#4YIHr
Cale życie marzyłam o rodzeństwie, bo ani nie mam za bardzo kuzynostwa (trójka i wszyscy mieszkają daleko), ani przyjaciółki już tak czasu nie mają. Wiecie, dom, rodzina i zostaje kawa raz na dwa tygodnie. Brakowało mi rodziny, zwłaszcza że mieszkam daleko od domu rodzinnego i pomimo codziennego rozmawiania z rodzicami to nie to samo.
Niestety, nie mogę się dogadać z rodzeństwem partnera. To znaczy, nasze relacje są dobre, lubimy się, ale o niczym mi się nie mówi. Czy to o zaręczynach, czy ciąży, czy choćby chorobie dowiaduję się ostatnia i to przez przypadek. Mam wrażenie, że rodzeństwo partnera wraz ze swoimi partnerami tworzy klub, do którego nie mogę się dostać.
Jest mi zwyczajnie przykro. Ludzie mnie lubią, nawet oni, ale pomimo tego nie czuję, jakbym była w rodzinie. Teoretycznie nie jestem i myślałam, że po zaręczynach bardziej mnie zaakceptują, ale nic z tego.
Próbowałam wywrzeć wpływ na narzeczonego, że teraz ja przecież zostanę jego rodziną i może ze mną by się zakolegował, ale on to tylko bagatelizuje, bo przecież mnie wszyscy lubią. No może i tak, ale nadal czuję się jak obca. Ostatnio właściwie przez cały czas czuję się samotnie. Dużo z tego powodu płaczę, pomimo zaręczyn jakoś nie czuję się szczęśliwa, brakuje mi rodziny. I to bardzo. Tęsknię na rodzicami. Może nie powinnam do nich tęsknić, skoro mam 26 lat i narzeczonego, ale nic nie poradzę. Mam wrażenie, że jestem sama samusieńka na świecie i mało kogo obchodzę.
Partner niby mnie kocha, ale wiem, że z każdą pierdołą potrafi lecieć do siostry i wystawić mnie. Rok temu pojechali sobie razem na jeden dzień nad morze i mnie nie zabrali, choć jego siostra wzięła ze sobą męża. Dla mnie miejsca zabrakło. To boli. Naprawdę boli myśl, że pomimo tyłu lat razem nadal nie jest się na pierwszym miejscu. Partner twierdzi, że ja po prostu nie rozumiem relacji rodzeństwa. Może i jest w tym prawda.
Kocham go, jest dla mnie dobry. Rzadko się kłócimy, mamy wspólne plany i marzenia, dogadujemy się na każdym polu oprócz tego. Mam wrażenie, że jakich słów bym nie użyła, on mnie po prostu nie rozumie.
Może po prostu Cię nie lubią? Są mili bo nie chcą robić przykrości Twojemu partnerowi ale też nie chcą żebyś wiedziała co u nich?
Tak, a nawet jeśli lubią to może zwyczajnie nie na tyle, żeby w prywatne szczegóły ją włączać.
Autorko nie zmusisz nikogo żeby się z Tobą zaprzyjaźnił. Znajdź hobby, zacznij spełniać się sama. Być może przez jakiś czas będziesz w tym samotna. Ale za jakiś czas złapiesz kontakt z ludźmi zwiazanymi z twoimi hobby.
Wiecie co, można lubić, nie lubić, ale jeśli z czterech par pośród rodzeństwa jedna osoba jest wyobcowywana, to jest to buractwo i znęcanie się psychiczne. Weź żyj w takim środowisku! Miałam trochę podobnie w poprzednim związku. Ciągłe podkreślanie, że "wiesz rodzina jest jedna, a dziewczyn to on może mieć wiele. No nie ma się co obrażać, taka prawda", ciągłe obgadywanie, ze za chuda, za głupia, tworzenie grup na fejsie beze mnie. Chłopak oczywiście nigdy mnie nie bronił "wydaje ci się". Taa... Skończyłam ten związek po kilku latach z zerową samoocena.
Autorko za dobra jesteś dla nich! Nie daj sobie wmówić, że źle oceniasz sytuację! Postaw sprawę jasno chłopakowi, "nic mi się nie wydaje, ja uważam, że w tak długim związku powinnam być dla Ciebie na pierwszym miejscu, a nie rodzina. Jeśli masz inną wizję, spoko, miej, ale beze mnie. Nie zamierzam codziennie czuć się zaszczuta". Ja żałuję, że tak nie zrobiłam. Nikt mi tych lat nie odda.
Jeśli ktoś jest do Ciebie miły nie oznacza od razu że Cię lubi. Mogą Cię po prostu tolerować.
