#8uQzw
Mam 21 lat, w moim życiu wiele było zwrotów akcji i popełnionych błędów, przez co odbiło się to na mojej chęci nauki w szkole. Wagarowałem, przechodziłem z klasy do klasy o włos. Nigdy nie mogłem się zmobilizować, aby skończyć szkołę, poza tym jarałem nałogowo zielsko i mnie ono dodatkowo rozleniwiło. Skończyłem gimnazjum i chciałem się uczyć, poszedłem do technikum, lecz po 2 latach je rzuciłem na rzecz zawodówki. Zawodówkę też rzuciłem, bo stwierdziłem, że moje ambicje są większe niż być chudzielcem zakapiorem elektrykiem.
Miałem lat 18 i przydałoby się już iść do roboty (od 16 roku życia sezonowo pracowałem w budowlance), no i tak się potoczyło, że poszedłem pracować na budowie. Urzekła mnie ta praca, nigdy nie robiłem jej tylko dla pieniędzy, ale też dla zbierania wiedzy, fascynowało mnie to, byłem ciekawy i z każdym dniem zdobywałem nowe doświadczenie, z którego byłem zadowolony. Początkowo starzy fachowcy pracujący ponad 20 lat w branży zaczęli być dla mnie kopalnią wiedzy, ale w tym momencie to ja ich uczę roboty, ponieważ ich ambicje się już skończyły i nie gromadzą nowej wiedzy. Potrafię po pracy usiąść na telefonie i czytać o tym, co w danym dniu robiłem, poszerzać na ten temat wiedzę, sprawdzać nowe technologie, nowe narzędzia. Zawsze pracuję dokładnie, chociażbym robił cały dzień coś, co można zrobić w 3h, chcę to po prostu zrobić perfekcyjnie (a nie zawsze wychodzi). Potem po prostu "zagęszczam swoje perfekcyjne ruchy" i tak właśnie zaczynam robić dobrą jakość coraz szybciej.
Od niedawna wiem, że budowlanka to mój zawód, w którym się dorobię, nie mógłbym 10 lat siedzieć przy 1 maszynie za marną stawkę, a w budowlance cały czas jesteś gdzie indziej, robisz co innego, i między innymi też zwiedzasz i nie nudzi się. Zacząłem czytać o prowadzeniu firmy stricte pod kątem relacji pracownik-szef i pozwolenia ambitnej osobie wykorzystać w niej swój pełny potencjał.
Pracownik teraz to już nie ten sam pracownik, co 20 lat temu. Dba się o niego w budowlance bardziej niż w niejednym biurze.
Aktualnie jestem w Anglii i pracuję w swoim fachu, do niedawna moje zarobki w Polsce wynosiły 8-11 tysięcy na czysto. Aktualnie miesięcznie w Anglii zarabiam około 24 tysiące, mam otwartą 1-osobową firmę i prosperuję bardzo dobrze, dogaduję się z szefostwem.
Piszę to tutaj dla was, abyście wiedzieli, że pomimo tego, że nie idzie wam w szkole, to jeśli załapiecie bakcyla do pracy i będziecie się jej uczyć rzetelnie, niezależnie od rodzaju pracy, to osiągnięcie bardzo dużo i nikt was nie będzie miał za debili, a wręcz przeciwnie - każdy będzie chciał, abyście u niego pracowali.
Bo to nie jest kwestia wykształcenia tylko inteligencji i ciekawości świata. Ty autorze chcesz się kształcić tyle że robisz to sam i to jest super. Natomiast jeśli ktoś nie ma i nie próbuje mieć żadnych zainteresowań, nie próbuje się rozwijać w żaden sposób to z wykształceniem czy bez i tak raczej nic nie osiągnie.
I kwestia złapania bakcyla. Może robić coś całe życie. Możesz się uczy, czytać i rozwijać ale twój zawód cię nie interesuje to nic się nie zmieni. Problem ze wiele osób interesuje się czymś na czym nie może zarabiać( bo zdrowie, bo fakt że jest za głupi (nie w negatywnym sensie ale trzeba mieć naprawdę dużo pod kopułą by ogarnąć np.astrofizykę). Koleś miał farta.
