Rok temu 1 listopada, tuż przed godziną 9:00, stoję na parkingu przy kościele. Nagle podbiega do mnie mama mojej przyjaciółki i prosi o pomoc, ponieważ jej ojcu coś się stało. Biegnę za nią do mieszkania, wchodzę, widzę - starszy pan leży na podłodze. Sprawdzam puls, oddech - nieprzytomny, ale oddycha - układam w pozycji bocznej. Mija minuta i zauważam brak oddechu, bez zastanowienia rozpoczynam RKO. Po jakichś 20 min przyjeżdża karetka, widzę, że ratownik stoi już za mną przygotowany, więc po dokończeniu "serii" uciśnięć mówię "zmiana". Nie chcąc robić tłoku i dając miejsce ratownikom odchodzę do pomieszczenia obok, po chwili słyszę "nie żyje".
Poczułem się wtedy bezsilny, bezradny, jakby ktoś mi nóż w plecy wbił. Lekarz mówił, że mimo starań nie było szans.
Jestem strażakiem, widziałem już wiele krwi i ludzkich nieszczęść, typu poszkodowani w wypadkach, wisielcy, ale nic mnie tak nie dobiło jak ta sytuacja, gdy osoba, którą znałem umiera na moich oczach. Której rodzina patrzyła na mnie w trakcie akcji z wielką nadzieją, że będzie dobrze. Czułem się beznadziejny, wychodziłem ze spuszczoną głową, wtedy mama przyjaciółki mnie przytuliła i powiedziała, że dziękuje mi, że się starałem, to mnie trochu podniosło na duchu.
Jak widać życie, choć piękne, tak kruche jest.
Dodaj anonimowe wyznanie
Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafią walczyć w tak trudnych warunkach. Widzieli tak dużo łez i cierpienia, a mimo to nie poddają się. Trzymaj się
Szkoda że to się tak skończyło. Mimo wszystko szczere gratulacje za zachowanie zimnej krwi i udzielenie pomocy. Dobrze wiedzieć, że tacy ludzie jak Ty naprawdę istnieją i nie jest im obojętny los innych :)
,,Wystarczy jedna chwila by stracić je..."
"Ja, obywatel Rzeczypospolitej Polskiej,
świadom podejmowanych obowiązków strażaka
UROCZYŚCIE ŚLUBUJĘ
Być ofiarnym i mężnym w ratowaniu zagrożonego życia
ludzkiego i wszelkiego mienia - nawet z narażeniem życia...."
Pamiętaj, że próbowałeś i dałeś rodzinie nadzieję. Zapaliłeś iskierkę. Rodzina nie poradziłaby sobie z bezsilnością gdyby nie byli w stanie sprowadzić pomocy z zewnątrz (czyli Ciebie).
Mi kiedyś w podobnej sytuacji na rękach umarł ojciec od kumpla z jednostki. Pamiętaj, że jest i będzie jeszcze dużo sytuacji kiedy pomożemy i uratujemy kogoś. I dla tych chwil warto żyć i dla magicznego "dziękuję".
ja mam zawsze takie "szczęście" że jak coś się dzieje to jestem w pobliżu , tak jak wtedy
Jesteś bohaterem dla rodziny tego człowieka, bądź z Siebie dumny!
Świetnie, że doczekałeś się podziękowań za starania. Ja jak byłam w podobnej sytuacji to się nie doczekałam, tylko jeszcze wszyscy mnie zbesztali, bo połamałam żebro (po 15 minutach "pompowania" bez żadnej zmiany dziwne, że tylko jedno i tak późno, naprawdę). Nie stój jak kołek, próbuj zrobić cokolwiek, a i tak ci nasrają na głowę, bo się nie udało i jeszcze, olaboga! żebro pękło.
Mi w podobnej sytuacji zmarł Dziadziu, reanimowałam go razem z moim ojcem. Nigdy nie czułam się tak bezradna jak wtedy, gdy ratownicy powiedzieli, że nic już nie da się zrobić.
Wielki szacunek! Starałeś się i wszystko zrobiłeś dobrze, takich ludzi jak Ty się ceni :)
Twoja postawa była świetna
Zawsze trzeba walczyć. Wielki szacunek dla Ciebie