#6SzW3
Gwoli wstępu: duszą towarzystwa nie jestem, ale nie jestem też totalnym odludkiem. W tamtym czasie utrzymywałem dobre relacje z kilkoma osobami z mojego liceum oraz z kilkoma ze studiów (w innym mieście). Wyjść na miasto było jednak mało, głównie w czasie świąt (ludzie z liceum), czy na koniec sesji (studia). Sfrustrowany więc trwającym od dłuższego czasu dość słabym weekendowym życiem towarzyskim i brakiem zaproszeń „na miasto”, postanowiłem w trakcie wakacji w moim rodzinnym mieście „wyjść na miasto i poznać ludzi”. Rodzice poza miastem, ja sam w sobotni wieczór w domu, ubrałem się, uszykowałem i wsiadłem w ostatni tego dnia autobus miejski w kierunku centrum, celem wyjścia naprzeciw towarzyskim atrakcjom i spotkania czy to aktualnych, czy nowych znajomych.
Dotarłem do centrum (podkreślę, miasto średniej wielkości), skierowałem się w stronę serca życia towarzyskiego miasta. Do pokonania miałem przejście dla pieszych, gdzie z racji później pory, dla kierowców pulsowało już żółte światło. W okolicy tego przejścia akurat było pustawo, minąłem tylko dwóch chłopaków mniej więcej w moim wieku. Gdy przechodziłem przez przejście (światła – patrz wyżej!), usłyszałem za sobą: „Zobacz k..., przeszedł na czerwonym świetle!” i zanim się zdążyłem połapać, zostałem powalony przez tych dwóch młodzieńców na ziemię i w akompaniamencie krzyków „Przeszedłeś na czerwonym świetle!” skopany. Cała akcja trwała kilkanaście sekund, bo naćpanych zapewne delikwentów odstraszył przejeżdżający patrol, uciekli szybko i tyle ich widziałem.
Na szczęście byłem tylko lekko poobijany i oszołomiony samym atakiem i okolicznościami, w jakich do niego doszło (przy „standardowym” ataku pewnie jakoś byłbym w stanie się bronić). Oczywiście „wyjście do ludzi” w tym momencie dla mnie się zakończyło, a ponieważ na szczęście żadnych śladów na sobie ta groźna i zarazem kuriozalna sytuacja na mnie nie zostawiła (okularów też jakimś cudem mi nie uszkodzili), nikt nigdy się nie dowiedział, że gdziekolwiek w ten sobotni wieczór byłem.
Żeby historia była kompletna: moje życie towarzyskie nigdy później nie uległo specjalnej poprawie, ale żalić się tu nie będę, bo tego nie lubicie. ;-)
To tylko kancelaria prezydenta wracała z obrad