#7vj9z
Po przebudzeniu nie chciałam nawet spojrzeć na małą, bo cały czas miałam w głowie ból, który przeżyłam i ten, który czuć po cesarce. Jednak to wyznanie będzie trochę o czym innym.
Mój mąż zakochał się w małej, powinno mnie to cieszyć, ale ja po prostu czuję się zazdrosna. Przed rozwiązaniem mówił mi, że to mnie kocha najbardziej i nawet mała tego nie zmieni, ale teraz jest inaczej. Mówi otwarcie, że ją kocha bardziej. Mimo że od początku wiedziałam, że tak będzie, to mnie boli. Jak przychodzi na salę w odwiedziny, to zapomina się ze mną witać i żegnać. A jak pytam, czy mnie kocha, to albo nie odpowiada, albo z taką łaską, że mam łzy w oczach. Cały czas robi jej zdjęcia, a mi nigdy nie chciał.
Koszmarnie się czuję, bo jak można być zazdrosnym o dziecko?
To jest depresja poporodowa. Normalne, choć wyjątkowo przykre doświadczenie. Porozmawiaj o tym z mężem, z lekarzem - może ktoś załatwi Ci terapeute na czas pobytu w szpitalu.
W ogóle niech porozmawia z mężem i powie jak się z tym czuje. Bo on pewnie nie widzi teraz problemu. :/
Kumam jeszcze jakby to było same "kocham ją bardziej od Ciebie". Ale to brzmi jakby w ogóle się nie interesował autorką, jakby przestała istnieć. O ile to nie jest paranoja, to niekoniecznie stan autorki musi być związany z samym porodem. I tak polecam terapię, o ile jest taka możliwość.
Depresja poporodowa? Małżonek/a powinien/na być na pierwszym miejscu
Hormony szaleją, skup sie na wyciszeniu siebie, a nie na rozpamiętywaniu każdego gestu męża.
Skup sie na wyciszeniu
Taaa jasne
Maz jest od tego zeby wspieral
Po urodzeniu pierwszego dziecka maz tez sie ode mnie oddalil
Pracuje non stop
I teraz jak ma czas wolny to bardIej spedza go z dziecmi niz ze mna i im tylko okazuje uczucia
A to spowodowalo ze po urodzeniu drugiego dziecka caly moj stan psychiczny odbil sie na poerwszym dziecku
I dlugo musialam sie starac zeby z tym dzieckiem lepiej sie dogadywac
A i tak do tej pory jestrm tym gorszym rodzicem
A wiec autorko pogadaj nawet z psychologiem
Ale i z mezem tez
Niech cie wspiera bo inaczej ti sie na dziecku odbije
Też się tego boję strasznie ... Że będzie podobnie ze mną.
To bardzo prawdopodobne. Nigdy nie wiadomo jak zareagujesz. Można bardzo chcieć dziecka, a po porodzie może się okazać, że to była jedna wielka pomyłka.
Oj przestań już Poroniec, dziecko to nie koniec świata, jasne życie rodziców się zmienia ale wcale nie trzeba rezygnować z siebie
Też tak uważam. Żyję po tych nieprzespanych nocach itd. Są też piękne chwile. Dziecko nie tylko załatwia się i płacze. Dziecko uśmiecha się w ramionach matki, śpi przytulone, łapie malutką dłonią za twój palec, patrzy ogromnymi oczami gdy je karmisz, raczkuje, stawia pierwsze śmieszne kroki, powtarza po tobie słowa. Te starsze dzieci też są zabawne i można z nimi pogadać itd. Noworodek duuuużo śpi dlatego łatwo jest odpocząć po porodzie lub nawiązać więź. Nie masz dzieci i nawet ich nie chcesz, a straszysz wszystkich dookoła. Dziecko to owoc miłości partnerów (mówię o sytuacji gdy jest chciane) i to niesamowite, że masz przy sobie miks siebie i partnera w jednym. Do tego dzieci są urocze. Małe stópki, dłonie wszystko! Jak moje dzieci były małe cały czas całowałem je w stópki i brzuszki, bo nie mogłem się na nie napatrzeć. Przedstawiłem te dobre strony, za które łatwo dziecko ppkochać.
JeslemKrolem przestań pieprzyć. Rezygnować z siebie może i nie trzeba kiedy dziecko ma co najmniej kilka lat. Jeśli ktoś chce zmarnować sobie kilka najlepszych lat życia i to świadomie to gratuluje pomysłu. Chyba, że ma się 35-40 lat na karku, przeżyło się już wszystko co chciało i człowiek się nudzi to ok.
Oczywiście Sebastian. Też czasami rozczulają mnie małe dzieci, ale...to bardziej poważne niż się wielu wydaje.
To nie tylko 'słodkie małe stópki', to nowy człowiek za, którego bierze się pełną odpowiedzialność do 18 roku życia. Przez pierwsze kilka jak nie kilkanaście lat dziecko jest pod stałą, pewną opieką rodziców. Wychowanie, szkoła, przedszkole to masa czasu i pieniędzy. Niestety niektórzy dzieci traktują jak po prostu 'kolejną gębę do wykarmienia', lub robią, 'bo tak trzeba', 'bo każdy tak robi' .Uwierzcie jest masa takich osób. Niektórzy pochodzą do tego zbyt łatwo, to nie jest ułuda, to nie tylko uśmiech dziecka i małe stópki.
