wymagania, a w realizacji nie pomaga. To nie tędy droga do szczęścia.

Postac

@typiara niania to jest droga opcja, chociaż na pewno zdarzają się mamy, które są ze swoim dzieckiem w domu i chcą zająć się jeszcze jednym w podobnym wieku. Ofert za 200 zł nie widziałam, ale za 1200-1500 miesięcznie już tak, i to pochodzących od potencjalnych opiekunek, a nie kobiet szukających opieki (małe miasto). Biedronka żłobka nie ma, ale przynajmniej tam gdzie ja pracowałam można się było bardzo dogadać odnośnie grafiku - i pracować w innych godzinach niż mąż. Można też było pracować na niepełny etat i np tylko w weekendy, wtedy gdy ojciec zajmuje się dzieckiem. W firmie produkcyjnej, w której pracowałam, w razie np choroby dziecka pracownicy mogli przychodzić w dowolnych godzinach, żeby tylko wykonać swoją pracę. Mogli nawet przychodzić kilka razy jednego dnia, byle być 40 godzin w tygodniu.
Jak oboje pracują na zmiany, to można się dogadać z jakąś blisko mieszkającą emerytką, żeby przypilnowała przez godzinę dziennie dziecko, akurat na czas wymiany rodziców. To też niski koszt, całej pensji nie zabierze.
Jest naprawdę mnóstwo opcji, nie tylko niania na pełen etat. Jest to męczące i trzeba chcieć, ale nie niewykonalne. Jak się chciało dom, to trzeba było dorabiać. Żona autora mogła też siebie ogłosić, że przypilnuje inne dziecko.

PoraNaPiwo

Typiara, bo biedronce w żaden sposób taki żłobek się nie opłaci. W pojedyńczym sklepie pracuje zbyt mała liczba pracowników, żeby uzbierać z tego grupę na żłobek. Firma o której wspomniałam to produkcja na ponad 1000 pracowników.

Dziecko ma pół roku i plan jest, a przynajmniej był taki (bo teraz chce się o niej uwolnić), że po roku wysyłamy dziecko do zlobka, a ona do pracy. A co do drugiego wątku, to moja żona została moją żoną że względów praktycznych, bo miałem dom, dobrą pracę, stabilizację. Otwarcie to powiedziała. Miłości z jej strony nie było żadnej.

bazienka

no i po co sie pchac w cos takiego?
i czekac, az sie jej znudzisz albo znajdzie bogatszy model?
sama niech sobie idzie w cholere, ale uzeraj sie potem z widzeniami z dzieckiem

Wykrzyczała mi to w twarz dopiero podczas ciąży. Wiele rzeczy w sumie wtedy wykrzyczała.

Postac

W ciąży jest mnóstwo hormonów, żona nie musiała tak myśleć.
A jak Was teraz nie było stać na kredyt, gdy jeszcze brak opłat za żłobek, a żona pewnie na macierzyńskim, czyli jakiś dochód ma, to dobrze, że już kredytu nie macie.
Przy tak małym dziecku faktycznie nijak iść do pracy, ale dorabiać i tak można, jak Ty w domu, a chce się mieć więcej.

Żona tak myśli i myśli o wiele więcej. Ciąża sie skończyła, połóg minął a zmiany jakie zaszły, to tylko te negatywne. To co się dzieje z powodzeniem można podpiąć pod przemoc psychiczną z jej strony.

blawatek Odpowiedz

Wiesz jak powinna zaczynać się Twoja historia, gdybyście byli w zdrowej relacji: "Mamy trudności finansowe, przegadaliśmy sprawę i z bólem serca wspólnie postanowiliśmy sprzedać dom i kupić mieszkanie." Zachowanie żony absolutnie karygodne, jakby nie rozumiała za co się żyje. Coś jest jednak w tym, jak to napisałeś, co wskazuje na to, że żona nie jest partnerem w rozmowach o finansach i decyzjach strategicznych. Nie wiem, czy to jest to Twojej czy po jej stronie, ale coś Wam nie działa w komunikacji, partnerskim traktowaniu i wspólnym decydowaniu. I to nie jest zapewne tylko kwestia braku finansów. Znam jednego, który wrócił z pracy i oznajmił żonie, że kupił dom. Wiesz, że nie była szczęśliwa? Skończyło się rozwodem.

bazienka Odpowiedz

nie zeby cos, ale zona to ma 2 lewe rece, w dodatku przy samej dupce urwane?
nie pracuje, ze was obojga nie bylo stac na kredyt?

