#74emM
Przechodząc do wyznania. Opowiem wam jak to ja i dwie inne znajome postanowiłyśmy wrócić z nią autem do domu.
Wsiadamy grzecznie do samochodu, ja z tyłu ze strony kierowcy, koleżanka z przodu, a druga obok mnie. Ruszamy, gaz, sprzęgło milimetr do góry, auto stoi, no to jeszcze więcej gazu, już sobie myślę "kyrie eleison, biedne autko". OK, UDAŁO SIĘ.
Ustawia się na światłach, trochę korek, bo to centrum jednego z większych miast na Śląsku, robi się zielone, ruszamy i wszystkie trzy już wiemy, że nie zdąży, na dole już się robi korek, bo następne światła. Mówimy jej "stój, nie zdążysz", ona "zdążę, spokojnie". No i tak zdążyła, że stanęła na środku skrzyżowania i zablokowała wszystkie pasy ruchu. My w trzy już kryjemy twarz w rękach, bo w sumie siara, wszyscy trąbią, a koleżanka nic.
Zbliżamy się do następnej krzyżówki, a za nią jakieś 100 metrów dalej następne światła i znowu ta sama akcja, ona zdąży, kolejne skrzyżowanie zablokowane, nagle obracam się w stronę znajomej co siedziała obok i widzę rozpędzony samochód jadący prosto na nas. Wierzcie mi, prawie się zesrałam. W momencie obie dałyśmy głowy między kolana, łzy w oczach i czekamy na śmierć. Facet wyhamował, koleżanka prowadząca nawet się nie zorientowała.
Jeszcze pod koniec ktoś wyjeżdżając z parkingu też by w nas uderzył, też nie widziała. Reszta podróży upłynęła nam w ciszy, każda modliła się o życie.
Opowiedziałam ojcu całą sytuację, kategorycznie zakazał wsiadać mi z nią do samochodu, a jeśli już nie byłoby wyjścia, to on po mnie przyjedzie, nawet jak go za to zwolnią z pracy. No i zagroził, że jeśli się nie dostosuję, nie zrobi mi pogrzebu 😂😂😂😂
Śmiej się śmiej, ale ona jeszcze może doprowadzić do tragedii ._.
Też mam taka koleżankę, najgorsze jest to, że uważa siebie za świetnego kierowcę, a strach z nią jeździć. Głupota jej przechodzi ludzkie pojęcie, wyklina na innych ludzi poprawnie jeżdżących,sama stwarzając zagrożenie wychodzicie poza granice zdrowego rozsądku. Mam nadzieje, że nigdy nie doprowadzi do jakiejś tragedii
I napewno doprowadzi. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego zagrożenia póki nie dotknie go osobiście.
Na przykład ta kobieta spowoduje wypadek z udziałem Twojego znajomego, kogoś z rodziny. Wtedy bedziesz myśleć: a mogłam cos zrobić.
Wiec wiedz: mozesz i cos z tym zrób.
Może to okrutne...ale jeśli wiecie, że koleżanka wyjechała z punktu X i jedzie do punktu Y...to na policję, że tą i tą trasą, w samochodzie takim i takim, o rejestracjach takich i takich jedzie ktoś kto prawko to w chipsach wygrał i że stwarza zagrożenie. Może komuś zdrowie albo życie uratujecie
Policja już dawno powinna byla zareagować.
Oni są tylko wtedy gdy nie potrzeba 😊
Policja interweniuje gdy ktoś nielegalnie piję piwo w parku 😉
Jak jej tam nie było, to skąd miała wiedzieć? Wielu ludzi uważa, że skoro "super kierowca" pojechał w swoją stronę, to kibic z problemem, teraz będzie męczył innych, poza tym niektórzy tak się spieszą, że tylko powyzywiają i jadą dalej, policja zazwyczaj albo nie reaguje, albo nie ma szansy zareagować.