To o wiele więcej. Gdyby każdy tak o tym myślał nie byłoby wielu tragedii rodzinnych. Więcej niż połowa ludzi tak naprawdę nigdy nie powinna mieć dzieci. To nie tak, że ja zniechęcam. Chciałabym jedynie by ludzie zdawali sobie sprawę jak bardzo jest to poważne. By sobie wyobrazili jaka to odpowiedzialność. A nie, że podejmują pochopne, bezmyślne decyzje i podchodzą do tego 'e, jakoś to bedzie', 'to tylko kolejna gęba do wykarmienia'.
Wiele osób nawet nie nadaje się do posiadania zwierząt, a co dopiero do posiadania dziecka. To nie powinno być podejście 'e raz się zyje', 'bedzie fajne' - takie to można mieć podejście do tatuażu, podróży, a nie decydowania się na dziecko.
Popatrzcie ile ludzi ma dzieci. Sami byliście dziećmi. Każdy przez to przechodzi i nie trzeba dramatyzować, ale też nie można podejść do tego na luzie. To nie jest koniec świata i nikt nie głoduje, bo urodzi mu się dziecko. Nie trzeba też mówić, że marnuje się przez to życie, bo wcale tak nie jest. Ale nie. Najlepiej wiedzą ludzie bez dzieci kto zmarnował sobie życie/lata (swiecunia). Kretynka i tyle.
Sebastian001 po pierwsze nie pozwolę sobie ubliżać - to jest pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. Po drugie - mam 7 miesięczne dziecko i doskonale wiem o czym piszę. To wrzeszczące stworzenie od pierwszego miesiąca w macicy niszczy mi życie. Oczywiście byłeś w ciąży i wiesz jak to jest rzygać przez 4 miesiące. Wiesz też jak to miło kiedy nie da się spać, bo co godzinę musisz wstawać do kibla żeby się wysikać. Jak nie możesz normalnie ubrać butów i ustać minutę bo mdlejesz. Znasz też pewnie ból związany z porodem, karmieniem cyckiem, wiesz jak to fajnie jak wylewają się z ciebie hektolitry krwi. Zapewne to ty wstawałeś też co 1,5h w nocy przez pierwsze tygodnie żeby karmić swoje dzieci cyckiem. Ty siedziałeś też w domu przez pół roku na macierzyńskim, karmiłeś, wycierałeś obsrany tyłek, ścierałeś rzygi, przebierałeś po sto razy, targałeś coraz cięższy wózek po schodach itd. Zamilcz już, bo Twoje wypociny są żałosne.
Współczuję twojemu dziecku, że matka zajmuje się nim z myślą, że niszczy ono jej życie.
To nie jest nikogo wina, że nie chcesz nic z tym zrobić i to nie dziecko niszczy ci życie tylko ty jemu, bo to ono kiedyś zrozumie, że jesteś zgorzkniała, toksyczna i je nie kochasz. Ono nie jest wirusem, którym się zaraziłaś, jesteś dorosła i wiesz skąd się twoje dziecko wzieło. A w nocy to ja karmiłem dziecko by żona mogła pospać, bo wcześniej odciągaliśmy mleko. To nie ja przeżyłem ciążę i poród, ale jestem dumny z mojej żony i bardzo to doceniam, ale nie mogłem zabrać jej bólu, choć gdybym mógł zrobiłbym to. Moja żona była w trzech ciążach i wszystkim stawiła czoła i wytrzymała i ma się dobrze i nie ubyło jej miłości, ale widocznie ty tak nie potrafiłaś i stałaś się toksyczna. Nie masz prawa mówić, że to dziecko niszczy ci życie, to ty niszczysz jemu życie swoim problemem. To ty zrobiłaś swoje dziecko razem z partnerem, a to, że wybrałaś takiego, który ci nie pomaga to trudno. Idź się lecz kobieto, bo powtarzam trzeci raz TO TY NISZCZYSZ ŻYCIE DZIECKU.
Przed chwilą przeczytałem komentarz nade mną i napisaliśmy to samo, a to „nie pozwole się obrażać” jest takie żałosne 😂 nikt nie ma prawa jej obrazić, ale ona może wypisywać w internecie, że jej dziecko niszczy jej życie, bo przecież dziecko to nie człowiek, nie ma praw, mózgu, uczuć i to zabawka jak pieski nie?
Dlaczego od razu wszyscy mówią, że to jej wymysły i że powinna się leczyć? Takie sytuacje się zdarzają i nie każdy jest w stanie zaakceptować, że zostaje zepchnięty na drugi plan.
Możliwe, że faktycznie jest to depresja poporodowa, ale mąż poniekąd też jest winien. Otwarcie mówi, że kocha swoją córkę, nie wita się i nie żegna z żoną, jak dla mnie z mężem coś jest nie tak
A co jest złego w tym, że otwarcie mówi, że kocha własne dziecko?
