#4efhs

Piszę to wyznanie późno w nocy. Mój facet ze swoim synem właśnie śpią w sypialni, a ja zostałam przeflancowana do pokoju dla gości. Mały ma 5 lat i nie mieszka z nami, tylko ze swoją matką. W domu moim i mojego faceta ma swój pokój, jednak miewa koszmary nocne, po których boi spać się sam. Z tego tytułu mój facet zabiera go do naszej sypialni, a mnie z niej uprzednio wyprasza, bo mały podobno jest jeszcze do mnie nieprzyzwyczajony. 
Ta sytuacja trwa już od pół roku. 
Dziś uparłam się, żeby mały spał u siebie i owszem, zasnął. Za to mój partner wiercił się w naszym łóżku i nie mógł spać. Stwierdził, że on woli spać z synem, że zgodził się na tę sytuację, żebym nie robiła fochów, że to jest małe dziecko, on się tak martwi, że syn w nocy się wystraszy, że od teraz będzie spał z nim. Zabrałam więc swoją pościel i się wyniosłam. W międzyczasie usłyszałam kilka niemiłych słów na temat swojego zachowania od mojego faceta. Zaś kilka chwil później młody obudził się i przybiegł do mnie z płaczem i w zasikanych majtkach. Przebrałam go i otarłam łzy. W międzyczasie wstał (obudzony z głębokiego snu) tatuś, opieprzył syna za płacz i sikanie, po czym wziął go do sypialni, wyprzytulał i powtarzał, jak bardzo go kocha.
Jakiś czas wcześniej odbył się ślub kuzyna mojego faceta, na który pary zostały zaproszone z dziećmi. Nie zabrakło więc mnie oraz tatusia z synkiem. Cały wieczór chodziłam sama lub siedziałam przy stole sama, bo mały chciał gdzieś iść z tatą albo bawić się z dziećmi, więc tato szedł go pilnować, albo mały płakał i się obrażał, więc tato bez słowa wychodził go zabawiać. Czasem zagadywała mnie siostra mojego faceta, a czasem jego rodzice, lecz generalne siedziałam przy stole z winem i walczyłam ze sobą, czy zamówić taksówkę i jechać do siebie do domu.

Ja wiem, że mój partner z synem widuje się dwa razy w tygodniu, a między nimi jest wielka miłość i tęsknią za sobą. Ale ja czuję się jak manekin. Czuję, że coraz mniej we mnie miłości wobec dziecka mojego faceta, nikt nie docenia moich starań. Ba! Młody zaczyna mi być obojętny. A tatuś? Kocham go i strasznie mi go brakuje. I czuję, że powoli znikam w tym związku, zajmuję rolę drugorzędną albo i dalej. 
Teraz leżę sama w ciemnym pokoju i chce mi się wyć. Mężczyzna, którego kocham, śpi w sypialni ze swoim synem, a ja nie mogę być częścią tej rodziny. Dość mam tłumaczeń, że mały może być zazdrosny, że może czuć się odrzucony, że ja jestem dorosła, więc powinnam sytuację zrozumieć i ustosunkować się do niej. Ale zastanawiam się, po co tu jestem? Może sama miłość to za mało. Może spakuję jutro swoje rzeczy w walizki i wrócę tam, skąd przyszłam...?
Furuya Odpowiedz

Jeżeli dzieciak jest do Ciebie przyzwyczajony na tyle, żeby przyjść do Ciebie zasikanym i dać się przebrać i uspokoić, to chyba nie w tym jest problem, że jest "nieprzyzwyczajony do Ciebie". Te konieczne wypraszanie Cię z sypialni, upieranie się, żeby spać z dzieckiem w jednym pokoju choć wyraźnie nie ma potrzeby, bo dziecko wcale się nie bało... Przyznam, że mi się na myśl nasunęły bardzo złe rzeczy i mam nadzieję, że się mylę.

Torototo

A propos ostatniej Twojej myśli. Ciekawe czy dziecko ma koszmary tylko gdy nocuje u ojca. Bo to by była duuuża czerwona flaga.

