#iysPv

Kiedy byłam mała, zasypiałam zawsze twarzą obróconą do ściany. Powód był prosty: jeśli w nocy ktoś przyjdzie mnie zabić, to lepiej żebym nie widziała jego twarzy. Nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło, ale bardzo długo miałam taki tok rozumowania. Niestety sam nawyk bardzo mocno mi się utrwalił i z wiekiem nie przeszedł.

Dziś mam 22 lata i wyobraźcie sobie mój problem z zaśnięciem w łóżku, które stoi na środku pokoju. Nie polecam.

#iVJqf

To było trzy lata temu, miałem wtedy 14 lat. Byłem przeziębiony i bolała mnie głowa, mama dała mi jakieś syropy i tabletki, żebym poczuł się lepiej. Tata wracał z długiego zagranicznego wyjazdu i mama wybierała się do salonu kosmetycznego żeby sobie zrobić jakąś maseczkę czy coś. Czułem się senny po tych lekarstwach, ale miałem obiecaną pizzę, więc poszedłem z nią.

Na miejscu ona poszła korytarzem w kierunku gabinetów, a ja siedziałem w recepcji i czekając na nią grałem w grę na telefonie, prawie przy tym przysypiając. Po jakichś 30 minutach zaczęło mi się dziwnie kręcić w głowie, co mnie przestraszyło. W amoku zerwałem się i pobiegłem korytarzem do mamy.

Otworzyłem drzwi, za którymi wydawało mi się że ona jest, wpadłem do środka i zobaczyłem… obcą kobietę… w trakcie depilacji bikini. Nigdy czegoś takiego nie widziałem więc zszokowany krzyknąłem i wypuściłem telefon z ręki. Kobieta też krzyknęła, więc uciekłem stamtąd. Mama miała dużo przepraszania za mnie, a ja miałem rozbity ekran w telefonie…

#yk826

Uwaga! Kupa alert! Proszę odłożyć jedzenie!

Historia nie jest o mnie, a o moim kuzynie. W czasie wydarzenia opisanego w tej historii miał około 3-4 lat. Wraz z rodzicami pojechał do swojego wujka, na wieś. Wujek na wsi miał oczywiście psy, króliki itp. No i miał jeszcze nieszczęsne kozy.

Kuzyn został zostawiony wraz z kozami w takiej ich zagrodzie. Miał go pilnować wujek i ojciec, acz obaj po kilku piwkach zasnęli.
I nikt nigdy by się o tym nie dowiedział, gdyby nie to, że kuzyn opowiedział to wieczorem swojej mamie.

Otóż okazało się, że kozy robią.... Czekoladowe kulki. I oczywiście kuzyn je zjadał. Ciocia najpierw była pewna, że skoro tam był ojciec, to właśnie on dał dziecku cukierki i powiedział, że są od kóz, ale kuzyn powiedział, iż następnego dnia jej pokaże.


Tak, pokazał. Opieprz na wujka był niesamowity, a historia powtarzana jest na praktycznie każdym spotkaniu rodzinnym.

#d08av

Kiedy byłam małą dziewczynką, jak większość dzieci nie miałam pojęcia o „tych” sprawach. Pewnego razu w szkole wpadł na mnie kolega. Porządne zderzenie. Spanikowałam. Może w ten sposób mogłam zajść w ciążę? Zaczęłam dotykać mojego brzucha, z przerażeniem poczułam w nim bijące serce... Byłam święcie przekonana, że mam tam dzidziusia. Jak poinformować o tym rodziców? 
Dopiero po kilku tygodniach obserwacji uspokoiłam się i doszłam do wniosku, że to jednak moje własne serce.

#NjDrA

Mam afazję wraz z nabytą padaczką, jeśli wyznanie jest źle napisane, źle ułożone zdanie, to przepraszam, starałam się.

Niedawno skończyłam 18 lat.
Opowiem wam moją historię.
Odkąd skończyłam 3 latka, straciłam mowę. Zaczęłam mieć ataki padaczki. Kilka tygodni spędzonych na oddziale dziecięcym. Diagnoza? Afazja z nabytą padaczką, jestem niepełnosprawna. Niby nic takiego, ale jednak ona mi przeszkadza. Wiem, że inni mają gorzej, nie mówię, że nie.

Podstawówka.
Chodziłam do logopedy, parę wizyt w szpitalach, było trochę lepiej, mówiłam, ale niewyraźnie. Od 1 do 3 klasy miałam zajęcia z klasą. Wyśmiewali mnie, że jestem niemowa, że nie umiem mówić, że mam problem z długim słowem do powiedzenia.
Od 4-6 miałam nauczanie indywidualne, ale muzykę i plastykę miałam z klasą. Na muzyce, jak pana nie było, rzucali we mnie krzesłami. Bolało. Miałam parę siniaków. Plastyka? Niszczyli moje rysunki, musiałam zawsze od nowa zaczynać, a potem dostawałam sapy od nauczycielki, że co tak wolno, już koniec lekcji, a ty zaczynasz? Wycieczka klasowa? Wchodzili do mojego pokoju, gdy ja byłam w łazience. Niektóre ubrania zniszczone, łóżko rozwalone, lampka zbita.

Gimnazjum.
Nadal zajęcia indywidualne, ale chodziłam razem z klasą, bo miałam jedną przyjaciółkę, specjalnie dla niej. Wyzywali mnie, śmiali, obgadywali. Że jestem w ciąży, że ja się puszczam, że moja matka jest prostytutką. Bili mnie na przerwach, grozili, pomimo tego, że nic im nie zrobiłam, uważali, że skoro mam indywidualne i niemowa ze mnie, to jestem tępa. W 3 kl gimnazjum przestałam już chodzić z klasą. Po szkole łazili za mną, chcieli mi ukraść jakieś rzeczy. Rodzice byli u dyrekcji, wychowawcy. Rozmawiali z nimi i to tylko pogorszyło. Dostałam też skoliozy, 40 stopni, gorset. Chciałam nawet się zabić, ale w ostatniej chwili pomyślałam, że dam sobie szansę.

