#9Hmcb
Przyjęto nowego pacjenta. Chłopak, ok. 30 lat. Akurat byłam pierwsza na jego drodze, gdy wyszedł z pokoju. Przedstawił się, chwilkę pogadaliśmy. Gdy chciałam wrócić do swojego pokoju, on poszedł za mną. Powiedziałam mu, że idę odpocząć, a on może niech przedstawi się innym. Nie, on chce iść ze mną, bo jestem „super sympatyczna”. Albo chodźmy do niego, bo on ma słodycze i mnie poczęstuje. Uparty. Podziękowałam. Poszłam do pokoju, on chciał wejść za mną. Nie można wchodzić do pokoju innej płci, zamknęłam mu drzwi przed nosem.
Gdy wyszłam po jakimś czasie, on czekał na korytarzu. Uparcie za mną chodził, zagadywał. Nawet próbował wejść za mną do łazienki! Gdy poszłam do pokoju koleżanek, on za jakiś czas zapukał i spytał, czy tu jestem. Z wyczuwalną irytacją w głosie spytałam, czy czegoś potrzebuje. Nic, chciał tylko sprawdzić, gdzie jestem. Wyszedł, my w szoku. Po paru minutach zapukał znowu. Koleżanka się zdenerwowała i mówi mu, żeby wypier****. On, że idzie pod prysznic i czy do niego dołączę. Miarka się przebrała, mówię mu, że takie teksty to molestowanie i że zaraz go zgłoszę do pielęgniarek. On, że przeprasza, źle go zrozumiałam, chciał tylko pogadać. Do jakiekolwiek pokoju wchodziłam, on próbował wbić za mną.
Zgłosiłam go. OK, pielęgniarki powiedziały tylko, że będą mieć na niego oko. Dopiero po interwencji koleżanek, że się go już boimy, jedna z nich zabroniła mu się do mnie zbliżać.
Widział, jak rozmawiam z kolegą. Przyszedł powiedzieć mu, że jeśli zobaczy, że się do mnie odzywa, da mu wpier***. Jarek oczywiście nie posłuchał go. Typ zaczął walić go z bara, gdy przechodził. Atmosfera gęsta, chłopaki chcą się bić. Typ zachowywał się agresywnie do każdego, kto śmiał się do mnie odezwać. Kolejne zgłoszenia pielęgniarki puszczały mimo uszu.
Ciągnęło się to dwa dni. Gdy koledzy dowiedzieli się o tekście do mnie, planowali zbić go pod prysznicem (jedyne miejsce bez kamer).
Znalazł sobie „sojusznika”, kobietę mocno zaburzoną, w przeszłości agresywną. Gdy szlam przez korytarz, a oni siedzieli razem przy stoliku, nagle milkli i patrzyli na mnie spod oczu...
Kulminacyjny moment. Przy obiedzie rzucił szklanką o ścianę. Wybuchło zamieszanie, a on niepostrzeżenie wsunął sobie kawałek szkła do spodni. Na szczęście jedna dziewczyna to zauważyła, poleciała do ratowników. Rozpoczęła się bójka między doprowadzonymi do kresu wytrzymałości kolegami, nim i ratownikami. W końcu udało im się zapiąć go w pasy. Odetchnęłam z ulgą, że parę dni spędzi w izolatce.
Był to mój przedostatni dzień w zakładzie. Wieczorem szłam korytarzem i nagle dostałam cios w brzuch. To była jego „sojuszniczka”. Zgłoszenie znów olane. Później udało jej się podstawić mi nogę, gdy szłam z gorącymi herbatami.
Dopiero na wolności poczułam się w końcu bezpiecznie.
Szczerze mowiac takich historie nie sa czymś nadzwyczajnym. Chyba nie znam osoby która będąc w psychiatryku nie miała jakiejś chorej akcji. Przynajmniej jest co wspominać jak się jest w odpowiednim towarzystwie.
Hej Tayla :) Opisując to, nie miałam na myśli, że historia jest jakaś nadzwyczajna. Chodziło mi o ukazanie obojętności pielęgniarek na potencjalnie niebezpieczne sytuacje (gdyby nikt nie zauważył, że chłopak schował kawałek szkła, pewnie by mu to uszło na sucho, a szkłem mógł się posłużyć w kolejnej bójce). Innym przykładem niechęci pielęgniarek do nas, jest gdy dziewczyna próbowała powiesić się w łazience na sznurowadle - pielęgniarka zapinając ją w pasy powiedziała „następnym razem zrób to na wolności i skuteczniej, bo mnie się tu nie chce Tobą zajmować i Cię karmić”. Wiem, że w takiej pracy pewnie szybko się obojętnieje na „dramy” pacjentów, ale jednak pracując z ludźmi i to zaburzonymi, powinno się zachować trochę empatii lub zmienić branżę.