MaryL

Ma półroczne dziecko, to jak ma teraz wrócić do pracy? Autor pisze, że planowala po roku to zrobić. Więc już nie przesadzajcie, że taka leniwa i roszczeniowa. Też bym się na jej miejscu wkurzyła. Zachodzisz w ciążę myśląc, że facet się tobą przez te pół roku - rok zaopiekuje (często oni sami się deklarują i obiecują) i będziesz mogła w spokoju dojść do siebie i zaopiekować się maleństwem w tych pierwszych miesiacach. A nie że wszystko się zacznie pierdolic i to do tego stopnia, że zaraz po porodzie czeka cię przeprowadzka.

bazienka

Mary napisalam ten komentarz zanim autor to wyjasnil :), w historii nie ma nic o wieku dziecka

PaniDziubdzius

MaryL chyba jesteś śmieszna, z drugą osobą jest się na dobre i na złe, a nie foch bo się noga powinęła, albo gorzej sie wiedzie. Gdyby facet zachorował to też w tyłek go kopnąć, bo komfort życia spadł? Przykre trochę.

MaryL

Ale gdzie ja mówię, żeby go kopnąć w tyłek? Mówię, że miała prawo się wkurzyć i nie oznacza to wcale, że jest roszczeniowa. Nie dopowiadaj. Skoro wg ciebie ona nie ma prawa się wkurzyć, że mąż nie ogarnia, to on też nie ma prawa obsmarowywać jej w necie, że straciła cierpliwość. Czy to działa tylko w jedną stronę?

@bazienka, racja, dopisał to w komentarzu

9110037486 Odpowiedz

Trzymaj się chłopie, skoro żona nie rozumie presji związanej z kredytem oraz sama nic od siebie nie daje. Daj sobie z nią spokoj bo lepiej nigdy nie będzie, zawsze takiej będzie mało.

MaryL

No tak, bo została z dzieckiem przez pierwsze 6 miesięcy. Jak tak można, co za wredna baba, dziecko w plecak i do roboty!

Milulilu

@MaryL autor pisał, jaki plan był. Nigdzie nie oskarża żony, że nie poszła do pracy jak raty za dom poleciały w kosmos.

9110037486

Wsparcie i dawanie od siebie to nie tylko praca. Czasem to zwykła rozmowa, czasem wystarczy przytulenie, ciepłe słowo... a nie wieczne słuchanie jak jest źle. Myślisz, że autor co robi przez większość dnia, myśli czy zwiąże koniec z końcem szczególnie przed każdy posiedzeniem rpp

MaryL

@9110037486, ale skąd wiesz, że nic nie daje od siebie? Ewidentnie autor chciał zrobić z niej roszczeniowa księżniczkę, a z siebie męczennika, dlatego pominął takie fakty jak wiek dziecka, to że mało zarabia, że żona pracowała, że miała swoją kawalerkę, używa określeń "kupiłem, sprzedałem" a nie "kupiliśmy". A ludzie podłapali schemat i nie pytają o szczegóły.

@Milulilu, no nie napisał jaki był plan właśnie. Tak to napisał jakby tylko on pracował, a ona wymagała.

9110037486

Przepraszam bardzo jeśli 7k spodstawy to mało to jakie pieniądze powinny być satysfakcjonujące?

hyde989 Odpowiedz

Ja to widzę tak, podjąłeś decyzje która jej nie odpowiadała, teraz też skupiasz się głównie na sobie i swoim zdrowiu, a żona która poświęciła swoje ciało, zdrowie (i również psychikę) na ciążę musi się zmierzyć nie dość, że z nową sytuacją w związku z dzieckiem to jeszcze z pogorszeniem poziomu życia, nie dziwi mnie jej frustracja skoro skupiasz się wyłącznie na sobie. Zamiast się zainteresować jak sobie radzi z nową sytuacją, z nowym wyglądem ciała i z frustracją obecnymi warunkami życia (gdzie na pewno liczyła, że będzie dziecko wychowywać w domu z ogródkiem a nie w klatce) to Ty myślisz "rozwód" i "jak zabrać dziecko". Dziecko dla którego żona ryzykowała swoim zdrowiem fizycznym i psychicznym. Niech mi ktoś jeszcze wspomni, że warto mieć dzieci, nie warto dopóki są tacy mężczyźni.

Vito857 Odpowiedz

Jak jej tak źle to mogła tyłek do roboty ruszyć.

