#A5wZg

Spotykam się z samodzielną matką od około 3 miesięcy. Kiedy widzimy się na żywo, jest super. Wyznaje miłość, przytula, całuje itd. Ja jestem trochę overthinkerem i wszystko analizuję.

Przykład 1 – byliśmy na zakupach i gdzie poprzednio zawsze dążyła do kontaktu, to tym razem w ogóle nie dążyła, żeby chwycić za rękę, przytulić, cokolwiek (nie mówię, że tak ma być, tylko zauważyłem różnicę do tego, co było).
Przykład 2 – inicjowanie kontaktów to głównie ja. Widzimy się najczęściej w weekendy, w tygodniu ma dodatkowe zajęcia z córką, obowiązki, dodatkowe ćwiczenia itd., jestem to w stanie zrozumieć, bo po tak intensywnym dniu sam chciałbym tylko zalec na kanapie. Jednakże propozycje spotkania wychodzą w większości tylko ode mnie.
Przykład 3 – zauważam brak zaangażowania. Widzę, że jest inaczej, niż było. Wcześniej pełno energii, teraz jak się widzimy sami we dwójkę, najczęściej ona śpi. Kontakt w tygodniu, jak się nie widzimy, jak ja nie napiszę, to cisza. Odpisuje mi po kilku godzinach, a jak już odpisze, to często pomija zadane pytanie. No i to mnie dziwi, ponieważ mówi mi na żywo, jak lubi, kiedy do niej piszę na dzień dobry czy dobranoc, a przykładowo piszę: „Dzień dobry, śniłaś mi się dzisiaj...”, no i wiadomość odczytana, ona dostępna kilka razy on-line od rana, a odpowiedzi brak.
Przykład 4 – wcześniej, kiedy przychodziłem, zawsze robiła pyszny obiadek, dodatkowo ilość była celowo robiona taka, żebym wziął też coś na drugi dzień do pracy. Ostatnio zero starania z jej strony.
No i zauważyłem mój błąd, czyli chyba „zagłaskałem kotka”. Jestem z tych facetów, co bardzo się starają i dużo od siebie dają. Wydaje mi się, że za dużo i może ona się mną zmęczyła. Tylko po co mówi, że to uwielbia i tego chce?
Wczoraj napisała mi, że o nas myśli, o naszej wspólnej przyszłości, że chce, byśmy byli na zawsze. Po czym rano piszę wiadomość na dobry dzień i cisza... No i tutaj trochę pękłem tym razem i nie mam już ochoty pisać, dzwonić i się narzucać.
Myślicie, że faktycznie straciła zainteresowanie i stąd brak zaangażowania w relację?
Tak jakby partnerka się o mnie nie stara. Doszedłem do tego wniosku, zadając sobie pytanie, co ona wnosi w naszą relację.
Co byście zrobili w mojej sytuacji?
Ja widzę to tak:
1. Straciła zainteresowanie, ale uwielbia mnie jej rodzina i córka, jestem porządnym facetem z zasadami, jestem zaangażowany i bardzo się staram, więc dla wygody mogę zostać i będzie OK bez emocji.
2. Ma na mnie wywalone i jest to celowy zabieg, żebym to ja zrezygnował i dał sobie spokój.
3. Jest ktoś na horyzoncie i czeka w boksie.
4. Woli niezależność.
5. Chce to zakończyć, ale nie wie jak (stąd pewnie czasem się zamyśla).

Targają mną duże emocje :/ Pomożecie ?
Duszka1 Odpowiedz

A nie pomyślałeś, żeby jej to wszystko powiedzieć i po prostu z nią o tym porozmawiać?

Czaroit Odpowiedz

O kurczaki... Trzy miesiące a tu już wielka miłość wyznawana, kontakty z rodziną, obiadki na wynos i te sprawy. A na deser dramat, że to już pewnie koniec miłości...

