#HEv3i

Będąc jeszcze w gimnazjum, nosiłam zdejmowany aparat na zęby. Zakładałam go tylko na noc. Na wakacje pojechaliśmy z rodzicami na Mazury, na łódkę – czyli mycie w jeziorze, załatwianie potrzeb w lesie itd. Pewnego dnia w trakcie mycia zębów aparat zsunął mi się z pokładu do jeziora. Cała spanikowana, nie myśląc za wiele, wskoczyłam do wody w piżamie i okularach. Nurkowałam kilka ładnych minut w poszukiwaniu zguby, bo to w końcu parę stów. Na szczęście było tam dosyć płytko, a aparat upadł na jakieś kamienie. Ucieszona i mokra od stóp do głów wlazłam na pokład. Na moje nieszczęście akurat obudzili się rodzice. Patrzyli na mnie zdumieni i w końcu zapytali: „Co ty robisz?”. Bez namysłu odpowiedziałam: „Prałam sobie ciuchy”.

Uwierzyli :)

#crg9J

Byłam na mieście z siostrą. Ona miała jeszcze coś do załatwienia w swojej pracy. Jest to nieduża firma, z małym parkingiem, który jest zamykany szlabanem. Obok stoi słup z domofonem. Pomyślałam, że poczekam na nią, no i tak sobie spacerowałam przed budynkiem, ludzie kończący pracę już wyjeżdżali. Jeden samochód zatrzymał się przed szlabanem i kierowca zapytał przez okno, czy mogłabym zadzwonić domofonem w celu otworzenia szlabanu. OK, będę pomocna. Naciskam przycisk i nic. Kolejny raz, znów nic. I kolejny... Kierowca w końcu wyszedł auta z uśmiechem i podszedł do innego słupa. Tego z domofonem. Okazało się, że naciskałam „przycisk” na tylnej części skrzynki pocztowej...

#SQRnu

Pewnego dnia, gdy miałem jakieś 12 - 13 lat postanowiłem, że nadszedł czas na codzienne męczenie kapucyna. Oglądając Hannah Montana w swoim pokoju, zacząłem oddawać się rozkoszom masturbacji. Niestety usłyszałem otwieranie się drzwi, więc musiałem szybko schować różdżkę.

Tata wchodzi, gadka szmatka, drzwi się zamykają. Czas kontynuować zabawę. Wtedy uświadomiłem sobie, że podczas rozmowy cały czas wystawała mi żołądź ze spodni.

Tato, dziękuję Ci, że udałeś, że tego nie widziałeś.

#D7GsB

Niektórzy opowiadają jakże wstydliwe historie z dzieciństwa, kiedy to chowali się przed mamą, rozbierali lalkę Barbie oraz Kena i "robili seks". Amatorzy!

Mając 6-7 lat dobrze już wiedziałam, na czym polegają łóżkowe zabawy. Bardzo też lubiłam bajkę Smerfy. Wyobrażałam sobie, że magicznym sposobem (lub zwyczajnie przez rozbicie ekranu) wyjmuję z telewizora Smerfetkę i Osiłka, wkładam ich do zdecydowanie lepszej klatki niż ta, w której zwykle umieszczał ich Gargamel, potem związuję Smerfetkę, podciągam jej kieckę, unieruchamiam Osiłka, ściągam mu spodnie i... "robię seks". Potrafiłam rozmyślać o tym długimi minutami przed zaśnięciem, wymyślając kolejne sposoby wiązania, pozycje, reakcje moich więźniów, napawając się ich przerażeniem czy próbami uwolnienia się. Wiedziałam też, że mimo całej tej sytuacji Osiłek jest całkiem zadowolony i bardzo mnie to jarało. Nie wiem skąd u małej dziewczynki takie pomysły. Nie zostały mi też po tym np. większe upodobania do BDSM.

#HWaG2

Kilka miesięcy temu byłam na weselu. Zabawa odbywała się w małej wiosce, z daleka od sklepów, stacji benzynowych i tym podobnych.

Po około 2 godzinach zabawy poszłam do toalety i zobaczyłam, że okres przyszedł niespodziewanie wcześniej. Niestety, w małej torebeczce nie miałam kompletnie nic przygotowanego na taką sytuację, a zwinięcie papieru toaletowego wystarczyłoby mi może na 15 minut. Szybko przeszłam się po dziewczynach na weselu szukając jakiejkolwiek, która mogłaby mnie uratować, niestety ani jedna nie była przygotowana. Zdesperowana poszłam do obsługi pytać o możliwość zakupienia chociaż jednego tamponu, oni również nic nie mieli.
Wrócić z wesela nie miałam jak, zresztą nie chciałam, bo była dopiero 20.

