#A0A5f

Do wczoraj byłam bardzo szczęśliwą osobą. Historia o tym, jak moje życie legło w gruzach.

Mam 28 lat, wspaniałego męża, cudowną 1,5-roczną córcię, żyjemy na dość dobrym poziomie. Pochodzę ze skromnej, niezbyt zamożnej rodziny, ale jakoś nigdy mi specjalnie niczego nie brakowało, choć jak to w życiu bywa nie wszystko było idealnie, ale jak dziś o tym pomyślę, to miałam w miarę fajne dzieciństwo, gdyby nie jeden szczegół, ale o tym później. W szkołach miałam swoją grupkę znajomych, jak prawie każda nastolatka. Swojego męża poznałam w liceum, ale długo między nami nic nie było. Poszliśmy na ten sam kierunek studiów, tam między nami zaczęło się coś dziać, na ostatnim roku mi się oświadczył. Potem zaczęliśmy wspólne życie, praca, wynajęte mieszkanie itd. Potem wzięliśmy ślub, kupiliśmy fajne mieszkanie, urządziliśmy się i żyło się nam dobrze. Prawdziwą radością była dla nas wiadomość o mojej ciąży.
Pierwsze miesiące po narodzinach córci nie były łatwe, mała mocno nam dała w kość, ale przetrwaliśmy i to, a córa wyrosła z etapu częstego płaczu i znów wszystko zaczęło się dobrze układać, do teko stopnia, że zaczęliśmy myśleć o kolejnym dziecku.

W tym czasie zachorowałam, wydawałoby się, że to nic takiego, gorączka, katar, kaszel - klasyczna grypa. Poszłam do lekarza, dostałam leki, ale kaszel nie mijał. Zostałam skierowana na prześwietlenie płuc i wtedy zaczął się koszmar. Na płucach widać było dziwne cienie, dalsze badania i najgorsza z możliwych diagnoz: rak płuc, zaawansowane stadium, brak szans na wyleczenie. Zostało mi maksymalnie pół roku życia...

Gdy to piszę, moja córka śpi sobie spokojnie w łóżeczku, nieświadoma tego, że nawet nie będzie pamiętać swojej mamy, a ja żyję nadzieją, że uda mi się dożyć co najmniej jej drugich urodzin... Ale świadomość, że wkrótce zostawię męża i córkę samego, że mała nie będzie rozumieć dlaczego mama nagle znikła, że przegapię tyle ważnych momentów w jej życiu, to chyba jest najgorsze.

Ale dlaczego napisałam wcześniej, że w moim domu nie wszystko było tak jak należy? Ano dlatego, że od zawsze były tam papierosy. Mama paliła przed ciążą, w czasie ciąży też nie przestała. Palił też tata, babcia i dziadek, z którymi mieszkałam. Fajki były obecne przez całe moje dzieciństwo, nawet mam jedno zdjęcie, podpisane z tyłu "12 dzień", jak jestem przy "cycku" mamy, a ona w ręce ma fajkę, a obok babcia również z petem, a na stole pełna popielniczka. Nikt nigdy nie widział w tym nic złego... A teraz właśnie przez to ja umieram, przez to cierpieć będzie mój mąż i dziecko. Ja nigdy fajki u ustach nie miałam, a lekkomyślność mojej rodziny sprawiła, że będę umierać w cierpieniu.

Dlatego napiszę tutaj też apel: jak chcecie, to trujcie siebie, ale nigdy nie palcie w obecności dzieci... To naprawdę zabija!
Owsiankozerca Odpowiedz

Ogladalas albo czytalas "PS I love you"?
Jezeli masz swiadomosc, ze Cie nie bedzie moze napisz listy do swojej corki na kazde urodziny (np do 18), na skonczenie szkoly, zdanie matury, slub etc. Daj je mezowi i popros zeby na kazda okazje jej dawal. Dolacz do tego swoje zdjecia, zeby wiedziala jak wygladalas, zeby nie zapomniala. Moze zostaw jej swoja ulubiona torebke, albo apaszke, albo jakas bizuterie, co roku obok listu moze dostawac prezent.
Mezowi mozesz sprawic takie same listy, ale nie na kolejne 20 lat, tylko np 3-5. Maz musi byc gotowy na to zeby zyc dalej i potencjalnie na nowo uloyc sobie zycie. Jakkolwiek ciezko to brzmi to corka bedzie Ci wdzieczna.

Maliksza

Bardzo dobry pomysł! Podobny motyw był w jednym anime, Violet Evergarden. Myślę, że wdrożenie tego w życie byłoby pewnym rodzajem ukojenia, zarówno dla autorki jak i jej bliskich.

