#74ckA
Umarła gdy miałem 16 lat i chyba w tym czasie potrzebowałem jej bardziej niż myślałem. Dalsze moje życie to były tylko zakręty, żadnych prostych. Straszna trauma, umarła na moich rękach, pamiętam do dziś jak ją reanimowałem, jak patrzyła na mnie, jakby błagała żebym już przestał.
Mój ojciec całe życie się bawił. Zarabiał dobrze, ale matce dawał kilka groszy, a reszta na dziwki i przelew. Gdy umarła nie mógł się otrząsnąć, ale musiał mnie "wychować". Z takim czy innym skutkiem ale mu się udało, chociaż bardziej zawdzięczam to moim o 15 lat starszym braciom. Ze śmiercią matki chyba nigdy się nie pogodziłem i nie pogodzę. Nie miałem dokąd iść gdy miałem gorsze dni z żoną i spytać o poradę. Nie miałem babci, do której mogłem podrzucić dzieciaki żeby z żoną iść do kina.
Mój ojciec zachorował. Dwa lata moi wspaniali bracia się nim opiekowali, ja im oczywiście pomagałem, ale większość to ich zasługa. Na śmieć ojca byliśmy przygotowani dlatego nas nie zaskoczyła i nie była taka straszna jak śmierć matki. Miałem do ojca pretensje, że tak naprawdę to zabrał mamie te lata życia, które on dłużej od niej żył. W każdym razie przeszliśmy nad tym do porządku dziennego, taka kolej rzeczy.
Niestety niemożność przeżycia żałoby odbiła się i tym razem na moim zdrowiu. Od śmierci ojca mam koszmary, stany lękowe, zaburzenia snu. Śni mi się, że go karmię, a on wymiotuje, że go reanimuję, że chcę zmienić pieluchę i nie mam siły go podnieść.
Pewnej nocy przyszedł we śnie i się pożegnał. Myślałem, że to koniec. Ojciec pojawia się dużo rzadziej, ale teraz dla odmiany noc w noc ktoś zabija moje dzieci, torturuje córkę (lvl 10) lub chce odciąć dłoń synowi (lvl 3). Jestem wykończony, czasem boję się zasnąć. W nocy wstaję sprawdzić czy są zamknięte drzwi nawet kilka razy. W dzień nie jest lepiej. Czasem boję się ludzi, a szczególnie z tatuażami na rękach. Za to potrafię płakać na reklamach, szczególnie tych takich rodzinnych. Biorę leki od lekarza pierwszego kontaktu, ale one tylko powodują, że się uśmiecham, lecz lęki nie mijają. Już mam mocno dość, a do tego ostatnio rzuca mi się na serce.
To wybierz się do psychiatry. Serio, on na pewno Ci pomoże lepiej niż jakimiś cukierkami rodzinny. Trzymam kciuki, bo życie nie może tak wyglądać
Nie rozumiem tej niechęci, a wręcz wstrętu do lekarzy typu psychiatra. Mam 2 koleżanki z taką kombinacją depresji i borderline (a przynajmniej ich zachowanie opisuje typowe objawy tych zaburzeń). Płacz niemal dzień w dzień, problemy z relacjami, zdrowiem, silne poczucie beznadzieji, bezsenność i brak chęci do życia. I o ile nie mają problemów, żeby brać antybiotyki, suplementy, środki przeciwbólowe i krople na uspokojenie, to antydepresanty itp nie, 'bo niszczą ciało' (cytat). Terapia nie, bo to 'nie dla mnie, a w ogóle to nie mam czasu i sama sobie poradzę'. Lubię obydwie, ale ten stan ciągnie się od miesięcy. Po spotkaniach wracam do domu wyzuta z energii i zauważam, że reszta towarzystwa powoli unika ich obecności. Czasem mam wrażenie, że im dobrze w byciu ofiarą.
@FoxyLadie
Powtarzam się, ale widzę, że do ludzi dalej to nie dociera. To, co powie ci osoba chora na depresję to jedno, a to, co myśli - drugie. Osoby chore najczęściej wierzą, że nie da się im już pomóc. Może jest to irytujące dla otoczenia, ale zapewniam cię, że osobom chorym jest tysiąc razy trudniej, niż tobie.
Rozmawiałam wielokrotnie z osobą, która cierpi na depresję i kiedy nie ma tych ciężkich dni (bierze leki, które działają całkiem dobrze) nie jest absolutnie w stanie zrozumieć siebie z momentów kiedy ma dołek. Wtedy nawet nie bierze leków, bo zapomina, że one mogą w ogóle pomóc, a ten stan może być chwilowy. Wiem, że może nie każdy ma aż tak ale to jednak pokazuje jak kosmiczny jest to stan dla kogoś kto nigdy nie doświadczył takich problemów.