Budowlaniec bardzo dobry zawód, ale bardzo ciężki. Nie wiem gdzie pracowałeś w Polsce, ale w moich stronach budowlańcy pracują po 12 godzin od poniedziałku do soboty i nie dba się o nich jak o biurowych. Praca w upałach, deszczu, śniegu, wiatru mrozie i pracodawcom ciężko zapewnić zimne i ciepłe napoje.. Nie wspominają już o tym, że po 20 latach pracy kregosłup masz jak staruszek, a jesteś około 40stki.. Ciężki kawałek chleba.
Mój ojciec wiele lat pracował na budowie i z tego co wiem to dystrybutor z wodą był szczytem luksusu. Praca sezonowa. Na zimę spadówa bo się nie buduje poprostu. Często kombinowanie z kasą (minimalna krajowa reszta na czarno etc.) nigdy nie chciałbym tak robić. Tym bardziej że ojciec bardzo starał się mnie zmusić żebym się tym zajął.
W tego typu wyznaniach denerwuje mnie jedno. Jeżeli ktoś żyje zagranicą, to dlaczego podaje swoje zarobki w PLN? Ok, rozumiem, dla porównania, ale przecież koszty życia w każdym kraju są inne. Ile jest warte te 24 tysiące złotych w UK?
Zaraz mnie pewnie zminusują, ale dla mnie takie pisanie o zarobkach w przeliczeniu na nasze pieniądze jest kompletnie bez sensu jeżeli ktoś nie prosperuje tymi pieniędzmi w Polsce.
Po co przeliczasz ciągle na polskie tysiące. Chyba że dla prestiżu.
Płacisz za wszystko w funtach. Mają inną wartość jeśli musisz zapłacić podatki, czynsz i takie tam.
Jak w 1-osobowej firmie przestaniesz się dogadywać z szefostwem, strzel mu w pysk.
To znaczy że nie jest zatrudniony bezpośrednie u kogoś, tylko sam jest sobie pracodawca, ubezpieczenie, podatki i inne tego typu atrakcje są na jego głowie. A szef, zleceniodawca tylko płaci.
Bo prawda jest taka, ze facet też ma szersze pole do popisu w znalezieniu pracy, bez konieczności posiadania jakiegoś większego doświadczenia. Zostanie TIR-owcem, będzie pracować za granicą w budowlance itd.-już zarobki będą oscylowac na polskie nawet i w 10 tysiecy złotych. Niby mamy równouprawnienie, ale w męskich zawodach pracodawca też musi dac najpierw kobiecie kredyt zaufania, nie chce pewnie też słyszeć komentarzy, że pracownicy-faceci zapierniczaja, a kobieta ma niby fory. Musi sprawdzić, czy ona rzeczywiście da radę na równi z innymi. To raz. Dwa: pomijając nie-męskie zawody to kobieta bez choćby szkoły zawodowej, średniej czy policealnej jest skazana chyba tylko na bycie sprzątaczka (i to też niekoniecznie) i na jakieś prace typu sadzenie kwiatów w Holandii, sezonowe zbieranie ogórków w Niemczech, jakieś prace przy zwierzętach, prace sezonowe, bo nawet do bycia opiekunka trzeba miec jakiś papierek np. ukończona szkole policealna na kierunku "opiekun medyczny", a żeby z kolei uczyć się w policealnej konieczne jest świadectwo ukończenia szkoły średniej :P
Fryzjerka, makijazystka, manicurerzystka, dobra kucharka, krawcowa. To sa zawody na których dziś można trzepac dobre hajsy. Fakt, trzeba mieć troche talentu ale tez się po prostu tego dobrze nauczyć.
Zdecydowanie sie z Tobą nie zgodzę, pracowałam na wykończeniówce we Francji przez 3 lata. Miałam jechać na sprzątanie, a skończyło się na tym że robiłam równo z facetami i nie było żadnego gadania że baba czy coś
Kobieta też może zostać "Tirowcem". I wtedy tak samo "zapiernicza" jak faceci. Myślisz trochę stereotypowo.
