Będąc małym dzieckiem byłam święcie przekonana, że miesiąc miodowy to czas, w którym pan i pani po ślubie mogą jeść tylko i wyłącznie miód.
Pewnego dnia, stojąc w kolejce do kasy w sklepie, ujrzałam panią w wieku około 60 lat, która na taśmę wyłożyła kilka słoików miodu. Niezwykle zaskoczona tym widokiem krzyknęłam do stojącej obok mamy: "Patrz, mamo, taka stara kobieta, a dopiero ma miesiąc miodowy!". Moja biedna mama nie wiedziała gdzie podziać oczy, a "panna młoda" od tego czasu, spotykając mnie na ulicy zawsze nazywa mnie swoim małym miodkiem, mimo że od "jej ślubu" minęło już ponad 20 lat. :)
Mając lat 17, byłem zakochany bez pamięci w pewnej dziewczynie.
Lato, zadupie zadupia, więc już tylko końca świata brakuje, bo ptaki zawracają, a diabeł nawet nie wie, że ma tam mówić „dobranoc”. No i my, paczka znajomych, w sumie nie moja, a mojego, jak wtedy myślałem (oj, głupi ja), przyjaciela, który mnie na to ognisko zabrał, bo wiedziałem, że ONA tam będzie i trułem mu cały tydzień...
Siedzimy, pijemy, jej nie ma.
Siedzimy, piję, jej nie ma....
Siedzimy, próbują mnie upić, ale po pierwsze, bez przechwałek, pół litra na mnie nie robiło wrażenia, po drugie nie wiedzą, że wylewam za kołnierz lub wypluwam do butelki z popitą. Udaję nawalonego dużo mocniej, niż faktycznie jestem.
Ona siada obok... Serce wali, mocno bardzo bardzo mocno.
„No napij się ze mną” – mówi i leje mi do kieliszka. Pijemy... A przynajmniej udajemy, bo widzę, że ona wylewa, a ona nie wie, że ja wypluwam do popity. „Wypijamy” w ten sposób prawie połówkę. Zaczyna się ze mnie śmiać... Próbuje mnie ośmieszać. Serce trochę zwalnia, wszyscy na nas patrzą... Ktoś ukradkiem nagrywa na starym Sony Ericssonie filmik w rozdzielczości 2 mpx.
Przyjaciel: „Dolej mu, już prawie po nim...”.
Chwieję się na ławeczce, patrzę w ich mniemaniu nieprzytomnym wzrokiem... Trzeźwym i klarownym jak jeszcze nigdy.
Wstałem, bez zachwiania, bez cienia upojenia, spojrzałem z góry na nią, na niego.
„Na mnie już pora” – powiedziałem. Podszedłem do ogniska, wrzuciłem swój papierowy talerzyk, kilka kroków dalej był stos plecaków, bez najmniejszego problemu wziąłem swój, butelkę z „popitką” przewróciłem tak, by wszystko się wylało, włączyłem lampki przy rowerze. Cisza. Wsiadłem na rower i pojechałem do domu, równo i bez najmniejszego zachwiania.
Kilometr dalej rzygałem wszystkim co miałem, nie przez alkohol, a przez stres.
W jednej chwili straciłem przyjaciela oraz uczucie, które wydawało mi się wtedy takie czyste i silne...
Myślę, że nigdy nie miałem w nim przyjaciela – i to zabolało najbardziej.
Uwaga, wyznanie nie jest moje, a mojego Dziadka, wielkiego fana Anonimowych, który niezbyt umie obsługiwać komputer (Anonimowe ustawiłem mu w zakładce przeglądarki i po kolei nauczyłem, co ma klikać), więc on mi dyktuje, a ja słowo w słowo piszę. Dziadek w tym miesiącu właśnie skończył sto lat! Sam mnie poprosił, żebym mu pomógł z napisaniem wyznania, bo bardzo chciał się do Was odezwać, tak więc przed Państwem Dziadek Euzebiusz:
Dzień dobry, moi mili. Racja, sam nie potrafię obsługiwać komputera na tyle, by to wszystko pisać, samo pisanie literka po literce zajęłoby mi ogrom czasu. Ale dla chcącego nic trudnego! Jakoś damy sobie radę.
