Nie lubię chodzić do kościoła. Czytałam Biblię i wiele stron o wierze, aż ostatecznie zadeklarowałam się jako ateistka. W te święta postanowiłam ominąć mszę. Wymyśliłam więc szatański plan. Dziadkom powiedziałam, że idę na pasterkę, dzięki czemu nie musiałam iść z nimi do kościoła w pierwszy dzień świąt. Jednak zamiast na pasterkę, udałam się do ogromnego, starego parku. Byłam trochę przestraszona, odwracałam się na każdy dźwięk. W pewnym momencie zaczęło mi odbijać. Wybawiłam się na placu zabaw, sturlałam z pagórka, zaśpiewałam „The End” na scenie koncertowej, wlazłam na drzewo. W pewnym momencie postanowiłam wejść do suchej fontanny. Stojąc tam, usłyszałam kroki i głosy. Przerażona położyłam się w fontannie. Nie całkiem suchej... Usłyszałam krzyk dziecka: „MAMO, MAMO!!! WSKOCZĘ DO FONTANNY I WEZMĘ PIENIĄŻKA, LUDZIE TAM WRZUCAJĄ!!”. Zanim zdążyłam zareagować, dzieciak wszedł na krawędź i nie patrząc w dół, skoczył mi na plecy. Bolało. Potem spadł i zaczął ryczeć. Oczywiście zbiegli się jego rodzice. Wkurzona wstałam z podłogi, powiedziałam „Cześć!” i pobiegłam przez park.
Miny tej rodziny nie zapomnę nigdy.
Spotykałam się z chłopakiem od kilku miesięcy, w końcu postanowił mnie przedstawić swoim rodzicom. Ucieszyłam się, bo Michał często opowiadał mi, jacy są fajni i wyluzowani.
Dwa tygodnie temu poszliśmy do nich na obiad. Po przywitaniu i wręczeniu drobnego bukieciku kwiatów ode mnie, ojciec Michała zaprowadził nas do jadalni, a jego żona poszła do kuchni. Po chwili wróciła z napojami. Sobie, mężowi i Michałowi przyniosła wodę, a mi jakąś breję przypominającą stary kleik. Zauważyłam tam też długi czarny włos, zapewne należący do matki Michała, gęstą ślinę i łupinkę od słonecznika. Na sam widok zrobiło mi się niedobrze. Michał zaczął się bardzo śmiać, jego rodzice też. Ojciec mojego chłopaka powiedział, że jeśli chcę chodzić z ich synem, muszę wypić do dna. Michał mu przytaknął. Jako że nie mam tak wielkiego poczucia humoru jak mój chłopak i jego rodzice, odstawiłam szklankę na stół, podziękowałam grzecznie za wizytę i zebrałam się do wyjścia. Michał i jego matka próbowali mnie przekonać, żebym została, ale nie miałam za bardzo ochoty na ich towarzystwo. Sam „żarcik” bym zniosła, ale bardzo przykro mi było z powodu reakcji Michała, dlatego przekonałam go, żeby mnie nie odprowadzał. Spotkaliśmy się później. Powiedział mi, że jego rodzicom było przykro z powodu mojego wyjścia, a ja znowu go przeprosiłam. Próbowałam mu też przedstawić moje stanowisko, bo dobrze wiedział, że podobne „żarty” mnie absolutnie nie bawią. On jednak stwierdził, że jego ojciec ma rację, że jestem sztywniarą i nudziarą i ze mną zerwał. Było mi bardzo przykro, ale jakoś wzięłam się w garść.
Michał zrobił mi opinię sztywniary i nudziary, od znajomych (zwłaszcza chłopaków) co rusz słyszę jakieś durne docinki i komentarze, ale staram się je ignorować. Skupiam się na przygotowaniach do sesji.
Michał ma nową dziewczynę. Taka z niej luzara, że po pijanemu na jednej z imprez za kasę pozwoliła się chłopakom całować w tatuaż, który ma w miejscu, którego obcym facetom zazwyczaj się nie pokazuje...
To było niedługo przed tym, zanim Michał ze mną zerwał. Wie oczywiście o ekscesach swojej nowej dziewczyny. Uważa, że to fajnie, że nie jest sztywniarą. Widać oboje są siebie warci.
Zapewne prawie każdy otwierając butelkę od Tymbarka, sprawdza, co jest napisane pod kapslem. Zwykle też to robię, jednak któregoś dnia piłam go w swoim pokoju, a na kapsel nawet nie spojrzałam i rzuciłam na szafkę nocną koło mojego łóżka. Leżał tam tak długo, że zupełnie o nim zapomniałam.
Bardzo lubię horrory, a jednym z lepszych moim zdaniem była „Obecność”. Podczas oglądania faktycznie nieco się bałam, ale nie jestem typem osoby, która z powodu obejrzenia horroru miałaby problemy ze snem i koszmary.
Po kilku tygodniach od seansu obudziłam się nagle w środku nocy. Spojrzałam na zegarek, a na nim widniała godzina 3:07. Ta godzina mnie trochę zaniepokoiła. Usiadłam na łóżko i zwróciłam uwagę na kapsel leżący na szafce. Dopiero teraz zdecydowałam się zobaczyć, co jest pod nim napisane. Od razu tego pożałowałam. Napis „Ktoś na ciebie patrzy” spowodował, że wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do kuchni.
Nigdy więcej zaglądania pod kapsle w środku nocy...
Gdy byłam dzieckiem, na każde urodziny, Boże Narodzenie, Dzień Dziecka czy inne święta zawsze dostawałam lalkę Barbie. Czasami po kilka naraz, bo kilkoro członków rodziny wpadło na taki sam pomysł.