Diddl

Toronto, ja już widzę czerwoną flagę. Związaną z tym, że chłopiec przyszedł z płaczem zasikany do autorki, a nie do ojca. Normalnie można by to wytłumaczyć, że może nie mógł obudzić taty (co tłumaczy, że został ,,obudzony z głębokiego snu"), ale po jego zachowaniu nie sądzę, żeby tak było. Facet opieprzył dziecko za płacz i sikanie, po czym jak gdyby nigdy nic wziął go do sypialni, żeby go wyprzytulać i powtarzać jak bardzo go kocha. Mi to przypomina toksycznego partnera, który najpierw po tobie jedzie (za coś, co nie jest twoją winą, a płacz pięciolatka i to że się zsikał nie jest jego winą), a potem bombarduje miłością.

Torototo Odpowiedz

Nie wróżę dobrze temu związkowi.
Tak jak tu wspomniała Furuya, dziecko jest przyzwyczajone, bo przyleciało z płaczem do Ciebie. Ba, w dodatku zamiast do ojca! Miało wybór do kogo przyjść.
Partner ma kijową postawę wobec Ciebie i chce zaniańczyć swoje dziecko. Ale wątpię, by do niego dotarła to informacja wypowiedziana z Twoich ust, bo pewnie zarzuci, że Ty nie masz dzieci to się nie znasz, to jego dziecko i nie masz prawa wypowiedzi...
Więc nie kwestionuj jego postawy wobec dziecka, tylko wobec Ciebie. Poproś o rozmowę. Powiedz jak się czujesz, na spokojnie. Powiedz też, że zastanawiasz się nad sensem tego związku ale najpierw chciałaś z nim szczerze porozmawiać nim podejmiesz taką decyzję. Wspomnij jak wyglądała Twoja "zabawa" na weselu, że przesiedziałaś i czułaś się jak piąte koło u wozu.
Jak rozmowa będzie jałowa, jak grochem o ścianę, jak Ty o wole on o bawole- nie ma porozumienia, trzeba skończyć.

Bzdet Odpowiedz

Zostaw go, nie ma sensu brnąć w ten związek. Będzie tylko gorzej.

ArabellaStrange Odpowiedz

Trudna sytuacja. Wiem z doświadczenia, że pięciolatki miewają nocne koszmary i przychodzą w nocy do rodziców. Tylko inaczej się na to patrzy, kiedy to jest wspólne dziecko.

W małżeństwie jest zasada, że mąż/żona powinien być na pierwszym miejscu. Dopiero potem dzieci. Wy, co prawda, ślubu nie macie, więc nie można stosować tej zasady wprost. Jednak z zachowania partnera wynika, że stawia syna wyżej od Ciebie. To z kolei każe się zastanowić nad sensem takiego związku, bo przecież nie zamieni Was magicznie miejscami w dniu ślubu (jeśli ślub by się odbył).

Co to w ogóle za pomysł, żeby wypraszać Cię z własnej sypialni? To ojciec powinien w nocy wstać, uśpić dziecko w jego łóżku w jego pokoju i wrócić. Tak samo na weselu - owszem, dzieci bywają męczące i wymagające, ale na miejscu byli jeszcze dziadkowie tego dziecka i jego ciotka, więc na pewno dało się tak zorganizować opiekę, żebyś Ty również dobrze się bawiła ze swoim partnerem. Tylko najwyraźniej jemu brakuje chęci, żeby wysilić się i zatroszczyć również o Twoje potrzeby.

dajciespokojserio

Opieka nad dzieckiem to działka rodziców, a innych to mogą co najwyżej spytać i poprosić o opiekę, a nie rozdzielać własne obowiązki i z góry zakładać, że ktoś je przejmie.
Może dziadkowie i ciotka chcieli się bawić? i mieli do tego prawo?

ArabellaStrange

Oczywiście. Jednak najczęściej w rodzinach ludzie sobie pomagają. A dziadkowie lubią przebywać ze swoimi wnukami. Zarówno siostra, jak rodzice partnera dostrzegali, że autorka siedzi sama i starali się temu zaradzić. Myślę że równie chętnie zajęliby się na chwilę dzieckiem, żeby oboje mogli potańczyć.

Nie ma co demonizować pomocy przy dzieciach.

Dodaj anonimowe wyznanie