#9d14u
Moja siostra chorowała od małego i z tego powodu miała indywidualne zajęcia w domu, a nasi rodzice obchodzili się z nią jak z jajkiem, mimo to na pierwszy rzut oka wyglądała na zdrową. Jaka była? Introwertyczka żyjąca we własnym świecie, to chyba dobre określenie. Jako że ja sam jestem gnojkiem ledwo 3 lata starszym od niej, nietrudno się domyśleć, że zawsze zazdrościłem jej, w moim mniemaniu, nieuzasadnionych przywilejów i uwagi, którą otrzymywała. Przyznam szczerze, że przez te 18 lat nie zainteresowałem się tym, na czym konkretnie polega jej choroba, a to co prewencyjnie mówili mi rodzice w zupełności wystarczało. Nie raz i nie dwa razy zdarzyło mi się rzucić w jej stronę jakąś kąśliwą uwagę typu "ja mam dziś zajęcia do 17, a ty pewnie znowu nic nie robisz", "mogłabyś chociaż wyjść z psem, skoro siedzisz w domu" albo "może byś w końcu wstała z łóżka, a nie cały dzień się lenisz".
Nigdy nie widziałem, żeby z tego powodu płakała czy była zła, po prostu przyjmowała bez słowa na siebie wszystkie moje szorstkie wypowiedzi.
Kilka dni po jej śmierci znalazłem w jej rzeczach list, skierowany do mnie. Nie przytoczę go całego, ale pisała o tym, że z całych sił próbowała żyć normalnie, tzn. nie pokazując tego jak bardzo cierpi. A za to, że była dla mnie drzazgą w oku... przeprasza.
I wtedy do tego zakutego łba dotarło, co zrobiłem mojej malutkiej siostrzyczce. Mówi się, że starsi bracia rodzą się pierwsi, by chronić swoje młodsze siostry. Tymczasem ja byłem głównym powodem jej smutku i już nigdy nie będę mógł tego naprawić. Nie mogę jej przeprosić i obiecać, że się poprawię, ani tego, że znów będziemy bawić się domkiem z kartonu, jak za dawnych lat. Nie wierzę w Boga czy niebo, dlatego nie mam do kogo skierować tych słów, a puszczenie ich w eter może obudzi na czas jakiegoś innego głupiego starszego brata.
Siostrzyczko, jeśli dane mi będzie kiedyś się odrodzić, chciałbym ponownie być Twoim starszym bratem i sprawiać, że na Twojej twarzy będzie widniał tylko uśmiech.
Myślę że duża wina jest rodziców że Ci nie wytłumaczyli co i jak i dlaczego. Mogli próbować Cie zachęcać do współpracy z siostrą np żebyś ja poznał, jej świat...
Rozumiem Twoje poczucie winy, ale nie musisz ciągle się tym zadręczać. Rodzeństwo tak już ma. Siostra Cię kochała a Ty ją. Nie byłeś w stanie przewidzieć, że odejdzie. Też jesteś człowiekiem i tak samo potrzebujesz i zasługujesz na dobre traktowanie i uwagę. Trzymam kciuki za Ciebie, trzymaj się tam ciepło.
Rodzice dzieci niepełnosprawnych powinni mieć szkolenia z tego jak traktować pozostałe zdrowe dzieci.
co to wlasciwie za choroba, ktorej nie bylo tak bardzo widac?
wydaje mi sie, ze twoja niewiedza to wina rodzicow
I masz do siebie za złe, że bawiła się w męczennice zamiast z Tobą pogadać lub poprosić rodziców by przykuli cię do krzesła i wszystko wytłumaczyli? Pokazali jej punkt widzenia. Nawet durny nastolatek by zrozumiał "pamiętasz jak czułeś się osłabiony podczas grypy? Z powodu XYZ ona się czuje tak cały czas".
Byłeś dzieciakiem z którym nikt poważnie nie pogadał, a wydaje mi się to normalne, że dzieciaki, zwłaszcza nastolatki trzeba czasem posadzić na tyłku i pogadać.
Przez 18 lat mieszkałeś z siostrą i nie wiedziałeś na co jest chora? Nigdy, ale to nigdy nie słyszałeś, że z jej sercem/wątrobą/kręgosłupem/.... czegoś nie powinna robić/jeść? Zrozumiał bym gdybyś pomimo wiedzy ignorował jej chorobę z zazdrości o miłość rodzicielską a teraz żałował. Zgadzam się z @tramwajowe ale w tą historię nie wierzę - nie w tej postaci.