Autorze, przecież Wy się nawet jeszcze NIE ZNACIE. O jakiej miłości tu w ogóle mowa, skoro prawie nic o sobie nie wiecie? Jeśli już, to ewentualnie zadurzenie wchodzi w grę.

To wygląda jak zabawa w relację dwójki nastolatków, a nie poważne podejście do związku matki z dzieckiem i dorosłego mężczyzny.

O uczuciach kobity wyrokować nie będę, bo nic o niej nie wiem. Za to mogę napisać coś do Ciebie: weź chłopie na wstrzymanie. Zrób sobie duży krok wstecz i przypatrz się, co Ty w ogóle odwalasz. Bo tu w ogóle nie chodzi o nią i jej uczucia. Jeśli z tą się posypie, to z kolejną odstawisz ten sam cyrk. A potem będzie, że wszystkie baby jednakie...

Tu chodzi tylko o Twój sposób angażowania się w relację. O Twoje lęki, które w tym wyznaniu widać jak na dłoni. Dlatego poczytaj sobie w necie o stylach przywiązania, może coś Ci kliknie.

I zrozum, że poważny związek tworzy się powoli. Spokojnie odkrywając oblicza partnera, sprawdzając jego reakcje na różne sytuacje. Bez pośpiechu budując intymność, porozumienie, ciepło i zaufanie. Smakując jego OBECNOŚĆ, a nie ciało. Wielkie wyznania zaś zostawiając na czas, gdy będą płynęły z serca, a nie z głowy i krocza.

Radosne chędożenie dwóch napalonych króliczków, słodkie słówka i domowe obiadki nie mają z tym nic wspólnego. Miłosnymi wyznaniami i przytulankami nikt jeszcze trwałego związku nie zbudował. To jedynie związkowy fast food, który oszukuje głód relacji, ale nie karmi duszy. A na dłuższą metę najczęściej okazuje się toksyczny.

Dragomir

Nie ma nic dziwnego że gość chciałby wiedzieć na czym stoi, i czy powinien angażować zasoby (w tym też czas) na tę kobietę. Ale tak, powinien z nią porozmawiać o tym. Bo to że niby tęskni, ale godzinami nie odpisuje MIMO że jest online, to jednak ak żółta flaga. A Ty mu tu o jakichś taktykach jak Wehrmacht na froncie wschodnim.

Czaroit

Dragomir.
Nie ma nic dziwnego, oczywiście, że nie.
Tyle, że jej zaangażowanie nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia.

Nawet, jeśli dziś "kocha go nad życie", jutro jej uczucia mogą zupełnie wygasnąć.
Nawet jeśli dzis jej zaangażowanie kompletnie zdechło, jutro ponownie może się ożywić.
A to w ogromnej mierze zależy od niego. Od jego lęków, fantazji, samoświadomości, stylu przywiązania, umiejętności budowania relacji itd.

Dlatego to nie ona jest tu ważna. W jego swiecie to on i jego podejście do związków grają główne skrzypce.

Dragomir

Jasne, nie powinien jej jakoś specjalnie nadskakiwać. Najlepiej jakby się rzeczywiście wycofał - ale nie dla jakichś gierek, tylko żeby dał jej możliwość zatęsknienia za nim a także, gdyby i ona przestała się starać, żeby mu było łatwiej pójść dalej.

Czaroit

Dragomir
Tak. Tylko mi nie o to chodzi.
Bo nawet jeśli on pójdzie dalej, to kontynuując swoje schematy, będzie tworzył wciąż ten sam typ relacji.

Zobrazuję to na najprostszym przykładzie stylów przywiązania. Przyjmijmy, że autor ma styl lękowy. Taki styl przywiązania charakteryzuje się tym, że oddaje się partnerowi całkowicie, obkleja go sobą i osacza, po czym analizuje każde jego zachowanie, wciąż doszukując się przejawów braku uczuć. Lękowy nigdy nie czuje się kochany, żaden dowód miłości nie jest wystarczający, by poczuł się w relacji bezpiecznie.