Miałam same Barbie (pomijam, że milion lalek zamiast jakichś innych zabawek było straszne) i żadnego Kena, a chciałam się bawić w ślub. Więc wzięłam jedną z lalek, obcięłam jej biust, resztę plastiku nieudolnie przypaliłam zapalniczką (byłam dzieckiem kochającym ogień), włosy jej zgoliłam i narysowałem brodę. Barbie Ken miał/a dzieci z innymi lalkami i żył/a długo i szczęśliwie.
Dopiero po tym uczynku rodzice kupili mi Kena :)
Odkąd pamiętam, chciałam mieć rodzeństwo. W wieku 7, może 8 lat poszłam do koleżanki, która była o rok młodsza ode mnie, aby się pobawić na boisku. Pod wieczór, kiedy już miałyśmy się żegnać, wpadłam na „genialny” pomysł. Otóż wytłumaczyłam jej, że chcę mieć siostrę i zapytałam się, czy nią zostanie. Widząc jej twierdzącą odpowiedź, ucieszyłam się ogromnie. Nie powiadamiając o tym jej rodziców, po prostu ją do siebie zabrałam... Wsiadłam na rower, a ona na bagażnik i pojechałyśmy do mojego domu. Kiedy już tam dotarłyśmy, zaczęłam oprowadzać ją po mieszkaniu, zaproponowałam jej coś do jedzenia itp. Po jakiejś godzinie jej brat zaczął jej szukać, a że widział ją ostatni raz ze mną, to zapukał właśnie do moich drzwi. Powiedziałam mu, że jej nie widziałam, więc po kilku minutach sobie poszedł. Po jakimś czasie zjawili się jej rodzice, którzy zabrali ją do domu. I tyle z tego wyszło. Przynajmniej przez jakiś czas pocieszyłam się tym, że mam „siostrę” :')
Kilka dni temu, będąc w drodze do sklepu, zauważyłem, jak około 30-letni facet wyrwał telefon jednej dziewczynie i zaczął z nim uciekać. Miałem opory*, jednak rzuciłem się w pogoń. Gdy byłem blisko niego, rzuciłem mu się w nogi i go przewróciłem. Tłukliśmy się chwilę, aż odpuścił, położył szybkim ruchem telefon na chodniku i uciekł między bloki. Oddałem telefon zaskoczonej dziewczynie i udałem się do domu.
Bilans? Rozcięty łuk brwiowy, krew z wargi i kilka otarć. Co dziwne, nigdy nie trenowałem żadnej ze sztuk walki. Tylko i wyłącznie górne partie ciała w domu.
*Mam 14 lat i 167 centymetrów, sięgałem facetowi ledwo do klatki piersiowej.
Mam kochającego męża i dwójkę dzieci, a ciągle myślę o śmierci. Nie mogę pozbyć się myśli, że chciałabym już nie żyć, ale kiedy pomyślę o tym, że to równałoby się z tym, że mój mąż zostałby sam z dzieciakami, to natychmiast się rozklejam. Fakt, że dzieci zostałyby bez mamy też mnie przytłacza i wywołuje lawinę łez. Mam już dość, bo myśli o własnej śmierci nie dają mi spokoju przez połowę mojego życia, zaczęły się, gdy byłam jeszcze nastolatką. Czasem jest lepiej, czasem gorzej. Tak, potrzebuję terapii, potrzebuję coś z tym zrobić i mam nadzieję, że będzie lepiej, trzymajcie za mnie kciuki w kolejnym roku.
Będąc nastolatką, miałam koleżankę, która kiedy chciało jej się siku, to nie mogła się śmiać, bo popuszczała w majtki. Pewnego popołudnia wracałyśmy piechotą do domu i poprosiła mnie, abym na wszelki wypadek nic nie mówiła, żeby jej nie rozśmieszyć (z wiadomego powodu). I tak szłyśmy w ciszy dobre 20 minut. Była akurat zima, a że było to w czasach, kiedy chodniki nie były odśnieżane, więc w pewnym momencie wywinęłam orła. No i na nic się zdało moje milczenie...
Za dzieciaka obraziłem się na mamę i postanowiłem zrobić tobołek i wyruszyć z misiem oraz paroma żelkami w świat.
Nie udało mi się, bo nie umiałem zrobić tobołka...
Dzień jak co dzień, mama gotuje sobie obiad. Zostawiła mnie w swoim pokoju, ponieważ to tam zdecydowałem się tego dnia bawić. Żeby nic mi się nie stało, co jakiś czas zagląda, co robię itd. Zauważyła, że się nie bawię, tylko dotykam dywan (każdy lubi coś innego, nie?), patrzyła tak co jakiś czas, ale nic, ja tylko macam ten dywan.
Wszystko się wyjaśniło, jak mama wzięła mnie za rękę do mojego pokoju na drzemkę – gibam się jak gibon i prawie przyorałem w kant stołu. Po zbadaniu miejsca przez moją mamę, okazało się, że w pewnym momencie zacząłem się wspinać po szafeczce moich rodziców, gdzie znajdowały się wszystkie alkohole i wylałem... rum. Żeby się nie przyznać, odłożyłem rum, po czym zauważyłem, że dywan jest mokry, więc niewiele myśląc... zacząłem go pić, a jak? Dotykałem palcem dywanu, po czym lizałem palec.
Więc cóż, niektórzy upijają się w wieku 18 lat, inni w wieku 30 lat, a jeszcze inni, kiedy mają zaledwie 15 lat. Ja pierwszy raz się upiłem, jak miałem lat 3.
Dodaj anonimowe wyznanie