Tak? To zobacz jakie hajsy trzepią pracownie cukiernicze
Nie każdy wie kim chce być i co będzie robił w przyszlości. Wybierając szkole średnia po części tej wiedzy się już od nastolatka wymaga, co jest ciężkie. Czasami zamiast technikum czy zawodowkę lepiej wybrać LO. Jednak zgodzę się z tym, że samo ukończenie szkoły nie jest wyznacznikiem jakim się będzie pracownikiem. Jeżeli młoda osoba zatrudni się w jakiejś branży i poczuje "to coś" a nie ma ukończone chociaż szkoły średniej, jest w stanie samemu swoim zainteresowaniem oraz przykladnoscia stać się kimś :) ja osobiście uważam, że warto jest ukończyć szkole średnia i maturę, bo to otwiera drzwi na studiowanie nawet mając już ponad 40 lat, jednak jeżeli dana osoba nie czuje takiej potrzeby aby skonczyc chociaz szkole srednia a znalazła swój zawód i na własną rękę zdobywa potrzebna wiedzę to znaczy ze nie jest głupi czy nie jest nieudacznikiem a jedynie (i tu zabrakło mi odpowiednich slow) na swój sposób jest szczęśliwcem oraz w sumie jest też bardzo mądrą osobą, bo dostrzega swój potencjał i umie go wykorzystać :)
Kolejne wyznanie od zera do bohatera. Gdybym nie znała budowlanki, to może bym Ci uwierzyła. Niemniej, trochę orientuje się w warunkach finansowych i "wiedzowych", co sprawia, ze Twoje wyznanie jest absolutnie niewiarygodne. Chyba ze Twoja budowlanka to wykonczeniówka, wtedy wiedzę (w zakresie tak imponującym jak to przedstawiasz) rzeczywiście mogłeś zdobyć w 3 lata. Co do pieniedzy, musiałeś mieć w Polsce duuuuzo szczęścia. Zapomniałeś dopisać, że olewales naukę ale ukochales sobie języki.
w anglii sie domow nie buduje, bo jest to nieoplacalne i z pozwoleniami jest milion razy gorzej . tam sie domy kupuje albo od dewelopera albo z rynku wtornego. autor co najwyzej moze robic dobudowki albo wykonczeniowke. srednia placa budowlanca to jest od 10 do 18 funciakow na godzine (zalezy od regionu). czesto jest tez placa za wykonana robote. remont lazienki sredniej wielkosci, to koszt ok £2k ze zrywaniem plytek, wylewka i innymi robotami. zakladajac, ze autor jest self employed i bierze (juz niech bedzie) £20 na godzine lub £2k za 1.5 tygodnia robienia tej przykladowej lazienki (wliczajac 6 dni roboczych po 10-12h dziennie) to zarobi ok 5-6k. z tego sam musi odprowadzac podatki- tax, nin- 20% zazwyczaj, ale jesli rocznie przekracza (a przekracza sadzac po wyznaniu) £45k rocznie, wtedy podatku placi 40%... zycie w uk jest drogie. rent za mieszkanie 2pokojowe w malym miescie na polnocy to koszt ok £500, w Londynie ok £900- wszystko zalezy od standardu. jedzenie tez bardzo podrozalo w ostatnich kiklu latach. ubezpieczenie samochodowe tez sporo kosztuje, chyba ze sie jezdzi gratem z 1.0 silnikiem.
Bo jesteś ambitny i lubisz to co robisz. Znam osoby które rzuciły szkołę, ale zamiast iść do pracy siedzą przed kompem w wypierdzianym dresiku na garnuszku u rodziców, albo takich, którzy pracują do pierwszej wypłaty.
Większość ludzi bardziej martwi się o to, że nie wie co chce robić w przyszłości, a nie o to, że im nie idzie w szkole. Szkoła to jest nic, wiedza tam nabyta i to co w niej osiągniesz nie świadczy o tym kim jesteś.