Dzieki za odpowiedz. Obojętność pielęgniarek tez mnie nie zaskakuje. Większość osób tak pracujących potrzebuje dobrej terapii i zalecenia żeby się trzymać z daleka od chorych ludzi. Gdy byłam w psychiatryku pewna kobieta zwierzyła się pielęgniarce ze chciałaby mi podciąć gardło a ta kompletnie to zignorowała. Dopiero jak ganiała mnie przez korytarz z odrąbanymi widelcem to wtedy się ktoś zainteresował. Nie mowie o wszystkich tak pracujących ale jeżeli chodzi o pielęgniarki pracujące w psychiatrykach to mam do nich specjalna odrazę.
Mam wrażenie, że w większości placówek są takie sytuacje. Nie wiem jakie są kryteria przyjęcia do takiej pracy, ale często trafiają do niej niewłaściwi ludzie.
Niestety Cię zmartwię ale to normalne na oddziale psych.
Tam dzieją się takie rzeczy. Ja dodawałam wyznanie i w komentarzu napisałam, że przypinali w pasy za niewinność albo że właśnie były bijatyki to nikt nie wierzył. I że nas ignorowali.
Jak byłam kiedyś w szpitalu akurat na młodzieżówce już trochę dawno temu to było dziwne zjawisko. Za uprawianie seksu trzeba było chodzić w takiej specjalnej koszulce i wtedy inni się śmiali z tej osoby. Po co? Albo też pielęgniarki nas ignorowały. A ostatnio jak byłam to miałam zostać na 3 miesiące a trzymali mnie ponad rok w tych męczarniach, nikomu nie zazdroszczę kto tam był i pewnie niedługo znowu trafię. Miałam ten pech ze trafiłam w celi na kobietę która załatwiała się pod ścianą ale później mi ją wymienili. TAM SIĘ DZIEJE TAKIE ZŁO współczuję
Nie przypina się pasów za niewinność.
@twofacedgod Według zasad nie robi się czegokolwiek bez powodu, ale w tym świecie ludzie od tak o mogą stracić pracę bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, można trafić na odsiadkę za bycie podejrzanym, a nie winnym, możesz być ofiarą wypadku, a zrobią z Ciebie sprawcę... Dwie ostatnie sytuacje jak najbardziej się wydarzyły w naszym kraju.
Mam nadzieję, że już czujesz się lepiej. Pozdro :)
Żałuję że to przeczytałem, bo mnie nerwy niosą... Wiem jak to jest jak zgłasza się komuś poważny problem i zostaje to olane. Tak pobito moją dziewczynę gdy mnie przy niej nie było...
Ciekawe. oczywiście bez urazy :)
Zaciekawiło mnie w jaki sposób odizolowanie wraz z innymi chorymi ma pomóc w leczeniu? Czy może odizolowanie od społeczeństwa ma na celu poprostu odseparowanie osób niebezpiecznych lub szkodliwych społecznie od reszty 'normalnego' społeczeństwa? Bardzo chętnie bym usłyszał wypowiedź kogoś kto się na tym zna :) jeszcze raz podkreślam że nie mam na celu urazic nikogo
Po prostu chodzi o to, że w szpitalu jest zebrana kadra, która może się takimi osobami zająć w jednym miejscu, może też obserwować, jak reagują na nowo dobrane leki, sprawdzać, czy leki działają itd. Chodzi też o to, by móc obserwować zachowanie pacjentów np. Jak się zachowują wobec innych, co robią w ciągu dnia itd., potem czasami sporządza się z tego sprawozdania i omawia na porannych zebraniach personelu, wyciąga wnioski. Ale fakt, że szpitale są przepełnione i personel nie ogarnia, przez co oddziały nie spełniają swojej funkcji. Byłam na stażu w takim szpitalu przez ponad 3 miesiące, ciekawe wspomnienia. :)
Dziękuję tulipan za odpowiedź :)
Mam nadzieję, że nie będziesz musiała tam wracać ;)
Kiedyś jak dopiero co byłam w szpitalu 1 dzień to chyba nie mieli co robić i mnie od razu w pasy zakuli i tak trzymali. A jak facet dogadzal sobie na krześle to było ok. A ode mnie chcieli ciągle informacji i za wszystko była kara.
Jak sie patrzy spod oczu xD?
Hej :) Jeśli nie znasz znaczenia czegoś zawsze możesz pomóc sobie wyszukiwarką Google, ale proszę, definicja ze słownika związków frazeologicznych: ‘patrzeć spod oka na kogoś = patrzeć z niechęcią, być obrażonym, urażonym, zagniewanym na kogoś’.
Chyba spode łba xd
W całym życiu spędziłam kilka lat w szpitalu łącznie.
Jeżu, Tayla, to ile Ty znasz osób z psychiatryka?🙈