Dziesiątki takich wyznań dziennie, pod każdym dziesiątki komentarzy treści "Wybierz się do psychologa." a ludzie i tak nie ogarniają co należy zrobić w sytuacji takiej jak ta. 🤦🏻♀️
recepta na tabletki na lęki jest akurat rozsądnym pomysłem
A jaki masz inny pomysł na nerwicę? Iść do gastrologa? Czy się uchlać? Uwierz, wiele osób to już przeszło i po prostu wiedza już co to jest, czemu tak jest i co robić w tej sytuacji. A ty jesteś ignorantem.
A nie przepraszam. Trzeba najpierw iść do kardiologa, zawracać mu dupę, zająć kolejkę na NFZ i wypierać się, że to na pewno nie od psychiki 👌 standardowo.
Za wizytą u specjalisty może przemówi do Ciebie fakt że Twój stan wpływa na Twoje dzieci bardziej niż Ci się wydaje.
I żonę
Ja bym poszedł również do neurologa.
Ewidentnie masz traumę do przepracowania. Jeszcze tą po śmierci matki. Mówisz, że bardzo ją kochałeś i dodatkowo ona umarła na Twoich rękach co jeszcze spotęgowało tą traumę, do tego dochodzi jeszcze poczucie winy, że jej nie pomogłeś (chociaż oczywiście nie mogłeś i to NIE jest Twoja wina!!!). Teraz obwiniałeś się za to, że nie przeżywasz należycie żałoby po ojcu. Do tego dochodzi lęk o życie dzieci. To wszystko daję niezłe kombo. Czas serio sobie pomóc i iść do specjalisty. Chcesz, żeby Twój stan odbił się na żonie i dzieciach? Lekarz pierwszego kontaktu to nie jest lekarz na takie objawy jakie masz. Proszę poszukaj innej pomocy, też właśnie dla dobra Twoich dzieci. Przemyśl to sobie. P.S. Już najpewniej zawsze i tak będziesz tęsknił do mamy, to jest normalne. Ja straciłam ukochaną babcie i mimo upływu wielu lat, tęsknie nadal...Chciałabym, żeby była przy mnie i widziała moje dzieci, za to moja córka ma na drugie jej imię.
Mój Tata zmarł nagle. Cztery dni przed zobaczeniem swojego wnuka, na którego tak bardzo czekał. 15go grudnia będzie już 4 lata jak go z nami nie ma. Do tej pory strata boli, tym bardziej, że nie mogę Go odwiedzić kiedy mam taką potrzebę. Pomaga mi wieczorna rozmowa. Kiedy wszyscy śpią, siadam w oknie i spoglądając w niebo rozmawiam z Tatą. Płaczę, śmieję się, opowiadam o dzieciach, rodzinie lub różnych problemach. To niesamowite, jaką ulgę czuję po takim można rzec monologu. A tym bardziej niesamowite jest wrażenie, że Tata wysłuchał, kiedy sprawy nagle zmieniają bieg.
Nie czuję potrzeby specjalisty, ale Tobie proponuję jak najbardziej. I poproś Mamę o pomoc. Ona Ci pomoże... Będzie dobrze :)
Często jest tak, że wydaje ci się, że jakaś sytuacja nie jest wybitnie stresująca i jej nie odreagowujesz. Tylko, że to tak nie działa. Dostałeś po prostu zaburzeń lękowych wynikających z nadmiernego stresu i nieprzepracowania żałoby. Nawet jeśli ci się wydaje, że się nie przejąłeś śmiercią ojca to widocznie twój organizm uważa inaczej.
Wiesz, może spróbuj go pożegnać? Iść na cmentarz, jeśli był pochowany jak obrządek katolicki nakazuje to się pomódl o jego spokój? Zapewne posypią się minusy, ale warto próbować wszystkiego, bo to nie wygląda według mnie na problem z twoją psychiką. Przemyśl to
W sumie też nie głupia porada, skoro Autor gdzieś w głębi może mieć przeświadczenie, że nie przeżył żałoby należycie.
A jak dla mnie to po prostu nie jest twoja sprawa. Porozmawiaj z nim, żeby przemyślał to co robi i że się zmienił. Ale poza tym to nie baw się w strażnika moralności.
Jejku to idź do lekarza, tutaj nikt ci nie pomoże.