Vampire7

Wyznanie i ten pierwszy komentarz doprowadził mnie do łez i to w autobusie... Aż się mój chłopak przestraszył co się stało jak zobaczył, że mi łzy ciekną. Ja siedziałam, a on stał z boku razem z wózkiem z naszą 1,5 roczną córką....Autorko, bardzo poruszyło mnie Twoje wyznanie, szczególnie, że tak jak Ty, bardzo kocham moją córkę i perspektywa, że nie mogłabym dalej patrzeć jak ona dorasta, bawić się z nią, czytać książeczki, po prostu spędzać z nią czas i być w jej życiu...jest dla mnie nie do zniesienia. Tak bardzo Ci współczuje i tak bardzo bym chciała, żeby znalazł się lek na tego raka :( Mimo tej sytuacji, postaraj się poszukać jakiegoś leczenia. Może jakieś eksperymentalne leczenie? Mój znajomy był na takim właśnie, bo jego stan był bardzo poważny i nie miał nic do stracenia (rak wątroby z przerzutami do płuc). Niestety nie przeżył, ale leczenie przedłużyło mu życie i czas z rodziną i dziećmi.

CDF

Filmy też może po nagrywać, niech korzysta z technologii ;3

Owsiankozerca

CDF z filmami problem moze byc taki, ze moze na nich strasznie wyjsc w kolejnych stadiach choroby, a raczej nie bedzie chciala, zeby corka ja ogladala wymeczona, umierajaca. Poza tym w listach latwiej przekazac dobre emocje i mniejsza opcja zniszczenia (zgub USB z 50 filmikami i jestes w czarnej dupie), a listy mozna trzymac w pudelku, czy gdzies. Mozna tez ustawic corce adres mailowy i ustawic wysylanie co roku maila, ale cholera wie, czy za 10 lat to dalej bedzie dzialac. Plus okropne, ale z zycia niestety: wtajemniczylabym w to nie tylko meza, ale tez jakichs znajomych, zeby dopilnowali, ze listy beda przekazywane, zeby "zla macocha" ich czasem nie zgubila.

Forfantiwi Odpowiedz

Każdy przypadek inny. Wujek ma ostatnie stadium raka płuc (IV bodajże?).
Od 2,5 roku diagnozowane (bodajże moze i nawet 3 lata juz to) żyje, ma się raz lepiej, raz gorzej, zależy od leczenia, metody . Ty jesteś młoda, masz sil wiekszy organizm.
Tylko nie poddawaj się. WALCZ .

Halusia Odpowiedz

Kochana. Jejus, rozumiem Cię.
Miałam 25 lat jak zdiagnozowali mi raka. Rzadkiego, kilka przypadków w Polsce. Stadium VIb. Lekarz kazał mi uporządkować swoje sprawy, bo średnie przeżycie z tyloma przerzutami to 3, maksymalnie 6 miesięcy.
Zajęte wszystko - wątroba, trzustka, dwunastnica, kości, jajniki, węzły chłonne. Miałam wkrótce wylądować na wózku, po czym zejść z tego świata w męczarniach.

Od tamtego dnia minęło już ponad pięć lat. Jestem światowym rekordem przeżycia z tym rodzajem nowotworu (swoją drogą - charakterystycznego dla alkoholików, kiedy ja piłam raz w roku: kieliszek szampana w Sylwestra).
Chodzę, żyję, szaleję. Robię wszystko, na co tylko mam ochotę. Nawet nie boli mnie ta wątroba jakoś specjalnie mocno i specjalnie często. A napierdzielała 24h na dobę przez półtora roku. Po około 60 chemiach się poddała. Teraz mam już na koncie ponad 100 wlewów i, cóż, żyję :)

Walcz. Nie spisuj sama siebie na straty. Młodzi mają więcej sił do walki z chorobą.
Trzymam kciuki :)

Owsiankozerca

Ty masz tylko 30 lat? Zawsze myslalam, ze jestes kolo 40. Trzymam kciuki za kolejne lata.

Halusia

@Owsiankozerca no, trzy dychy na karku. Dozylam! Ale była impreza z tej okazji :D

asienaebaam Odpowiedz

To straszne, bardzo Ci współczuje ☹️.
Dlatego nie wierze w żadne karmy i powracające fale. Życie jest cholernie niesprawiedliwe.

Suszepranie Odpowiedz

Właśnie wczoraj na jednej z mamusiowo-ciążowych grup na fejsie była gównoburza bo laska napisała, że pół ciąży pali bo ją ciągnie i nie może rzucić. I oczywiście chryja bo inteligentniejsza część grupy potępiła to postępowanie... nosz kur*wa mać.
Życzę ci zdrowia i powodzenia!!! :*

nacomi13

wyslij jej to opowiadanie

sloneczniki Odpowiedz

Nawet jak rodzice nie palą przy dziecku to ubranie ich przesiąka dymem i ten zapach jest bardzo drażniący dla układu oddechowego ,szczególnie małych dzieci. Są badania, które wskazują,że nawet nie paląc przy dziecku ,można mu zaszkodzić i te dzieci mają częściej astmę. Także dodałbym, że jak masz dzieci to w ogóle nie pal.