Nic, ale mógłby nie zapominać o tym że nie tylko dziecko potrzebuje miłości, ale jego żona też.
Straszne. Tu zdecydowanie potrzebny jest psycholog.
Ale dobrze, że coraz więcej kobiet pisze o takich doświadczeniach. Macierzyństwo to nie jest bajka, a niestety tak to zostaje przedstawione. To jest jedno z większych tabu - kiedy matka żałuje ciąży, nie kocha dziecka, ma dość, jest przerażona, zła, lub ma właśnie depresję. Trzeba o tym mówić. Jest bardzo dużo ludzi, którzy nie kochają swoich dzieci, albo którzy cofając się w czasie nie chcieliby znowu dziecka.
To poważna sprawa, dlatego wkurza mnie, że ludzie tak łatwo do tego podchodzą. Wiadomo - to nie mój problem, ja dzieci mieć nie chcę, zresztą moje poglądy zdecydowanie zgadzają się z antynatalizmem - ale mimo wszystko mnie to denerwuje, myślą, że będzie idealnie, dla mnie to takie naiwne. Wystarczy poczytać wyznania matek, ojców, obejrzeć poród i się zastanowić nad tym, że to kolejne życie, które sprawi, że życie opiekunów ulegnie całkowitej zmianie. Czasami mnie to zadziwia jak ludzie łatwo do tego podchodzą.
W każdym razie Autorko życzę siły.
Ja również czułam jak mi brzuch przecinali przy CC i to przy dwoch CC. Po pierwszej lekarz anestezjolog kłócił się ze mną że to niemożliwe. Wymęczona nie miałam siły dłużej mu tłumaczyć. Przy drugim CC jak czułam skalpel na brzuchu, dali mi drugą dawkę znieczulenia. Czułam nadal więc mnie już uśpili. Nie wiem co było tego przyczyną przy pierwszej i drugiej cesarce. Uczucie straszne, nie do opisania. Również miałam depresję poporodowa po pierwszej ciąży. Wie o tym tylko moja położna która pomogła mi bardzo. Rozumiem autorkę i serdecznie jej współczuję. Mogę tylko dodać na pocieszenie, że to dobrze, że tatuś tak bardzo jest za dzieckiem. Prawdopodobnie cała opieka nad maleństwem nie spadnie na autorkę. Mój chlop to się najpierw opil, potem przywiózł nas po 4 dniach do domu i poszedł do pracy. adnej pomocy czy wsparcia
Nie dziwię się autorce, przeszła przez duży ból. Mąż powinien zdawać sobie z tego sprawę i otoczyć ją troską. Tyle wycierpiała dla dziecka.
musisz isc na terapie, mialam podobnie z innych przyczyn, rozmowy z psychologiem ktore myslalam ze nic niedaja okazaly sie bardziej pomocne niz przewidywalam. I karm piersia, jesli zakochasz sie w karmieniu malutkiej nie bedziesz sobie zaprzatac glowy tym co mysli i robi maz. Niedlugo bedziecie razem przy niej wszystko robic, kapiel zawsze starajcie sie razem jej robic, niech ci podaje dziecko do karmienia, jestes po cesarce wiec fajnie jakbys sie nie bala spac w nocy w jednym lozku z dzieckiem to duzo daje odpoczywasz a mala czuje sie najbezpieczniej przy tobie, bez tatusia sobie poradzi ale to mama jest najwazniejsza bo mamusi glos zna, to mam moze dac cycusia do snu i przytula.
Spanie w łóżku z dzieckiem to najgłupsze co można zrobić. Dziecko się przyzwyczai i nie będzie mieć jednej przespanej nocy przez najbliższe kilka lat. Wiem co było z moim obecnie 7 letnim (!!!) bratem który dalej śpi z moją mamą. Tata wylądował w pokoju obok i małżeństwo się rozpada. Moje dziecko od urodzenia śpi w swoim łóżeczku i mając 5 miesięcy przesypiało już całe noce (12h) bez żadnej pobudki i karmienia.
Zgadzam się ze @swiecunia. Moja 8letnia siostra była od małego przyzwyczajana do spania z mamą i do dziś nie potrafi zasnąć we własnym pokoju, a co dopiero w obcym domu (np. u babci). Mama próbowała chyba wszystkiego, żeby ją przekonać do spania u siebie, ale nic nie poskutkowało
Zastanawia mnie to,że przewidywalaś,że on się tak będzie zachowywał i że już przed porodem porodem pytałaś go kogo będzie kochał bardziej... Może macie jakieś nierozwiązane problemy między sobą i już wcześniej czułaś się spychana na drugi plan? Nie mam pojęcia,tak tylko spekuluję, ale myśle, że powinnaś poważnie i szczerze porozmawiać z mężem,bo nie powinien się tak zachowywać
A ten twój mąż to normalny jest?
Jesli otwarcie mówi, że kocha dziecko bardziej, to jest to przykre. Co innego powiedzieć: :kocham was bardzo!, a co innego: kocham ja bardzo!