#5dvyZ
Klucz jak klucz, niczym się nie różnił od innych. Ale tata spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział, że to jest najważniejsza i najcenniejsza rzecz, jaką posiadam. Ten klucz otwiera bardzo, ale to bardzo ważne drzwi, za którymi czeka na mnie rzecz, o jakiej nawet nie śniłem. Dowiem się, gdzie są te drzwi tylko wtedy, kiedy zacznę się zachowywać jak mężczyzna, a nie jak "rozhisteryzowana baba". Miałem 6 lat, ale co to mężczyzna wiedziałem, a poza tym byłem bardzo ciekaw tych skarbów. Już miałem jęczeć o te drzwi, ale ojciec tylko warknął, że mam być mężczyzną, mam być cierpliwy, bo czekanie może mi zająć wiele lat. Ale klucza mam nie zgubić. Choćby był pożar w domu, mam zostawić wszystkie miśki, a klucz mam mieć przy sobie.
Schowałem go do pudełka po zapałkach i pamiętałem, że tam jest. A za każdym razem, kiedy zaczynałem pokazywać różki, ojciec unosił palec w górę i mówił "klucz", a ja się uspokajałem. Droga do bycia prawdziwym mężczyzną jest bardzo ciężka - myślałem. Mama się zawsze dziwiła "jaki klucz?", a tato odpowiadał, że to męska sprawa i że żadna kobieta tego nie zrozumie.
W końcu zacząłem ten klucz traktować jako coś naprawdę świętego. Do czasu aż poszedłem do liceum, później studia, wyprowadziłem się z domu, założyłem rodzinę i przestałem się skupiać na duperelach. Zacząłem być mężczyzną.
Rok temu wróciłem w rodzinne strony z synem, pokazywałem mu swoje stare klamoty schowane na strychu i wpadł mi w ręce Klucz. Ścisnąłem go w dłoni przywołując setki wspomnień, zszedłem na dół pytając ojca o co z tym kluczem tak właściwie chodziło? Po cichu liczyłem na to, że to klucz do jakiegoś domu odziedziczonego po dawno zmarłej ciotce czy coś, ale rzeczywistość była o wiele brutalniejsza.
- Klucz? Aaa... wyjąłem jakiś z szuflady, żebyś przestał się wydzierać, bo matka już od zmysłów odchodziła.
:|
Ojciec dał ci fajne wspomnienia, a przy okazji pokazał, jak w prosty sposób można zapanować nad rozwrzeszczany dzieckiem.
Ale dziecko nie wrzeszczy z nudów, tylko dlatego, że ma niezaopiekowane emocje (różne) i nie potrafi sobie z nimi poradzić. Kazać dzieciakowi je tłamsić, żeby mieć ciszę na chacie? Znakomity pomysł. Można też było nie robić sobie dzieciaka, zamiast produkować kolejnego niedojrzałego emocjonalnie dorosłego.
Jakie tłamsić od razu. Dzieciak miał nauczyć się panować nad sobą. No i podziałało. Ojciec go nie sprał, nie owrzeszczał, zwyczajnie zrobił w bambuko bajką taką samą, jakie czyta się do snu. :P
Możemy już przestać udawać, że jak dziecko kogoś doprowadza do obłędu to musi być okropnym rodzicem?
Soloadeina, ale metoda „jak będziesz się drzeć, to nie dostaniesz czegoś, czego strzeże super klucz”, to zadna metoda. Dzieciak dalej nie umie panować nad emocjami i rozpoznawać je.
do wtorek09- Mam taką koleżankę, która też tak mówiła jak Ty, że dziecko ma emocje, którym musi dać upust, że dla dziecka karą jest już złe spojrzenie i groźna mina, że dziecko wie lepiej czego potrzebuje do rozwoju i jeśli Karolek chce "kopać" zabawkę to znaczy, ze ma taka potrzebę, a ona jako matka ma obowiązek zaspokajać potrzeby dziecka bez budowania w nim zbędnych negatywnych emocji. Dzisiaj dziwi się dlaczego nikt jej nie odwiedza, dlaczego rodzice nie chcą zostać z wnukiem nawet na godzinę sam na sam, dlaczego nie może zrobić zakupów bez scen w sklepie i dlaczego mąż woli siedzieć w pracy niż wracać do domu...
Wtorek, ty tak na poważnie? Chyba miałeś/las mało styczności z dziećmi. I tak, one potrafią krzyczeć/wszeszczec/piszczeć z nudów, bo uznają to za formę rozrywki. Nie rozróżniasz durnowatych wrzasków od faktycznego wyrażania emocji? Współczuję w takim razie, że doświadczyłeś/las tlamszenia. I tak, każdy sposób na naukę czegokolwiek jest dobry. Nawet zwykły klucz i opowiastka z nim związana. Podziałało? Podziałało i to na dodatek długofalowo. Widać, że żyjesz w jakiejś idealnej bańce, w której dzieci są idealne i nigdy, ale to przenigdy nie grają na nerwach rodzicom. A ci rodzice są wiecznie uśmiechnięci i szczęśliwi.
