Odkąd zacząłem mieszkać z moją dziewczyną, to właściwie przestałem spotykać się z kumplami, bo ciągle chciała mnie mieć koło siebie, więc po pracy większość czasu spędzałem w domu, oglądając z nią filmy, razem gotując, śmieszkując w internecie itd. Nie podobało jej się moje hobbystyczne sklejanie modeli, więc pozbyłem się kolekcji, a mój warsztatowy pokój przerobiliśmy na garderobę. Przestałem chodzić na imprezy, nie piłem, rzuciłem palenie. Kochałem ją tak bardzo, że gdyby poprosiła, to sprzedałbym nawet swój ulubiony sportowy samochód, choć na całe szczęście jej się też podobał. No więc prowadziliśmy sobie takie sielankowe życie ze 3 lata, a potem mnie rzuciła, mówiąc, że nie jestem tym, kim kiedyś byłem i w ogóle zrobiłem się strasznie pizdowaty.
Dodaj anonimowe wyznanie
Ma przyszłość pamiętaj, że dobra partnerka/dobry partner to osoba, która Cię wspiera w pasjach, a nie ich pozbawia.
Wygląda jak jakiś wysryw czerwonopigularza.
też mi się tak wydaje, bardziej oklepanego scenariusza nie dało się wymyślić
Tak było, nie ściemniasz. Jeszcze w tej historii brakuje żebyś oddał biurko od kompa pod hybrydy.
No bo się zrobiłeś. Wiadomo zła kobieta to była, ale poświęcając całego siebie dla Niej paradoksalnie straciłeś cały szacunek, który wobec Ciebie miała.
Śmieci same się wyniosły