*koniec, a nie kibic
Halo policja? Proszę przyjechać na anonimowe
Ja to z policją wręcz się kochamy. Wszyscy mówią mi, że dobrze jeżdzę, że czują się ze mną bezpiecznie. Nieraz wiozę gdzieś babcię, rodziców, znajomych, chłopaka.. 3 razy zachciało mi się dodać ciut więcej gazu. 3 razy dostałam mandat. Przekroczyłam prędkość nie więcej niż o 25km/h. Ulicą jeżdżą różni idioci, czasem po 150km/h. Ich nigdy nie złapią. Policja jest zawsze tam, gdzie jej nie trzeba...
Ja bym to chyba zgłosiła na Policję... Lepiej, żeby odebrali Jej prawo jazdy, niż żeby Ona odebrała komuś życie...
A na jakiej podstawie jej mogą odebrać? Nie musieliby jej złapać? Nie jest to właśnie tak ze dopóki coś się poważnego nie stanie to "hulaj dusza"?:/
Wiedząc jak ona jeździ to ni cholery bym z nią nie wsiadła, nawet jakby mi za to zapłaciła
Jak ona zdała to prawko to ja nie wiem. Powinna zdawać nawet 40 razy aż się nauczy
Ja zdałam za pierwszym i co? Niby radzę sobie w porządku, ale nie lubię prowadzić, po prostu mnie to stresuje, mimo że rodzina ciągle naciska, tata wciska kluczyki w rękę, a ja się opieram. Po prostu mówię NIE. Także to, za którym razem zdajemy, nic nie znaczy. Znajomi, którzy zdali za n-tym razem, ale to lubią i ciągle jeżdżą, radzą sobie świetnie.
Jak ktoś nie lubi/nie umie jeździć to po jaką cholere wsiada za kółko i stwarza niebezpieczeństwo na drodze!?
Jak ktoś nie lubi jeździć, wcale nie oznacza, że jeździ tragicznie. Uważam, że wcale najgorsza nie jestem, pasażerowie zawsze sobie chwalili, ale jak mówię- po prostu nie chcę.
Jeśli mówimy o koleżance z wyznania- oczywiście, niedługo straci prawko, albo zabierze jej policja na kontroli, albo dopiero jak dojdzie do tragedii.
Arbuz1234 oczywiście nie bierz tego do siebie! To raczej było odnośnie koleżanki autorki :)
@Arbuz1234 Doskonale cie rozumiem! Też zdałam za pierwszym razem, radzę sobie całkiem nieźle, ale nie lubię. Stresuje się, jeśli jest duży ruch na drodze i jako tako pewnie czuję się tylko w jednym samochodzie. Strasznie niepewnie się czuje, jeśli muszę wsiąść do innego. A nawet tym jednym nie jeździłam już chyba ponad rok, wolę autobusy ;) Na szczęście po jakimś czasie tata przestał mi truć dupe, żebym go gdzieś woziła i zrozumiał, że nie lubię i do jego samochodu w życiu nie wsiądę :D
Ile ja bym dała, żeby ojciec mi sam wciskal kluczyki, jak zdałam prawko haha :D
Nawet jeśli ty z nią nie wsiadziesz, to ona dalej będzie stwarzać zagrożenie...
Niektórzy powinni mieć zakaz posiadania prawa jazdy.
shit. kto jej dal to prawko?
przekupili instruktora ?
Może instruktor bał się wsiadać z nią więcej razy już na egzaminach ;)
Jak za tym 11 razem przejechała bez błędów, które powodują oblanie egzaminów to egzaminator musiał jej dać prawko. Gdyby egzaminatorzy mogli oblewać egzamin na zasadzie "pani nie umie jeździć" to by dopiero było.
Matko o.O . Kto jej dał prawko? Na wyprzedaży rozdawali za tym 11 razem?
Pewnie po prostu miała szczęście i w miarę puste ulice.
Albo egzaminator miał jej dosyć :D
Też mnie to zastanawia, nikt by nie dał. Wątpię by laska z placu wyjechała