#8Mzt0
Wiele razy prosiłam również, aby co 5 minut nie namawiały mnie do posiadania dziecka, ale niestety, jak grochem o ścianę. Ostatnio udało mi się wymigać z jednego spotkania, jednak na kolejne nie mam już wymówki. Bardzo lubię moje koleżanki i uwielbiałam spędzać z nimi czas, kiedy jeszcze żadna z nich nie miała dzieci. Tęsknię za tamtymi czasami. Cieszę się oczywiście, że spełniają się w roli matek, jeśli im to pasuje, to ok, życzę im jak najlepiej, ale już kilka razy postanowiłam sobie, że nie będę się z nimi więcej spotykać, bo moja rola ogranicza się na spotkaniach do biernego słuchacza. Ciągle jednak zrywam swoje przyrzeczenie postawione przed samą sobą, bo inaczej zostałabym całkiem sama. Nie mam bezdzietnych koleżanek. Ale i tak czuję się samotna.
PS.
Pewnie zastanawiacie się, czemu nie zrobimy bezdzieciowego wypadu na przykład do pubu. Nie zrobimy. Ich mężowie nie chcą zostawać sami z dziećmi.
napisz proszę tu w komentarzu, jak będziesz po spotkaniu, czy tym razem też było o dzieciach
No to fajnych sobie mężów wybrały 😉
Klasyczny stereotyp. Młoda matka nie myśli i i nie mówi o niczym innym, niż o dzieciach. Bywa i tak.
Ja znam ten temat od zakrystii.
Większość matek będących już mocno zmęczonych bycia mamą 24 h robi co może, by na chwilę być sobą, nie tylko matką żywicielką. Pogadać o filmie czy książce, zrobić zakupy, poplotkować z sąsiadem o promocji na łopatkę wieprzową, pomarzyć o powrocie do pracy i kontakcie z ludźmi.
Problem autorki "Jestem abstynentką, więc chadzam do pubów ponarzekać na pijących".
A może zamiast szukać wymówek, powiedz koleżankom prawdę? Ty nie chcesz słuchać o dzieciach, one nie chcą rozmawiać o niczym innym. To na razie ich życie. Trochę to potrwa.
Albo przyjdź na spotkanie, ale na godzinę. Posłuchaj, powspieraj, a potem powiedz: dziewczyny mam jeszcze tylko 15 minut, bo idę do pubu, chcecie posłuchać co u mnie?
Złożony problem. Co prawda w poście jest próba przekierowania winy za taki stan rzeczy na mężczyzn, co jest dziś bardzo popularne (po części z winy samych mężczyzn którzy nie umieją i nie chcą umieć się bronić przed takimi zagrywkami ale mniejsza o to) ale prawda jest taka, że to po prostu wina obojga rodziców, tzn. obecnego sposobu (nie)wychowywania dzieci. Dzieci również nie są winne jako takie, bo to dorośli je wychowują - pajdokracja. Nie neguję też zupełnie że mężczyźni nie chcą zostawać sami z dziećmi, pytanie tylko dlaczego, czy dlatego że są po prostu źli z natury jak to dziś przyjęło się sądzić... czy może dlatego że dzieci dziś są po prostu nieznośnymi bachorami. Myślę że fakt, że obecnie dziadkowie również coraz częściej mniej chętnie zajmują się wnukami jest z tym powiązany. To jest problem współczesnych rodziców, którzy twierdzą że mają jakieś fobie/urazy z dzieciństwa (że ich rodzice nie traktowali ich zawsze należycie) i dlatego swoim bombelkom pozwalają na wszystko zupełnie ich nie wychowując - tworzą potwory tak naprawdę. Nie mówię że wszyscy rodzice tacy są, ale coraz mniej rodzin gdzie dzieci coś sobą reprezentują. Przykre!
Mężczyźni nie chcą zostawać sami z własnymi dziećmi, bo te są nieznośnymi bachorami? Aha, ok... Szalony pomysł, ale może w takim razie, no nie wiem, spróbowaliby je wychowywać, czyli spędzać z nimi czas?
@Lipcowa Typowa kobieta, pancerna na argumenty i logikę.