Czytam tę stronę już od bardzo dawna. Wiele wyznań mnie szczerze rozbawiło, wiele zasmuciło. Bardzo lubię czytać Wasze historie z czasów dzieciństwa, gdyż to mi przypomina moje dzieciństwo, tak odległe. Świat był inny, prostszy. Wychowałem się w maleńkiej wsi niedaleko Lublina. Było nas sześcioro gromadki, zostałem już sam. Mój Tato bronił naszej Ojczyzny, moja kochana Mama musiała zająć się domem. Tato nie wrócił do domu. Wojna i brak Ojca w domu sprawił, że trzeba było szybko dorastać. Nie było lekko. Ale daliśmy radę. Pomimo okropnej wojny, późniejszych czasów mojej młodości nie zamieniłbym za żadne skarby. Ach, jakie wtedy były piękne dziewczęta! Urocze, z kwiatami wplecionymi we włosy, jak śpiewał Krzysztof Klenczon. Przeżyłem jako chłopiec wojnę, przeżyłem komunizm. Ktoś może mówić, że dziś to jest łatwo, kiedyś to było ciężko. Bzdura. Zawsze jest ciężko. Zawsze idziesz pod górę, ale kiedyś w końcu dotrzesz na szczyt. Może już nie jestem zbyt bystry, ale widzę, jak Wam, młodym, jest trudno. Przykro mi, kiedy czytam historie ludzi, których skrzywdzili rodzice albo panna zostawiła czy też chłopak się nie sprawdził. Moi drodzy, nie martwcie się. Teraz jest ciężko, ale będzie dobrze. Już trochę żyję i mogę Wam powiedzieć, że najważniejsze to nie tracić pogody ducha. Prawie wszystkie problemy można rozwiązać kubkiem ciepłej herbaty, rozmową i modlitwą. Nie martwcie się.
Dziesięć lat temu pochowałem swoją żonę, najcudowniejszą kobietę, jaką znałem. Smutno mi, bo zaczynam zapominać, jak wyglądała, na szczęście mam jej zdjęcia. To bardzo ważne, by mieć kogoś, z kim można iść przez życie. Jak jeszcze nikogo nie masz, spokojnie, na wszystko przyjdzie czas.
Powoli kończymy. W moim wieku nie mam wiele zajęć, dlatego wiele radości dają mi Wasze historie. To wszystko pokazuje, że człowiek musi się otworzyć przed innym człowiekiem. Rozmawiajcie ze sobą. I nie bójcie się wymagać od samych siebie. Bardzo serdecznie Was wszystkich pozdrawiam, z Bogiem, moi kochani.
Tu się kończy wyznanie. Dziadek jest bardzo szczęśliwy, że może „pogawędzić z naszą gromadą anonimową”. Nie może się doczekać publikacji wyznania.
Pozdrawiam
Nie boję się śmierci. Boję się starości.
Boję się dnia, w którym nie będę w stanie samodzielnie wstać z łóżka.
Boję się, że będę ostania z moich znajomych.
Zawsze uważałem siebie za twardziela. Wysoki, dobrze zbudowany, twarz jak wojskowy po misji w Wietnamie. Fan piłki nożnej i motoryzacji.
Dzisiaj płakałem jak dziecko przez ponad godzinę.
Lekarz powiedział mi, że po operacji zacznę znowu chodzić.
Boję się zasypiać w nocy przez moje sny, który powinny być moim odizolowaniem od rzeczywistości, a tak naprawdę nie są. Sny zapamiętuję bardzo rzadko, a jeśli już, mają one po jakimś czasie odzwierciedlenie w rzeczywistości. Często są koszmarami, które niestety też się spełniają. Oto kilka z przykładów:
2010 r. Śni mi się babcia. Siedzi na wózku inwalidzkim naprzeciwko mnie z zakrwawionym kikutem zamiast nogi. Ze snu zapamiętuję niedokładną datę: sierpień 2012 r.
Babcia umiera 11 sierpnia 2012 r. od zakażenia obciętej nogi. Co ważne dla tego wydarzenia, nie mam z nią wtedy kontaktu od prawie roku przez spory rodzinne.