Osoba o takim stylu najczęściej nieświadomie wyszukuje sobie partnera o stylu unikającym. Unikający zaś, jak ognia boi się głębokiego zaangażowania. Więc zachowania partnera lękowego sprawiają, że dosłownie dusi się w związku. Dlatego z jednej strony zapewnia o uczuciu, a z drugiej odbiera co trzeci telefon, przekłada spotkania, nie odpisuje na smsy.

I tak to się toczy... Przerażony lękowy coraz mocniej osacza, spłoszony unikający coraz dalej ucieka. I zmiana partnera kompletnie nic nie zmienia, bo lękowy znów znajdzie sobie unikowego. I znów będą pretensje, że kolejna kobieta coś kręci, że nie chce się z nim spotykać, że nie kocha tak bardzo jak powinna. A na końcu konkluzja - bo wszystkie baby są takie same, bo one nie potrafią kochać!

Dlatego napisałam, że tu w ogóle nie chodzi o obecną partnerkę autora. Ponieważ po wyznaniu bardzo wyraźnie widać, że on nie prezentuje zdrowego, bezpiecznego stylu przywiązania.

Dragomir

W takim razie jesli ona jest unikająca, to też nie stworzy dobrego związku.

Czaroit

Dragomir
Oczywiście. Zdrowy, dobry związek tworzy tylko styl bezpieczny.

I trzeba zaznaczyć, że płeć nie ma nic do stylu przywiązania. Gdyż ten kształtuje się w dzieciństwie, w wyniku interakcji z rodzicami albo innymi głównymi opiekunami.

Dlatego warto znać style przywiązania, by lepiej rozumieć zachowania swoje i partnera, oraz dynamikę tworzonych przez siebie relacji.

Dragomir

Zainteresowałaś mnie tym, właśnie trochę poczytałem o tym i zostawiam otwartą zakładkę, bo jeszcze nie wszystko. Dziekuje.

Postac Odpowiedz

3 miesiące i od niedawna zmiana. Mniej zaangażowania z jej strony i nie daje Ci obiadów na wynos. A to jej dziecko nie choruje przypadkiem akurat teraz i ona zwyczajnie nie ma siły się tak starać? To pierwsze, co mi przyszło do głowy. Że jest przemęczona.

3210

Bardzo mało jest informacji jak to wygląda z jego strony. To znaczy co on robi dla niej.

ArabellaStrange

Postac, to samo pomyślałam! Kobieta po prostu jest zapracowana i zmęczona. Ogarnia życie i dziecko w pojedynkę, to może być wyczerpujące, akurat może coś się dziać, robi lekcje z dzieckiem i nie ma czasu w danej chwili na odpisywanie na wiadomości w stylu „śniłaś mi się”. Autor najwyraźniej ma na to czas.

Ja sama, w swoim życiu, mam chwile, kiedy odczytuję wiadomości, ale nie odpisuję - bo mam tylko moment i nie mogę opiekować się dziećmi z głową w telefonie (i nie chcę, żeby dzieci widziały mnie ciągle z telefonem w ręku). Nawet, jeśli w tej samej chwili jestem online, bo wchodzę na grupę rodziców zapytać o lekcje na następny dzień.

ArabellaStrange Odpowiedz

Autorze, może faktycznie popracuj nad przesadnym analizowaniem i zamartwianiem się. Zamęczysz siebie i innych. Mam przemożne wrażenie, że się czepiasz i szukasz problemu tam, gdzie go może wcale nie ma - a jest tylko zwykłe życie i jego realia. Pogadaj z kobietą. I poczytaj komentarze, bo tu już chyba wszystko było napisane.

Gargal Odpowiedz

Kobieta z dzieckiem to zawsze kłopot, o ile nie jesteś desperatem, albo wyjątkowo brzydki , to uciekaj

Dragomir

Garguś i jego mądrości :)))

Dodaj anonimowe wyznanie