Zdejmij te różowe okulary i zrozum, że rodzice też mogą czasem mieć dość własnych dzieci, które najzwyczajniej w świecie mogą być wku.wiajace. I piętnowanie takich rodziców jest dopiero chore, w ogóle nie tłamszące i tasakiem dojrzałe emocjonalnie.
*nie wiem skąd mi się ten "tasak" pojawił. Miało być "takie".
@Madhu Nie wiem, może używasz tasaka do walki z ludźmi, którzy nie noszą masek i nie chcą się zaszczepić na COVIDa (nie na koronawirusa, bo na brytyjskiej ulotce ze szczepionki, pisze, że chroni ona przed zachorowaniem, a nie zakażeniem)?
Serio? Dziecko ma umieć nazwać emocje, skoro nawet dorosły tego często nie potrafi? Ja pierdzielę, wy i te wasze bezstresowe i bez granic wychowane purchlęta...
Przynajmniej, nie ośmieszaj się znowu. Rozmowa jest o czymś zupełnie innym, a ty z covidem wyjeżdżasz. Ściągnij te czapeczkę, bo najwyraźniej cię gniecie. I naucz się pisać, bo ciężko się czyta, że na "ulotce pisze" - kto pisze po tej nieszczęsnej ulotce? Ty swoje foliarskie mądrości?
Ale wy wiecie ze to nie tak ze ociec za kazdym razem kiedy chłopiec zapłakał czy krzyknął szantazował go kluczem? Bardzo możliwe ze wychowywalli go normalnie tylko jak juz był bardzo bardzo marudn to uzywali " klucza", niech pierwszy rzuci kamieniem ten kto nigdy dziecku nie powiedział ze jak sie uspokoi to dostanie cukierka, działa to na tej samej zasadzie. Wiadomo ze nie stosuje sie takich metod 24/7 tylko czasem w ekstremalnych sytuacjach
Już abstrahując od treści historii, strasznie mnie drażni jak krewni w małym chlopcu wzbudzają poczucie, że bycie facetem jest więcej warte niż jakąś tam kobietą. "Nie bądź babą", "żadna kobieta tego nie zrozumie, bo to męska rzecz"... I potem zdziwienie, że mężczyźni nie szanują kobiet, jak w dzieciństwie nasluchali się, że bycie jak kobieta to najgorsze co można zrobić, że baby są głupsze i słabsze.
Totalnie się zgadzam
A ja uważam, iż słowa Ojca miały na celu wzmocnienie atmosfery tajemnicy i przekazanie dziecku informacji o tym, że klucz jest umową zawartą między nim i synem. Tego typu komentarze w moim mniemaniu są szukaniem dziury w całym. Historia bardzo fajna, sposób też uważam za ciekawy i nieszablonowy
Ok simp.
A mógł powiedzieć, że ten klucz to właśnie ta droga do opanowania i mądrości jaką przeszedł xD i żeby go przekazał swojemu synowi. Tak łatwo było wykorzystać jakiś potencjał tej historii, by był morał i nauka na całe życie.
to jedno ze starych dobrych anonimowych
Gdzie? Pod złym wyznaniem ten komentarz
Serio to już było.
Spodziewałem się takiego finału.
oj.... smutno też bym się rozczarował
Co to za gniot. Dokładnie tego się spodziewałam. Nuda
.ąicśołazrjod ąintybz ęis ejuzakyw ein mas a ,"ąnzyzcżęm mywizdwarp" łyb nys ogej ybeż echc ,yzcezr hcikat eineiwóm enlaizdeiwopdo az eiN ?zculk ćawotar ęnec ąklezsw az łaichc eizdęb rotua i rażop eizdęb eicśiwyzcezr eż ,łalśymop ezczsej śotk yzC
.yrow jajuB.
JajoBajo tam są drzwi
Ywołsymu gninert okops żet ot tsej eż ,ęlśyM. Ułyt do ymśiladag ńeizdyt zezrp imymojanz ez mezar eż, ołabodops man ot ęis kat. Ułyt do iliwóm yzrótk, hcaizdul o margorp ymśiladąlgo metarb z mezar, meikceizd mełyb ydg, matęimap
Spodziewalam się, że ten klucz ma jakieś seksualne znaczenie! Że wiecie, że klucz który otwiera zamki, kiedy tylko chłopiec dorośnie i stanie się mężczyzną? Błagam, tu sie aż prosi o metaforę stosunków! :D
Albo komuś tutaj tylko seks w głowie ;D
myslalam, ze od np. jakiegos warsztatu, bo to meskie zajecie :)
A ja mam dziecko i wiedzialam, ze to sciema :D
Ja nawet zaklęcia "rzucałam" żeby mieć chwilę spokoju więc też się domyśliłam, że to bzdura🙂