#6nPtM

Moja macocha opowiada różne historie, ogromnie dramatyzując, podobnie jak wiele kobiet z jej pokolenia. Przeszkadza mi to potem w pracy. Sama sobie pokrzyczy i popłacze, a potem z uśmiechem wraca do swoich zajęć, a ja nie daję rady. Bardziej przejmuję się jej historiami niż ona sama. Wielokrotnie z nią o tym rozmawiałem – nie reaguje. Uważa, że przesadzam. Następnym razem znów zrobi z siebie królową dramatu, opowiadając o nieszczęśliwym piesku z drugiego końca świata...

#16NQp

Dostałem dyscyplinarne zwolnienie z pracy za używanie komputera do spraw osobistych w godzinach pracy. Ostatecznie udało mi się załagodzić sytuację i zwolnić za porozumieniem stron.

Żona myśli, że w końcu podjąłem męską decyzję i zmieniam pracę, której nie lubię i zachwycona moja męskością wynagrodziła mnie sowicie....
Nigdy się nie dowie, że straciłem ciepłą posadkę przez Anonimowe.

#5zVVn

Mój ojciec na swoje 50. urodziny sprawił sobie...
Zestaw DJ-a, konsolę, mixer, nagłośnienie i inne bajery za ponad 15 tys. złotych!!!
Jak mówił, od zawsze to było jego marzenie, a teraz, gdy jest na rencie, może je w końcu spełnić.

Mieszkamy w bloku, gdzie mieszkają same starsze osoby, a przez ściany słuchać każde pierdnięcie.
Powodzenia w realizacji marzeń.

#fxKma

Moi rodzice to bardzo, bardzo sprytni ludzie.

W latach mojej młodości rodzice nie za dobrze umieli rozmawiać ze mną o seksualności, zmianach w moim ciele (które zaczęły zachodzić bardzo wcześnie i dość szybko) oraz o tym, co w sumie się ze mną dzieje. Był to temat tabu, ale nie mogło tak być, że dziecko chodzi nieświadome.
Książki były moją największą pasją, każda jaka w domu była została przez moją skromną osobę przeczytana od deski do deski. Była też półka z książkami rodziców, na której stały jakieś romansidła, książki o drzewkach ojca i jakieś pozycje, których nie wolno było czytać, coś o życiu po życiu i... pojawiła się nowa. Gruba, piękna książka. Tytułu już nie pamiętam, ale było w nim coś z biologią i ciałem człowieka. W książce w bardzo dokładny merytoryczny i etyczny sposób zostały przedstawione wszystkie aspekty ciała człowieka. Od poczęcia do śmierci, dziewczynki i chłopcy, mężczyźni i kobiety, skąd się bierze wszystko, dlaczego coś się dzieje, jakie są sposoby antykoncepcji, jakie są metody porodu, była to istna skarbnica wiedzy.
Oczywiście książka została przeczytana w tajemnicy przed rodzicami...

W późniejszych latach rodzice powiedzieli mi, że doskonale wiedzieli, że ta książka zostanie przeczytana i był to ich sposób na uświadomienie swojego dziecka, bez czerwonych wypieków oraz wstydu.

Po latach moim kierunkiem została biologia, bo nadal jest to interesujący mnie temat.

#jM5VZ

Mam 22 lata i mam okropnie przygnębiające życie przez mój kręgosłup, w którym dzieją się takie rzeczy, że niektórzy lekarze porównują go z kręgosłupem 45-latka pracującego fizycznie całe życie. Nienawidzę tego, że od 3 lat nie mogę swobodnie wyjść na imprezę, bo następny dzień jest dla mnie katorgą i nie mogę wstać sama z łóżka. Nie mogę nosić niczego ciężkiego, bo później moja noc jest bezsenna przez ból. Nie mogę swobodnie sama pójść na spacer, bo po 15 minutach spaceru łapie mnie ból i podcina nogi. Nie mogę długo stać, więc w komunikacji miejskiej zawsze kiedy jest okazja siadam, a jeśli moja podróż jest dłuższa niż kilka minut, wtedy zawsze spotykam się ze spojrzeniami i tekstami: „Taka młoda, a nawet starszemu miejsca nie ustąpi”. Wiem, że wyglądam zdrowo i ludzie nie widzą, że coś jest nie tak, ale nadal to poniżające, że mam tylko 22 lata, a czuję się, jakbym miała 50. Jestem taka młoda, a moje zdrowie odebrało mi całą radość w życiu. Znam każdy lek przeciwbólowy i każdy silniejszy mam w swojej apteczce. Jestem przerażona, bo kiedyś może przyjść moment, że zostanę sama. Dodam, że często na dalsze wyjścia bądź produktywniejsze dni towarzyszą mi kule, bo nie nie zawsze moje nogi współpracują.
Tak wygląda moja codzienność od 3 lat, jest ciągłym jeżdżeniem do specjalistów, braniem leków, częstym spędzaniem weekendów w łóżku i płaczem po nocach z bólu oraz ograniczeniem wyjść do minimum, bo często mam epizody bólowe. Nienawidzę takiego życia.

