Każdy chyba miał w dzieciństwie znienawidzoną koleżankę lub kolegę. Takiego diabła wcielonego, którego bały się wszystkie dzieci na osiedlu. Moje osiedlowe zło wcielone nazywało się Gruba. Tzn. inaczej miała na imię, ale Grubą wymyślił jej brat i tak się jakoś przyjęło... Była starsza o dwa lata, potwornie gruba i jeszcze bardziej złośliwa. Nie było dnia, żeby komuś nie podłożyła nogi, nie dała kuksańca albo wręcz nie napluła w twarz. Nikt jej nie lubił, bo się po prostu nie dało. Któregoś wakacyjnego dnia 6-letnia ja bawiłam się z koleżankami w piaskownicy. Przyszła Gruba i już było po zabawie. Rozwalała zamki z piasku, połamała komuś łopatkę, wiecie, takie wredne dziecięce zagrania. Wzięliśmy ją na przetrzymanie. Im więcej ona nam dokuczała, tym bardziej dzieci ją ignorowały. Psuje jedną zabawę? OK, wynosimy się za blok i gramy w klasy. Przylazła i popychała innych? OK, idziemy grać w chowanego. Mówiła szukającemu, gdzie się kto schował? OK, idziemy na trzepak. Wreszcie, trzęsąc się ze złości, Gruba dała za wygraną i poszła na ławeczkę poskarżyć swojej mamie. Traf chciał, że na tej samej ławeczce siedziała też moja mama i akurat opowiadała zmartwiona, że zgubiła gdzieś ulubiony złoty pierścionek z czerwonym oczkiem i nigdzie go nie ma od kilku dni. Gruba w zemście powiedziała, że widziała go, jak się nim bawiłam i chwaliłam koleżankom w piaskownicy. Oczywiście, moja mama jej uwierzyła...
Co ja się wtedy napłakałam, zarzekałam, że nieprawda, i tak mi nie uwierzyła. Lanie oczywiście też dostałam. A Gruba tylko się śmiała. Poprzysięgłam zemstę.
Okazja do niej nadarzyła się dopiero po ponad 20 latach. Byliśmy z mężem w ogródku piwnym, ciepły, letni wieczór, siedzimy, mąż sączy piwko, ja soczek, kulturka. W pewnej chwili patrzę i oczom własnym nie wierzę – Gruba!!! Choć powinnam napisać raczej Grubsza... :P Po cichu opowiedziałam mężowi sytuację z pierścionkiem. Ten zachichotał szatańsko i wskazał niebieskiego Peugeota, stojącego w dość oddalonym miejscu „Tym przyjechała, widziałem. Poczekaj, tylko skończę piwko”... Zniknął na jakiś czas. Kiedy wrócił, jak gdyby nigdy nic zamówił sobie kolejne piwo, a dla mnie kolejny soczek. Gdy dopytywałam gdzie był tak długo, tylko się tajemniczo uśmiechał. Minęło kilkanaście minut, Gruba idzie do auta. Rusza, zatrzymuje się, wysiada i patrzy z niedowierzaniem. Po chwili słyszymy wrzaski i przekleństwa. Spojrzałam na męża – „Spuściłem jej powietrze z dwóch kół, tych, których nie widać od strony ogródka”...
Mała rzecz, a cieszy ;) Kocham go!
PS Pierścionek się znalazł w tym samym roku, w grudniu, podczas porządków świątecznych. Mama zdjęła go do wyrabiania ciasta drożdżowego i wpadł za szafkę w kuchni :)
Dodaj anonimowe wyznanie
Zachowanie twojej mamy tragedia. Tacy ludzie nie powinni mieć dzieci, skoro bardziej wierzą obcym ludziom niż własnemu dziecku...
Czasem mnie zadziwia w ludziach ta chęć zemsty po tylu latach. Rozumiem rozgoryczenie, bo bycie obwinionym i ukaranym za coś, czego się nie zrobiło, jest bolesne. Ale żeby po 20 latach nadal czekać na ten odpowiedni moment zemsty - że też ludziom się chce.
Bardziej mnie ciekawi, czy mama Cię przeprosiła za ten pierścionek, czy o całej sprawie już wtedy zapomniała?
Ona nie czekała, sytuacja nadarzyła się przy okazji. Przypadkiem...
Tak naprawdę to nie jest czekanie, nie pamiętasz tych złych chwil cały czas, po prostu jak z jakiegoś powodu wspomnienia wracają to wraca z nimi te same uczucia co się w tedy miało. Czyli ta chęć zemsty nie zostaje przez te 20 lat, a po prostu powraca.
Tu autorkę rozumiem, że dziewczyna była wredna, ale zła powinna być na własną matkę, gdyż to ta uwierzyła jakiemuś obcemu dziecku i zareagowała agresją. Ale że jak z kimś żyjemy na codzień to wolimy mieć z tą osobą jak najlepsze relacje, to autorka nadmiar gniewu skierowała na wredną dziewczynę, zamiast na matkę która źle zareagowała.
Ojej, hihi, mężuś spuścił powietrze z opon, KoChAm Go :*:* Jezu, co za dziecinada. Najokropniejszą osobą okazała się twoja matka. Jak już zresztą zostało napisane - uwierzyła obcemu dziecku - nie własnemu. Co więcej! Użyła wobec Ciebie przemocy fizycznej. Również bardziej interesuje mnie czy matka w ogóle przeprosiła? Cokolwiek? A "Gruba" zapewne też miała swoją historię, i w swoim domu nie wesoło, skoro odreagowywała w taki sposób...
Pewnie by się okazało, że "Gruba" zachowywała się tak, bo odreagowywała to że nazywali ją grubą i pewnie śmiali. Taka dziecięca logika, będę wredniejsza od nich to może dadzą mi spokój
A jak zemściłaś się na mamie😅? Czy jeszcze czeka na karę, za brak zaufania do dziecka?😅
A dla mamy jaka kara? Przeprosiła Cię chociaż po tylu latach?
U nas był też taki ponad miarę wyrośnięty, złośliwy łepek. Wyzywał się na słabszych (czyli praktycznie wszystkich), zabierał rzeczy, był agresywny, niedostatki bystrości nadrabiał biciem. Skończyło się tym, że zebraliśmy się w pięciu chłopaków i odplacilismy mu pięknym za nadobne. Za każdym razem, gdy kogoś popchnął, uderzył, opluł - dostawał łomot. Po miesiącu problem zniknął.
Bez sensu, po tylu latach ona nawet nie skojarzyła, że to może być zemsta.
Mam mieszane uczucia co do tego wyznania. Mam nadzieję, że tylko spuścił powietrze a nie przebił opony... bo to już by było niszczenie mienia i jest na to paragraf.
A za sprawienie, że autorka dostała lanie nie ma paragrafu? ^^
Jest, na rodzica.