2015 r. Śnię o śmierci wujka, którego znam od dziecka. We śnie wujek stoi naprzeciwko kostuchy ubranej w czarny płaszcz, trzymającej w prawej dłoni kosę. Oprócz tego zapamiętuję znowu bardzo ogólny wymiar czasu: kwiecień-czerwiec 2016 r. Wujek umiera na początku kwietnia 2016 r. z powodu zawału.
Zeszły tydzień. We śnie widzę kostuchę wyciągającą dłonie w moim kierunku. Podświadomie wiem, że nie chodzi o mnie, tylko o dziadka. Oprócz tego zapamiętuję konkretną datę: 18.09.2024 r.
Co jest ze mną nie tak?
Pracuję w kancelarii komorniczej. Wszystkim znajomym mówię, że zajmuję długi i żeby uważali, bo jak kiedyś dostanę ich papier, to się nie zlituję, tylko zajmę im wynagrodzenie. Każdy dookoła ma mnie za poważną osobę, która od 8 do 16 siedzi w biurze i powolutku wysyła umorzenia i zajęcia spraw.
Żaden nie wie, że tak naprawdę jedyne co robię to uspokajanie Pana Komornika, kiedy rzuca aktami i starym laptopem, bo podpis elektroniczny mu się zaciął. Albo przyjmowaniem dłużników zamiast niego, bo on się chowa w toalecie i mówi, że go nie ma. To co się tam dzieje to naprawdę niezły cyrk i czasem mam ochotę rzucić to w cholerę, ale żal mi szefa, bo chociaż jest nieźle pierdzielnięty i codziennie siada przy mnie po 19 z whisky (bo pracuję sobie od 12 do 20), wypłakując swoje małżeńskie żale, to czasem potrafi być naprawdę kochany.
No a poza tym kolega z pracy jest dilerem i mam jointy za darmo, które palimy codziennie jak wychodzimy razem o 20. Gdyby nie on, nie przeżyłabym w tej pracy ani dnia dłużej.
Miałam wtedy około 10 lat. Pewnie pamiętacie, jak leciała popularna bajka pt. „H2O wystarczy kropla” (jedna z moich wtedy ulubionych bajek, oczywiście nie licząc „Hanny Montany”).
Po obejrzeniu pierwszy raz tej bajki jako dziecko chciałam być jedną z nich, czyli syrenką. Przez jakieś trzy miesiące piłam tylko i wyłącznie z rurki, a gdy ktoś mnie ochlapał, to kładłam się na ziemi i udawałam syrenę, ruszając nogami (ogonem). Ale to nic przy tym, co robiłam przy kąpieli w prysznicu – po zetknięciu się z wodą kładłam się w prysznicu i wyczołgiwałam się z niego po kąpieli, potem siedziałam na podłodze jakieś 15 minut, żeby wytrzeć się do sucha (aby znowu zamienić się w człowieka). I tak co każdą kąpiel, przez trzy miesiące...
Dziwię się, że moi rodzice nie wysłali mnie do psychiatryka :D
Krótko.
Przyjeżdżam do rodziców na obiad.
Mama mówi mi, żebym zrobił coś z ojcem.
Nie wiem, o co chodzi. Mama prowadzi mnie do pokoju. Jesteśmy coraz bliżej i zaczynają dochodzić do moich uszu dziwne dźwięki. Otwieram drzwi. Co widzę?
Mojego ojca. Starszego człowieka grającego w CS-a i przeklinającego raz po rusku, raz po polsku.
Próbuję coś powiedzieć, ale on ucisza mnie mówiąc: „Nie teraz! Gram!”.
A ja nie mogłem grać przed obiadem!
Stoję kiedyś z koleżanką w kolejce w sklepie. Sobota wieczór, sklep niedaleko akademików, więc tłum studentów w środku. Był to co prawda sklep samoobsługowy, ale do alkoholu i do warzyw trzeba było stać w kolejce (tej samej). Kolejka na kilka metrów, bo wszyscy stoją po alkohol na wieczór. W końcu nasza kolej:
Koleżanka: Poproszę ogórka.
Ekspedientka: Zielonego? (w sensie, czy taki typowy, a nie kiszony).
Koleżanka (z całkowitą powagą i zdziwieniem w głosie): A są jakieś inne kolory?
Tym rozwaliła wszystkich stojących za nami w kolejce. Nawet jak wyszłyśmy z tego sklepu, było słychać ich śmiech :D
Dodaj anonimowe wyznanie