#91R4l
Miejsce zdarzenia: Warszawa, dworzec zachodni. Wracałem pociągiem pospiesznym Pendolino do Krakowa.
Bohaterzy: dwójka kompletnie obcych mi osób – jakaś babinka oraz jej syn.
Stoję na peronie z masą innych osób czekając na pendolino. Podjeżdża. Wsiadam i zajmuję swoje miejsce na tyle przedziału – parę rzędów siedzeń od miejsca na bagaże i drzwi. Na siedzeniach naprzeciwko mnie siada babinka oraz jej syn, który pomaga jej wnieść bagaże. Żegna się z nią i jeszcze chwilę rozmawiają. Po chwili reflektuje się, że pociąg zaraz ruszy. Szybko całuje babinkę i kieruje się do wyjścia. Ja zajmuję się sobą, ogarniam sobie miejsce na następnie ponad 2h podróży.
Wtem! Po kilku sekundach zaczyna się akcja! Słyszę wielkie, donośne, wykrzyczane męskim, grubym głosem:
- K***A!!! (syn wykrzyczał na cały pociąg)
- Nie wysiot! (babinka reaguje przejętym głosem)
- Ten k**as zamknął mi drzwi przed nosem! (syn drze się na cały pociąg)
- No nie wysiot! (mówi po tym babinka przejętym głosem)
Ja chowam głowę w gazetę, żeby nie było widać mojego śmiechu, cała akcja kompletnie mnie i nie tylko mnie, a wszystkich zaskoczyła. Syn rusza do konduktorki – ta już idzie w jego stronę, bo wszystko słyszała. Syn nie zdążył wysiąść, zabrakło mu pewnie 1-2 sekundy. Mówi jej o tym szybko (słyszę ich rozmowy, bo akurat stoją 1-2 metry ode mnie). Pani konduktor szybko przez krótkofalówkę łączy się z maszynistą – pociąg dopiero zaczyna ruszać, turla się i jeszcze nie wyjechał z peronu. Maszynista powiedział jednak, że już się tutaj nie zatrzyma, a dopiero na następnej stacji. Problem w tym, że to pociąg pospieszny, więc następny przystanek to... Kraków Główny :)
Syn dołączył do babinki, zafundował sobie wycieczkę. Kosztowało go to niemało. Musiał zapłacić za brak biletu na Pendolino – 170 zł. W trakcie jazdy zadzwonił do żony, żeby kupiła mu bilet powrotny na wieczór z Krakowa do Warszawy.
Najlepsze w tym wszystkim były te krzyki syna i ten przejmujący głos babinki, że jej syn „nie wysiot”. Jedna z lepszych akcji w moim życiu.
Uważajcie więc, jak kogoś odprowadzacie na pociąg – lepiej do niego nie wsiadać!
Przypomniałem sobie jak to jakieś 10-15 lat temu żegnałem dziewczynę, która wracała pociągiem i musiałem skakać by nie zostać w pociągu. Całe szczęście, że to nie było Pendolino ;-)
Lat temu z kilkanaście, jechałem pociągiem z miasta S, do miasta K. Po drodze miałem przesiadkę w mieście B, a że pociąg miał spóźnienie, to przesiadka była prawie na styk. Wysiadam na stacji B, patrzę na peronie obok stoi pociąg, wsiadam, pytam się jakiś podróżnych, czy to pociąg do K - potwierdzili. Chwilę później usłyszałem, że ktoś inny pytał, czy to pociąg do K - nie to do S. K..a, biegnę do drzwi (ludzie, których pytałem też), drzwi zamykają się przed moim nosem, pociąg rusza. Zajeb..e. Pociąg jednak przejechał tylko kilkanaście metrów, drzwi się otworzyły, a pociąg na który czekałem przyjechał za 15 min, bo też miał opóźnienie (standardy PKP).
Pytałeś jakiCHś podróżnych. JakiCHś, a ewentualnie jakiŚ jeden podróżny mógł coś powiedzieć albo zrobić. W liczbie mnogiej jest tylko i wyłącznie jakiCHś. Czy to jakiś analfabetyzm wtórny, czy się wagarowało w szkole? Kłania się też czytanie książek.
Trzeba było nie dawać dokumentów i jeszcze żądać darmowego powrotu do domu zamiast mandatu lub drogiego biletu...nic by się nie stało jakby jednak pociąg się zatrzymał skoro pomagał staruszce wnieść bagaże...zero empatii, a pociąg jak to pkp zapewne i tak miał pół godziny obsuwy ;)
Też miałam podobną sytuację. Będąc w szkole odprowadziłem koleżanki na pociąg. Tak się zagadałyśmy że nie zdąrzyłam wysiąść. Następny przystanek był na jakiejś wiosce w szarym polu. 1,5 godz musiałam czekać na pociąg powrotny. Dobrze że miałam przy sobie pieniądze. Często się zdarzało że nie miałam ani grosza.