#5JWP0
W tym czasie u babci w kurniku grasował lis i porywał kury. Wujek postanowił założyć pułapkę na lisa i codziennie przed pracą sprawdzał, czy się udało. Pewnego razu postanowiłyśmy rozbić obóz na podwórku i nocować w namiocie, a że wujek nam podpadł, postanowiłyśmy zrobić mu kawał.
Babcia miała szal z prawdziwego lisa, taki z głową, nogami i ogonem, tylko był pusty w środku. Wypchałyśmy go i w nocy zakradłyśmy się i podłożyłyśmy go do pułapki. Z ekscytacji nie spałyśmy całą noc i czekałyśmy na wujka.
Wujek rano jak co dzień wybrał się sprawdzić pułapkę, my podglądałyśmy go z ukrycia i czekałyśmy. Nagle wujek wybiegł zza stodoły z okrzykiem radości i biegł do domu, krzycząc: „Chycił! Chycił się!”.
Pobiegłby obudzić babcię, ale nie wytrzymałyśmy ze śmiechu. Miał tak smutną minę, gdy się zorientował, że to żart, że aż mi trochę go było szkoda.
Ale wujek obmyślił plan zemsty, choć to opowieść na inny czas ;)
Ale te szale z lisa to był tylko grzbiet z głową (miał wprawione sztuczne oczy) i łapami. W pyszczku miał jeszcze przymocowaną klamrę do ,,łapania” ogona, żeby mógł robić za kołnierz. Nie mógł być pusty w środku, bo brzuch był wycięty.
Brzuch na ogół też był, choć nic pomiędzy oczywiście. Do tego łapki, często z pazurami.
No, tak to w każdym razie pamiętam.
Ludzie również chałupniczo wyprawiali futra/skórki.
Miałem w domu futerko z całego lisa, choć oczywiście wzdłuż brzucha był rozcięty.