Trochę też niepokojący jest Twój związek. Odcinasz się od rodziny fizycznie (inna sprawa, że codzienne rozmowy z rodzicami w Twoim wieku raczej normalne nie są), od przyjaciół, z którymi rozluźniłaś kontakt. Można odnieść wrażenie, że jesteś coraz bardziej na łasce partnera i jego rodziny, już teraz na siłę próbujesz im się przypodobać i godzisz się na takie traktowanie. Nie licz, że po zawarciu małżeństwa to się zmieni. Będziesz jeszcze bardziej sfrustrowana.
Jeżeli Ty twierdzisz, że wszyscy Cię lubią, to znaczy, że nie wszyscy Cię lubią.
Jezu, jakby mój partner pojechał nad morze z siostrą i szwagrem beze mnie, to już by nie był moim partnerem. Mój w życiu by czegoś takiego nie zrobił, zawsze jestem na pierwszym miejscu. Zastanów się nad tym ślubem, bo ja bym wiała.
Toż to wypisz wymaluj zachowanie rodziny mojej babci. Wykluczonym był tu mój ojciec ale on na szczęście miał w to wywalone. Nazywał to "mentalnością klanową", rodzina (czytaj osoby spokrewnione) są uprzywilejowane i wtajemniczone we wszystko, reszta (czytaj osoby spowinowacone)czeka grzecznie aż ewentualnie trzeba już będzie im coś powiedzieć. Znosił to zarówno mój dziadek jak i ojciec. Do momentu w którym z matką stwierdzili że nie będą się w to bawić i oni to w sumie wypisują się z tego cyrku. Trzask pękających tylnych części ciała moich krewnych podobno było słychać w promieniu trzech powiatów. U mnie efekt jest taki że nie utrzymuje z rodziną babci kontaktu, natomiast rodziny dziadka nawet nie bardzo miałem jak poznać. W końcu byli spoza klanu to po co? :P
Albo całe towarzystwo to jakaś banda gburów, albo nie jesteś tak lubiana jak ci się wydaje.
A Ty co dajesz od siebie? Też im się ze wszystkiego zwierzasz? Zaprosiłaś, którąś z sióstr na babskie wyjście na zakupy/kawe/ kino? Relacja sama się nie zrobi, w dodatku jeśli tylko oni mają wszystko inicjować. Poza tym robienie dramatu, że pojechał z siostrą na jeden dzień nad morze jest po prostu słabe. Nosz kurde. Serio. Nie wyobrażam sobie będąc w związku jeździć tylko z partnerem. Oboje regularnie wyjeżdżamy także samemu, lub ze swoimi znajomymi.
Tak, tylko że siostra męża na wypad wzięła, więc byli we trójkę. Nie dziwię się autorce że jej było przykro.
JuzObecna, no i co, że wzięła? Może mieli ochotę pobyć we trójkę i pogadać o rodzinnych sprawach, które jeszcze jej nie dotyczyły.
Gdyby to był tylko wypad z siostrą to rozumiem, jednak jeżeli to wypad z partnerami to się nie dziwię autorce. Sama bym się wkurzyła
O ile rodzina Twojego partnera nie ma obowiązku Cię lubić czy się z Tobą przyjaźnić, to zachowanie Twojego narzeczonego jest moim zdaniem mocno... niesprawiedliwe? Z wyznania wynika, że nie stawia Ciebie na pierwszym miejscu i nie bardzo liczy się z Twoimi uczuciami, powinnaś przemyśleć tą relację
Ja nie mam tego flow z rodziną męża - no i co zrobić, nic nie zrobisz. To boli i frustruje, że ktoś cię odrzuca, ale nie ma co się pchać na siłę tam, gdzie nas nie chcą. Lepiej znajdź sobie jakieś nowe towarzystwo w okolicy, pójdź na zajęcia, odżyw stare hobby, poznaj ludzi podobnych do siebie. Ja do pewnego czasu starałam się zarówno z teściami, jak i z rodzeństwem męża dogadać, natomiast ze względu na dzielące nas różnice i ich brak chęci poznania mnie - uznałam, że ja jestem partnerką męża, a przyjaźnić się z teściami ani z jego rodzeństwem nie muszę. To nie jest obowiązkowe dla nich - ani dla mnie. Choć fajnie byłoby czuć się akceptowanym i chcianym w towarzystwie. No ale jak wolą rozmawiać o pogodzie i ignorować wszelkie różnice lub oceniać je jako zagrażające - ja ich nie zmienię. Pójdę sobie z siostrą pogadać i nie będę się męczyć, starając się, żeby zaakceptowali mnie ludzie, którzy widocznie nie mają na to ochoty.
Toć to bez sensu. W sensie ta relacja z partnerem i jego rodziną.