#5VpqW

Jako dziecko lubiłam rożnego rodzaju figurki, szczególnie takie gipsowe, pokryte szkliwem lub malowane. Miałam też niezłą kolekcję. Dlatego też lubiłam przydrożne kapliczki czy anioły na cmentarzach. Nie ze względów religijnych, tylko estetycznych. Najbardziej jednak podobały mi się misternie wykonane gipsowe figury w kościelnym żłobku podczas każdego Bożego Narodzenia. Obok całej figuralnej sceny stały dwie duże figury-skarbonki w kształcie aniołów - takie, co to wrzuca się monetę, mechanizm zaskakuje i anioł kiwa głową.

Miałam takiego fioła na ich punkcie, że w moim szczenięcym, bodajże cztero-pięcioletnim umyśle zaświtał mi plan. Od tego czasu podczas każdych imienin i innych uroczystości, które moi rodzice hucznie wyprawiali, ubierałam się w ręczniki imitujące powłóczyste szaty anielskie, stawałam nieruchomo przy schodach, w rozmodlonej pozie, z koszykiem stojącym przede mną. Każdy z gości musiał wrzucić do koszyka kasiorę, żebym go przepuściła. Jak wrzucił, ukłoniłam się jak anioł ze skarbonki.

Byłam rozczulająca. "Jakie pocieszne maleństwo!"...

Wrzucano grubą kasę ;) Muhaha!

Ech, przedsiębiorcza od dzieciństwa. ;)
agata417 Odpowiedz

Anioł przedsiębiorczości :D

Hermiona1

Anioł biznesu

gitarzystka Odpowiedz

To jest nic. Niedawno się dowiedziałam, że moja młodsza siostra chodziła po mieszkaniach i sprzedawała zabawki sąsiadom. Miała 6 lat.

Wstyd jak stąd do tamtąd. Dobrze, że już tam nie mieszkamy...

Asceptio

Zależy jeszcze w jakim stanie były zabawki i za ile je sprzedawała.

SamTsui

Bycie aniołkiem nadal bardziej pomysłowe :D

Katherine

Ja jak byłam mała sprzedawałam z bratem zabawki naszym dziadkom, potem je zabieraliśmy i tak w kółko.

gitarzystka

Siostra z koleżankami brały nielubiane (niekoniecznie ładne) zabawki i chodziły po mieszkaniach żebrząc o to, żeby ktoś je kupił. A w klatce prawie nie było dzieci, więc nikomu te zabawki nie były potrzebne, dlatego sąsiedzi po prostu dawali im po złotówce. Siostra po prostu chodziła na żebry po sąsiadach, a nikt nie miał o tym w domu pojęcia...

szukamszczescia

W zeszłe lato mój młodszy brat sprzedawał kamienie z podjazdu dla sąsiadów. Zarobił na tym niezłą kasę. :) chyba mam pomysł na biznes...

wk22 Odpowiedz

Mi się zaraz przypomina historia opowiadana przez moją mamę... zawsze i wszędzie. Miałam z dwa latka, i na jakieś wycieczce zakochałam się w takim ruszającym główką aniołku czy osiołku( cholera wie). No... Zakochałam się... Jak to dziecko, coś się ruszało, to ja się cieszyłam. Więc co kilka sekund leciałam do mojej mamy prosząc o kolejne drobniaki. Koniec końców, mojej mamie skończyły się pieniążki... To co zrobił słodki aniołek( czyt. ja)?
Ryk na całą okolicę i poleciałam do młodego ochroniarza, który pilnował tego ustrojstwa i mu naskarżyłam na moją straszną mamę...
Chlopak podobno spalił buraka i nie wiedział nawet co mi na to odpowiedzieć xD

poczekajdowieczora Odpowiedz

Boże, dlaczego ja na to nie wpadłam?!

szareokno Odpowiedz

Wzmianka o figurkach przypomniała mi, jak miałam z 9 lat i poszłam do jedynego we wsi porządnego sklepu, żeby kupić koleżance prezent na urodziny. Na półkach poustawiane były misie, ramki do zdjęć i właśnie gipsowe/porcelanowe figurki. Kiedy oglądałam przedmioty, jedna z takich figurek spadła mi na podłogę i rozbiła się na dwie części. Było mi strasznie wstyd i bałam się, że będę musiała zapłacić dużo pieniędzy za tę zniszczoną figurkę (pewnie nie byłoby dużo, może ze 30zł, ale jako dziecko bałam się wszystkiego), więc nikomu nic nie powiedziałam, tylko odstawiłam ją na półkę za jakieś inne zabawki i kupiłam co innego. Sprzedawczyni była zajęta czymś innym i na szczęście nie zwróciła uwagi na mój "wypadek".

W sumie trochę mi teraz wstyd :/

diq1 Odpowiedz

A co na to rodzice? :D
Moja mama jakby zobaczyła mnie, wyciągającą od jej gości jakiekolwiek pieniądze, to skończyło by się moje rumakowanie w trybie natychmiastowym. :D

alpinistka Odpowiedz

Bo jeśli coś jest głupie, ale działa to jesteś mistrz;)

Bernadetka Odpowiedz

Jaaa w dzieciństwie sprzedawalam z rodzeństwem kamienie na ulicy:D

aniaem Odpowiedz

Ja jak bylam mała sprzedawałam z koleżanką na ulicy bilety do zoo ... tzn takie ulotki co wsadzali do skrzynek żeby ogłosić że jest zoo w mieście, gdzie, o której godzinie. Brałyśmy za taki "bilet" po 2zł. Ludziom chyba robiło się nam szkoda, bo potrafiłyśmy dziennie po 10 sprzedać :D

cytrynaiherbata Odpowiedz

Zarabia od najmłodszych lat :)

Zobacz więcej komentarzy (9)
Dodaj anonimowe wyznanie