Technikum.
Technikum w tym samym mieście, lecz nikogo nie ma w mojej klasie z podstawówki czy gimnazjum. Mam wspaniały kontakt z klasą, dzięki nim otworzyłam się na ludzi. Wolontariat, biorę udział w życiu szkoły, występy, zapisałam się też do Związku Strzeleckiego, strzelcy mnie uwielbiają, ostatnio dostałam awans na dyżurną i kieruję nimi, jeśli chodzi o musztrę. Krótko mówiąc, stałam się oczkiem w głowie nauczycieli i dowódcy.

Waśnie leżę po operacji kręgosłupa, 4 godziny temu odwiedzili mnie strzelcy z dowódcą, 3 nauczycieli i parę osób z mojej klasy, przynieśli mi kebab, parę słodyczy i zdjęcia z nimi. Napisałam to z nudów, bo jedynie co mogę robić to leżeć, patrzeć w sufit i pisać. Strasznie boli, ale nie poddaję się. Nie będę narzekać.
Starzy znajomi? Większość ma problemy z alkoholem, policją, rozprawy.

Nie poddawajcie się nigdy!

#f5NKP

Kojarzycie te pogadanki w szkołach na temat narkotyków? W podstawówce miałam takie lekcje z pedagogiem, tłumaczyła nam co i jak, mówiła, że używki są złe, kazała odmawiać, gdy ktoś nam proponuje narkotyki i zgłaszać, gdybyśmy spotkali dilera pod szkołą; przedstawialiśmy scenki, w których mówimy „dilerom”, że nie chcemy brać; oglądaliśmy filmy, w których dzieci są zatrzymywane pod swoją szkołą przez takich właśnie dilerów itp.

Długo mi te zajęcia nie dawały spokoju. Po jakimś czasie nie wytrzymałam i poszłam do mamy zbulwersowana, mówiąc: „Co jest z moją szkołą nie tak? Jeszcze nikt nigdy mi nie chciał dać narkotyków”.

Co miałam w głowie? Nie wiem. Mama była zszokowana do momentu, gdy jej wytłumaczyłam co i jak. Wtedy zaczęła się śmiać i powiedziała, że właśnie dlatego z moją szkołą nic nie jest „nie tak”.

Teraz jestem dorosła i jeszcze nikt nie dał mi tej obiecanej darmowej pierwszej działki… No cóż :)

#Jr5Jp

Od pół roku mam chłopaka. Znamy się rok. Między nami jest niemalże 400 kilometrów odległości. Spotkania to dla nas wyjątkowy czas, a widzimy się co miesiąc/dwa miesiące.
W związku z tym, że mieszkam z rodzicami i bratem, nie ma możliwości, żeby podczas przyjazdów nocował kilka nocy w naszym dwupokojowym mieszkaniu.
Wobec tego wynajmuje pokój w pewnym pensjonacie, gdzie spędzamy razem czas. Na różne sposoby. Oglądamy filmy, wygłupiamy się.

Podczas minionego pobytu, ostatniego dnia, postanowiłam wypróbować coś innego. Kojarzycie reklamowane w telewizji pralinki, które w środku mają rozpływającą się czekoladę? Akurat mieliśmy je pod ręką, jako mój prezent od ukochanego.
Wysmarowałam jego tors i brzuch właśnie taką płynną czekoladą.
Zlizywałam ją z niego.
A przy okazji umorusałam swoje i jego ręce, nogi. Nie mogło się obejść bez ubrudzenia poduszki, kołdry i prześcieradła w kilku miejscach.
Zauważyliśmy to dopiero po prysznicu i ochłonięciu.

Wyobraźcie sobie mój wstyd, gdy przy naszym wyjściu z pokoju, już po zakończeniu zakwaterowania, pani sprzątająca ujrzała białą pościel w brązowej mazi... Jej zdumionego, zszokowanego i obrzydzonego wyrazu twarzy długo nie zapomnę...

#oNUAS

Dzisiaj opowiadałam rodzinie o nieludzkim traktowaniu kur chowu klatkowego.
Co usłyszałam? "Co cię obchodzą jakieś kury? Nie masz swoich problemów?"
Moi drodzy to jest mój problem, to jest nasz problem, bo nie mówimy o tym, nie zwalczamy tego. Powiedziałam "nieludzkie", bo tak nie zachowuje się człowiek, człowiek nie może traktować tak bezbronnego zwierzęcia. I dlaczego to robi? Dla pieniędzy.
Od swojej mamy usłyszałam:
- Masz depresję, nie powinnaś się dołować takimi sprawami.
- Czyli mam nie wiedzieć prawdy?
- Teraz? Jak najbardziej.
Wychowałam się na wsi, biegałam z kurami, przechodziłam nawet przez dziurę w kurniku, tarzając się po kurzych odchodach, uczyłam małe kurczaczki jeść, pić, przytulałam kury i głaskałam. Nawet kiedyś wzięłam jajko z lodówki, schowałam pod poduszkę i chciałam wyhodować małego kurczaczka.
I to po prostu boli.
Kury są wspaniałe i mądre.
A my je niszczymy.
Nie kupuję jajek klasy 3, nie wspieram tego, a wy?
Dodaj anonimowe wyznanie