Nukaka Odpowiedz

Twoja historia o rozpoznaniu jest bardzo podobna do historii mojego taty. Tez poszedl na przeswietlenie z takimi samymi objawami. Tam zauwazyli jakis cien, doslownie plamke. Powiedzieli, ze wyglada to na pozostalosci po zapaleniu pluc. Jednak rozszerzyli badania. Diagnoza: rak pluca IV stopnia... I wcale nie palil. Rok po diagnozie moj tata juz nie
zyl. Z faceta przystojnego, wysportowanego zamienil sie w 30kg kupke kosci zalatwiajaca
sie pod siebie...I w takich przypadkach jestem za eutanazja. To byly okropne meczarnie
i okropna smierc dla niego i calej naszej rodziny. Mam nadzieje, ze ty bedziesz w tym niewielkim procencie, ktorym udalo sie wygrac z tym gownem.

JHI

Ale autorkę pocieszyłaś tymi szczegółami, naprawdę -.-

Tulipan95

Sorry, ale wyczucia to Ci brak zupełnie. Po co jeszcze straszysz biedną dziewczynę? :( Ile przypadków, tyle historii, w jakim celu porównywać ze sobą te 2?

Kisielmielony

...
Empatia- mówi ci to coś?

Nukaka

Wyczucia mi brak? Moze zamiast spedzania codziennie kilku godzin w szpitalu na chemii, ktore strasznie wyniszczaja organizm autorka wolalaby inaczej przezyc czas ktory jej pozostal. Nie kazdy chce byc oklamywany, ze wszystko bedzie dobrze. IV stadium raka pluc jest bardzo, bardzo rzadko wyleczalne. Przy naszej ostatniej swiadomej rozmowie tata powiedzial, ze pogodzil sie ze smiercia ale zaluje, ze nikt mu wprost nie powiedzial jakie ma rokowania bo inaczej przezylby te ostatnie miesiace. Ja naprawde mam nadzieje, ze autorce uda sie wygrac z rakiem i trzymam za nia kciuki, historia jest mi bardzo bliska, wiele bliskich mi osob odeszlo na raka. I powiem wiecej. Wiecie co najlepszego mozna zyczyc osobie, ktora umiera na raka? Spokojnej smierci, bez bolu, najlepiej we snie. Mozecie mnie teraz nazwac suka, osoba bez empatii ale kto tego nie przezyl nie zrozumie.

Kisielmielony

Nukaka, to prawda ze chorzy na raka musza znac swój stan i pragną normalności. Chodzi raczej o sposób w jaki napisałaś swój komentarz, opisując bardzo ciężka walkę, wzbogacając w bardzo mocne przymiotniki...
wiem czym jest walka z rakiem i wierz mi, można tez odejść po cichu.

powodzenia Odpowiedz

moja mama jakies 2,5 roku temu dowiedziała się, że ma nieoperacyjnego raka płuc. tradycyjne leczenie dawało jej też pół roku życia. na szczęście właśnie 3 lata temu powstała nowa terapia celowana i moja mama załapała się na program. dzięki znajomym w środowisku lekarskim dowiedziała się, że musi się udać do lekarza o nazwisku Dziadziuszko, dużo jej pomógł i wskazał drogę. obecnie już 2 razy zmieniała leki - rak raz rośnie raz maleje. może nie wyleczą jej z tego już nigdy, ale już prawie 3 lata, a ona ciągle jest z nami i nami i czuje się dobrze jak na kaliber tej choroby. jeżeli tylko twoja mutacja jest taka, na którą jest lek możesz wygrać kolejny rok, a nawet 5 czy 10 lat. nie ma reguły, każdy organizm jest inny. powodzenia! jestem całym serduszkiem z Tobą

powodzenia

dodam, że wykryto jej raka w ostatnim stadium

Forfantiwi

Dokładnie. Zależy od mutacji, te celowane terapie działają nieraz cuda. Trzeba walczyć z dziadem!

Dragomir Odpowiedz

Moja znajoma nigdy nie palila, nie pila chyba ze kieliszek na specjalna okazje. W wieku 44 dostala raka pluc, potem przerzuty na mozg... Nigdy sie nie wie. Zycze Ci Autorko powodzenia, mam nadzieje ze stanie sie jakis cud albo cos, bo na wspolczesna medycyne mozna liczyc co prawda, ale jesli chodzi o podtrzymanie pacjenta przy zyciu a nie wyleczenie go :(

Moje3konto Odpowiedz

O Boże... nawet pierwszy apel, który mnie nie zirytował.

Zobacz więcej komentarzy (12)
Dodaj anonimowe wyznanie