Wtedy wpadłam na "genialny" pomysł, niewiele myśląc ukradłam materiałową chustę leżącą na stole, służącą do ochrony ubrań przed jedzeniem, zawinęłam w prostokącik, napchałam do środka papieru toaletowego i takim sposobem stworzyłam sobie podpaskę. Na szczęście miałam długą, czarną sukienkę i nikt się nie zorientował, że coś dziwnego odkształca mi się w majtkach. Spokojnie mogłam zostać do końca oczepin i bawiłam się całkiem nieźle.

Ot, taka anonimowa historia, którą wstydziłabym się komukolwiek opowiedzieć.

#PprF5

Czuję niechęć i irytację, gdy myślę o swojej babci. Jest osobą niezwykle irytującą. Wszystko musi być tak, jak ona chce i jak ona pomyśli. Nie może przeżyć tego, że po licencjacie nie idę na magisterkę. Wmawia mi, że to głupota, a sama nie ukończyła żadnego kierunku i nic nie osiągnęła. Gdy byłam mała, piła przy mnie samotnie piwo i doprowadzała się do stanu, którego dziecko nie powinno widzieć. Ocenia innych i narzuca swojej bliskiej rodzinie, jak mają żyć. Moja mama również widzi ten problem, ale nie ma odwagi jej się sprzeciwić. Przez te wszystkie lata mojego życia jest dla mnie raczej „uprzejma”, ale jej pozostałe zachowania zniechęciły mnie do tego stopnia, że gdy niedawno dość ciężko zachorowała, nie poczułam wówczas głębokiego smutku. Musi być tak jak ona chce i koniec. Robi z siebie hrabinę. Najchętniej nie utrzymywałabym z nią kontaktu, ale nie mam odwagi. Za rok wyprowadzam się do innego miasta i nawet nigdy jej do siebie nie zaproszę. Nie czuję miłości do babci.

#dBIcx

W sidłach Clonazepamu i fałszywej diagnozy – moja walka o przetrwanie

W marcu 2017 roku trafiłem do szpitala, żeby odstawić Clonazepam. Ufałem, że lekarze mi pomogą, ale okazało się inaczej. Błędnie zdiagnozowano mnie ze schizofrenią paranoidalną, a przepisywane leki zamiast pomagać, pogłębiały mój stan. Czułem się, jakbym utknął w koszmarze, z którego nie mogę się obudzić, a każde zgłoszenie złego samopoczucia zbywano słowami „tak ma być”. Lekarze ignorowali moje prośby, podając kolejne psychotropy, które sprawiały, że czułem się coraz gorzej. Powtarzano mi, że jestem chory, a każde moje słowo traktowano jak urojenia. Byłem pozostawiony sam sobie, a mój stan psychiczny pogarszał się z dnia na dzień. Po wyjściu ze szpitala wróciłem do Clonazepamu, a wkrótce sięgnąłem po narkotyki i alkohol, szukając ulgi, której nie znalazłem w leczeniu. Moje życie stało się chaotyczne i pozbawione sensu.

We wrześniu 2023 roku podjąłem decyzję o samodzielnym odstawieniu Clonazepamu, redukując dawkę powoli i systematycznie. Proces odstawienia był koszmarny – przeżyłem ból i cierpienie, które przekraczały granice ludzkiej wytrzymałości. Przez dwa miesiące zmagałem się z niewyobrażalnym bólem, głodem narkotykowym i myślami, które niemal mnie zniszczyły. Ale po tym wszystkim nastąpiła zmiana. Cierpienie minęło, leki przestały trzymać mnie w swoich sidłach, a ja poczułem prawdziwy spokój i wolność. Bez leków zaczęło mi się chcieć żyć. Okazało się, że gdy tylko rzuciłem Clonazepam, nagle każdy lekarz twierdził, że nigdy nie miałem schizofrenii. To wszystko były tylko zaburzenia wywołane przez leki.

Dziś żyję absolutnie bez żadnych leków. Napisałem autobiografię, jeżdżę motocyklem i biorę udział w zawodach biegowych. Po latach walki i cierpienia znów mam nadzieję, że mogę być zdrowy. Zrozumiałem, że bardziej boję się życia niż śmierci, ale postanowiłem wziąć swoje życie w swoje ręce. Nie poddałem się i to mnie uratowało. Uwolniłem się od leków i żyję pełnią życia – to możliwe!
Dodaj anonimowe wyznanie