Frog Odpowiedz

"Podjąłem ponadto decyzję, że muszę ratować swoje fizyczne i psychiczne zdrowie"

Dobry krok.
Nie wnikam w pochodzenie i podział waszych zobowiązań finansowych. Ale to, co piszesz, jest niezwykle istotne, bo organizm nie daje rady z nadmiernymi obciążeniami, a przede wszystkim ze stresem. Właśnie mija trzeci rok od śmierci mojego bratanka, 45 lat, też był nowy dom w dobrej dzielnicy, dwa samochody, trzeci to terenowiec na wycieczki, a do tego żona, której niestety ciągle było za mało. "Ty i tak ode mnie odejdziesz" - wiecznie powtarzała, wszędzie widząc zdrady, konkurentki itp (nie wiem kiedy, skoro facet pracował od rana do wieczora, żeby ogarnąć to wszystko).
No to odszedł, na nieoperacyjny nowotwór. Bo spłacać kilkanaście tysięcy miesięcznie zobowiązań, oraz utrzymać trójkę dzieci i ekstremalnie bluszczową kobietę, okazało się niewykonalne dla jego fizycznych i psychicznych możliwości.

DlaSary Odpowiedz

Szczerze powiedziawszy nigdzie nie jest napisane, że żona nie pracuje. Być może było tak, że w czasie hossy facet nabrał zobowiązań na rozwój biznesu, który teraz jednak nie przynosi takich dochodów, żeby je spłacić. Być może żona to prosiła i ostrzegała, żeby tego nie robił. Ale on się uparł, bo przecież robił to "dla nas". Teraz kobieta straciła dom, w który na równi inwestowała, bo facet nie chciał jej słuchać. Ma prawo być wściekła? Moim zdaniem jak najbardziej.
A "biedny" mąż popada w poczucie krzywdy, bo nie dość, że to wtedy nie wspierała, to teraz strzela fochy, że "nas" uratował i w ogóle nie okazuje wdzięczności.

CzerwonaRurza

Niewykluczone ale mało prawdopodobne.

Postac

Jeśli podejmowali decyzje wspólnie i razem na to pracowali, to zdecydowanie dziwnie jest napisane to wyznanie. "Ja sprzedałem, ja spłaciłem, ja kupiłem, ja zaciągnąłem zobowiązania ". Tak jakby Autor robił wszystko sam, a żona nie wnosiła wkładu finansowego.

Moja żona zarabiała od zawsze najnizsza krajową, a ciężar utrzymania nas czy kupienia czegoś droższego spoczywal głównie na mnie.

MaryL

A ty ile zarabiasz, skoro nie stać cie na kredyt było i żadnych oszczędności nie miałeś, żeby przetrzymać chociaż aż dziecko skończy roczek? I rozumiem, że jesteście w tym samym wieku i mieliście taki sam start, że z pogardą mówisz o jej najniższej krajowej?

Zawaliłeś to zawaliłeś, trudno, zdarza się. Ale weź chociaż nie rób z siebie ofiary, a z żony najgorszej, bo pracowała, dopóki mogła.

Zarabiam 7 tyś zł, natomiast hipoteka z innymi ratami za wszystko podchodziła juz prawie pod 5 tyś miesięcznie. Gdybym wiedział, że dojdzie do takich cyrków że stopami procentowymi i inflacja, byłbym ostrożniejszy. Pochodzę z biednej rodziny gdzie czasem nie było co jeść, i start w życie miałem trudny. Moja żona miała o niebo lepiej. Rodzice opłacili jej studia, kupili nowy samochód i kawalerkę na start, tylko w pewnym momencie życia rodziców zabrakło, samochód stał się kilkunastoletnim gratem w którego trzeba było wkładać a na końcu sprzedać w cenie złomu. Mieszkania już dawno nie ma i też zostało przejedzone. Żona wybrała życie w którym nie trzeba się przemęczać. Praca miała być blisko, miała być przyjemna, bez stresu, czysta i łatwą. Oczywiście za minimalną na takich warunkach. A jak za minimalną to trzeba znaleźć faceta który zapewni jej jako takie warunki. I oto jestem ja.

MaryL

No sory, ale równie dobrze można powiedzieć, że to ty poleciałeś na jej samochód i mieszkanie, oraz sam będąc z biednej rodziny chciałeś się wżenić w bogatszą. Bo wiesz, twoje 7 tys to nie majątek, jak zresztą sam widzisz. A teraz płaczesz jak dziecko w internecie, bo sobie nie radzisz, bo wziąłeś kredyt na chałupę, na którą cie nie stać. I obwiniasz Bogu ducha winną żonę, za to, że istnieje. Skoro wniosła posag (XD), skończyła studia, pracowała i pracować po macierzyńskim zamierza, wychowuje wasze dziecko, to czego ty od niej chcesz?

Kiedy się poznaliśmy, jej auto może jeszcze było warte z 15 tys, a kawalerkę sprzedała od razu po studiach za cenę dziś uważaną za śmieszną. Tyle było z jej posagu.
Do tego uważam, że nie po to idzie się na studia, żeby potem pracować całe życie za minimalną krajową.