#4Qt6N

Moje życie się sypie i jestem w martwym punkcie.
Mam 23 lata, pochodzę z rozbitej rodziny, wychowywała mnie matka, ojciec to alkoholik, z którym nie mam kontaktu od 2 lat. Matka poznała męża i przeprowadziliśmy się w zupełnie inną część Polski.
Gdy miałam 17 lat, poznałam faceta, myślałam, że trafił mi się unikat, po prostu ideał. Gdy skończyłam 18 lat, matka z ojczymem kazali wyprowadzić się z domu (nie było dla mnie miejsca, bo pojawiło się moje rodzeństwo), więc wyprowadziłam się do partnera. Było idealnie przez pierwszy rok wspólnego mieszkania, tzw. sielanka. Po roku zaczęło się moje piekło, które trwa do dziś, a ja nie potrafię się z niego wyrwać. Zaczęło się od przemocy psychicznej, wyzwiska, wyśmiewanie i obrażanie mnie na każdy możliwy sposób, dziś dochodzi do przemocy fizycznej – szarpanie, bicie, ciągnięcie za włosy za każdym razem, gdy się z nim nie zgadzam. Chciałabym odejść, ale jestem tak wykończona psychicznie, po prostu boję się, że sobie nie poradzę z tym wszystkim. Nie mam nawet do kogo zwrócić się o pomoc. Odciął mnie od znajomych, zabiera większość moich pieniędzy, a ja boję się mu przeciwstawić. Próbowałam parę razy od niego uciec, ale wystawał pod pracą, domem mojej koleżanki (która teraz mieszka za granicą, ma swoją rodzinę) straszył, nasyłał kolegów. Chciałam zgłosić to na policję, ale boję się, że będzie jeszcze gorzej i nigdy się nie uwolnię. Mam nagrania, zdjęcia pobicia, ale boję się, że nikt mi nie uwierzy i będę miała jeszcze większe problemy. Musiałam to z siebie wyrzucić, bo nie mam nawet się komu wygadać.

#TNp2H

Mój prawie były mąż kończył w styczniu 32 lata. Chciałam sprawić mu przyjemność. Przez rok odkładałam pieniądze, aby zabrać go na romantyczny wyjazd do Szwajcarii. Tuż przed urodzinami szukałam biletów, miejsc, które zwiedzimy i idealnego hotelu. Dodatkowo chciałam kupić zegarek, o którym marzył.

Tydzień przed niespodzianką mąż wybrał się z kolegami na piwo. Następnego dnia stwierdził, że on jeszcze woli wyszaleć się z kolegami niż być ze mną i odchodzi. Zostawił mnie i rocznego synka. Zupełnie stracił głowę i zadaje się z osobami dwa razy młodszymi od siebie.

Ja za zaoszczędzone pieniądze wybieram się z synkiem na wakacje i zaczynam nowy etap w życiu.

#s5K7h

Mam 16 lat i właśnie ukończyłem gimnazjum. W pierwszym tygodniu wakacji udałem się na pewien wyjazd, gdzie pomimo że byłem uczestnikiem, to też opiekowałem się grupą - wiecie, opieka na chłopakami, aby nie rozwalili całego ośrodka i się nie pogubili.
Jako że moja grupa to sami najmniejsi - średnio 10 lat - wieczorem miła rozmowa, bajka i wszyscy spali. Nie mogłem narzekać, gdyż byli jednymi z najgrzeczniejszych. Pewnego wieczoru - 4 dnia - jeden z chłopaków przed samym snem poprosił mnie o szczerą rozmowę... Chociaż byłem bardzo zmieszany - 10-latek chciał porozmawiać szczerze z kimś o 6 lat starszym - to jednak się zgodziłem. Wtedy wszystko się zmieniło.
Opowiedział mi o tym, że jest mocno chory na serce (od początku wyjazdu pielęgniarka podawała mu bardzo dużo leków, których stosowanie wytłumaczyli jej rodzice), co sprawia mu wiele przykrości w życiu codziennym - szybkie męczenie się, liczne zabiegi i brak cierpliwości ze strony innych, co skutkuje brakiem uśmiechu. Powiedział mi, ze łzami w oczach, że chciałby być jak wszyscy - szczęśliwy i uśmiechnięty. Po godzinnej rozmowie odprowadziłem go do pokoju, popilnowałem, aby zasnął i wróciłem do swojego pokoju. Do teraz nie potrafię opisać emocji, które mi towarzyszyły... Postanowiłem jedno: On musi być szczęśliwym i JA mu w tym pomogę!
Minęły już prawie 3 tygodnie od tego wyjazdu i za sukces mogę uznać to, że były chyba tylko 2 dni, kiedy się z nim nie widziałem. Poświęcam mu każdą wolna chwilę. Gram z nim w planszówki, jeżdżę na rowerze, uczę gry na instrumencie, organizuję spotkania z ciekawymi osobami z mojego miasta [jego idolami] i wychodzę na dwór.

Pomimo dobrej zabawy, muszę uważać na jego chore serce, ale otrzymuję za to najwspanialszą zapłatę - widok, jak się uśmiecha i cieszy!

Przyznam się szczerze, że przed nami 3 tygodnie przerwy (najpierw ja wyjeżdżam na wakacje, a potem on) i na samą myśl, przenika mnie coś czego nie da się opisać - mianowicie - brak poczucia, że będę powodem czyjegoś uśmiechu.

Większość moich przyjaciół - moich rówieśników - pomaga mi i wspiera mnie w tym, co robię, lecz są też przeciwnicy, którzy uważają, że tracę czas dla jakiegoś dziecka.... a może ja po prostu lubię sprawiać innym radość i wciąż czekam, aż znajdę prawdziwego przyjaciela, który tak jak ten 10-latek sprawi, że będę czuł się szczęśliwy?
Dodaj anonimowe wyznanie