Milulilu

@DlaSary Nie mam słów... Przejrzyj sobie komentarze, na co mąż nabrał zobowiązań. I jaki był wkład żony...

Milulilu

@MaryL płacze jak dziecko?... Wychowanie dziecka to obowiązek obydwojga rodziców. Utrzymanie dziecka również. A żoneczka płacze "jak dziecko" bo żeby jej potomek miał co jeść, musiała zamieszkać w mieszkaniu ...

Postac

@Walkorbowy im więcej piszesz tym bardziej uważam, że to nie wina żony. Widziałeś, jakie ma podejście do pracy i finansów już dużo wcześniej. Skoro ona nie umie zarządzać pieniędzmi to Ty powinieneś to przejąć w całości, łącznie z nie zrobieniem np kuchni letniej. Widziałeś, co się stało z mieszkaniem i autem i że żona nie ma ambicji, a mimo to się z nią związałeś i dorobiliście się potomka. Piszesz, że wiesz co ona myśli i że sytuacja pogorszyła się od ciąży. Zajmujesz się swoim zdrowiem psychicznym. A o niej pomyślałeś? Zapewniłeś jej psychologa?

Hipoteka Ci podskoczyła, ale kredyty konsumenckie mają stałe oprocentowanie. O wzroście kosztów opału było wiadomo od początku roku. Żona ma macierzyński, Tobie zostaje 2000 z wypłaty, 500+ na dziecko, to miesięcznie 4,5 tysiąca. Tyle wydajemy miesięcznie na czteroosobową rodzinę, wliczając w to czynsz i opłaty, również za przedszkole. A oszczędności wcześniej nie miałeś? Może trzeba było o nich pomyśleć, zanim kupiłeś kolejną niepotrzebną rzecz, by spełnić zachciankę żony? Żłobek też kosztuje, więc macierzyński mógł Wam wychodzić lepiej niż praca żony. To też trzeba brać pod uwagę przy planowaniu budżetu.

Zepsułeś, starasz się naprawić. Ale tylko finanse ratujesz, a związek? Żona się nagle nie zmieniła, tylko Tobie zaczęło to przeszkadzać.

Zobacz więcej odpowiedzi (4)
Kyomo0 Odpowiedz

Bardzo Ci współczuję, że napisałeś to wyznanie w internecie, ponieważ nasze społeczeństwo nie rozumie pojęcia zdrowia psychicznego. Wszystkim najłatwiej się jest wypowiadać, kiedy nie znajdują się w Twojej sytuacji. Nie rozumiem, dlaczego ludziom tak ciężko przyznać, że osoba, która się nam zwierza i żali, naprawdę jest w ciężkiej sytuacji, potrzebuje pomocy i wsparcia, a zamiast tego wszyscy zawsze mówią "sam jesteś sobie winien", "weź się w garść", "nie przesadzaj". Gdzieś głęboko mam nadzieję, że przeczytasz mój komentarz i że życzę Ci powodzenia, szybkiego powrotu do pełnej sprawności psychicznej i uwolnienia się od tego pasożyta. Żeby wszystko się ułożyło. Podjąłeś bardzo dobrą decyzję, nie tylko z pójściem do specjalistów, ale też z odejściem od żony. Jeżeli coś nie jest dla nas dobre, to odcinamy się od tego, dziecko nie jest żadną przeszkodą przy braniu rozwodu. Niestety polskie sądownictwo bardzo staje po stronie kobiet, bez względu na wszystko, więc walka o dziecko będzie na pewno ciężka. Jeżeli żona będzie mściwa, to może Ci jeszcze bardzo dużo krwi napsuć, znając Twój wrażliwy punkt, którym jest wspólne dziecko i to, że widać, że Ci na nim zależy. Naprawdę, z całego serca życzę Ci powodzenia, nie trać wiary w siebie i się nie poddawaj. Jeszcze wszystko się ułoży i będzie dobrze!

garda Odpowiedz

Doleję oliwy do ognia. Tylko ty wyszedłeś z dołka finansowego?! I nazywasz to małżeństwem?

To małżeństwem już jest tylko na papierze.

Postac

A Twoja żona wie, jak postrzegasz Wasze małżeństwo? Pogadaliście poważnie, czy skończyło się na wykrzyczanych w złości słowach, które tu przytaczasz?

Ona wszystko wie. Nie wie jeszcze tylko, że planuję się ratować. Ale dopóki nie ułożę sobie w głowie dobrego planu nie będę podejmował tematu.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie