#4TojG
Moje dzieciństwo pozostawia wiele do życzenia - to moja zmora. Moja matka była od zawsze uzależniona od alkoholu, do dziś z tego nie wyszła. Codziennie piła w różnych pubach i melinach, zabierając mnie ze sobą, gdy miałam zaledwie 6 czy 7 lat. Ludzie na to patrzyli, aż w końcu zareagowali – sąsiedzi zaczęli grozić zgłoszeniem na policję i ostatecznie trafiłam do ciotki, siostry mojej matki.
Ciotka nigdy mnie nie lubiła i traktowała jak kulę u nogi. Byłam dla niej problemem, który moja mama na nią zrzuciła. Jednak mimo wszystko nie umiała oddać mnie do domu dziecka. Powtarzała bardzo często: „jeszcze kilka lat i z głowy”. Po prostu wzięła mnie do siebie, by mnie „przetrzymać” aż dorosnę, a matka dalej piła na klatkach schodowych. Od tamtej pory nigdy już nie zobaczyłam mojej mamy, nie wiem co się z nią dziś dzieje.
Ojciec? Ojca nigdy nie poznałam, uciekł zaraz po moich narodzinach gdzieś za granicę. Zrzekł się praw do mnie i na rozprawie rozwodowej, gdy miałam zaledwie rok, oświadczył, że nie chce się mną zajmować ani utrzymywać kontaktu. Wysyłał jakieś alimenty, ale nigdy nie wiedziałam ile, bo po tym, jak mnie ciotka zabrała, to żadnych pieniędzy na oczy nie zobaczyłam. Matka jej oddawała, a ona dysponowała wedle swego uznania. Nigdy jej nic nie brakowało, zawsze była zadbana, ja za to musiałam prosić się o wszystko. Chodziłam w za małych ubraniach, z dziurawym plecakiem, koleżanki ze szkoły patrzyły na mnie z góry. Widać było, że groszem nie śmierdzę.
Ale udało mi się. Zdałam maturę, dostałam się na studia i wyniosłam się od ciotki, ucinając z nią kontakt. Pracowałam jako kelnerka – starczyło na życie w akademiku. Skończyłam studia, dostałam normalną pracę jako pomoc w przedszkolu. Niedługo potem poznałam mojego męża, który wniósł do mojego życia ogrom radości i każdego dnia dziękuję za to, że go spotkałam. Zapomniałam o tych wszystkich złych wspomnieniach z dzieciństwa, jestem szczęśliwa i dbam o swoją rodzinę.
I wiecie co? Znalazłam wczoraj w skrzynce kartkę papieru, na której jakiś człowiek napisał, że chce mnie w końcu poznać i prosić o wybaczenie. Podpisał się słowem „Tata”.
Jestem cała w rozsypce. To chyba najgorsze, co mogło mi się przytrafić, tak jakby duchy przeszłości mnie nawiedziły.
Uważacie, że powinnam się z nim spotkać?
Dowiedz się czego chce. Jeśli np na prawdę chce przeprosić, to uważam, że powinnaś dać mu szanse, ale nie masz mu obowiązku wybaczać ani później się z nim widywać. Niech Ci go nie będzie szkoda jeśli okaże się, że jest biedny i nie ma za co jeść - takie sytuacje powodują szybkie przypomnienie sobie o osobach, o których latami nie chciało się myśleć. Na spotkanie wybierz się w razie wu z mężem. Będziesz czuła się bezpiecznie a jeśli zechcesz Twój mąż zawsze może Was potem zostawić samych. Pamiętaj, że teraz masz swoją rodzinę i to im musisz zapewnić dobre życie, nikomu innemu.
Bardzo mądra rozsądna odpowiedź. Dodam tylko, że nie musisz reagować wcale, jeśli nie chcesz. Alimentów od ciebie w sądzie nie wygra.
A jak Ty uważasz?
Z jednej strony człowiek ma prawo się zmienić, żałować. A z drugiej strony Ciebie wcale nie musi to obchodzić
Najlepiej porozmawiaj z mężem, on zna Cię najlepiej. Ale pamiętaj, nic na siłę, żadne "dzieci powinny mieć dziadka" czy coś takiego. To Ty masz być szczęśliwa
Szczęśliwa i wolna
Może spróbuj się dowiedzieć, czy to, że się zrzekł ciebie, będzie przeszkodą żeby alimenty od ciebie wyciągnął. Bo jeśli po tylu latach się kontaktuje to bardzo możliwe, że problemy z pieniędzmi lub z zdrowiem.
Ja bym się spotkała ale na chłodno. Nie wtedy kiedy on chce, nie tam gdzie on chce. Pamiętaj z czego wyszłaś, nie daj się tam wciągnąć fizycznie i psychicznie spowrotem.
Sama musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie. Możesz zaryzykować. Mój kolega zaryzykował (ostatni raz widział ojca, kiedy miał 3 lata) i nie żałował - wybaczył mu i mają naprawdę dobry kontakt. Natomiast mój kuzyn powiedział mi, że niczego w życiu nie żałuje tak jak tego, że zdecydował się na spotkanie z ojcem, który odszedł, kiedy kuzyn miał kilka miesięcy. Więc nigdy nie wiesz, co się może zdarzyć. Mimo wszystko życzę Ci podjęcia dobrej decyzji i dużo szczęścia w "nowym" życiu;)
Ja na twoim miejscu bym zapomniała o tej kartce. On się zrzekł praw do bycia twoim ojcem i do tego rzeby nazywać się tatą. Zostawił cię z matką alkocholiczką i skazał na to o czym chcesz zapomnieć. I nagle się odzywa... Mój biologiczny ojciec odezwał się po 20 latach (mam 22, a było to 2 lata temu) zapraszając do znajomych na Facebooku z którego się dowiedziałam że miał udar. A tak zero znaku życia, a o alimentach które sąd nakazał mu płacić to już nie wspomnę. O takich ludziach lepiej zapomnieć i nierozdrapywac ran.
Żeby* alkoholiczką*
Moim zdaniem niech się buja. To żaden tata, to dawca spermy albo cała ta kartka to wręcz czyjś głupi żart. Jeśli chcesz możesz próbować się z nim kontaktować, ale szczerze - po cholerę Ci obcy facet w nowym życiu? Gość, który nigdy nie chciał mieć z Tobą nic wspólnego, nie masz pojęcia czy nie chce tylko wyłudzić pieniędzy, nie wiesz kim jest, czy bezpiecznie będzie zapoznać z nim swoje przyszłe dzieci, czy nie zrobi wam krzywdy.
O ile jesteś w stanie spojrzeć na całą sytuację trzeźwym okiem, o ile jesteś gotowa na poznanie choćby przykrej prawdy i nie rozsypać się po tym psychicznie, to w porządku. Możesz iść za głosem ciekawości, ale raczej nie za głosem nadziei.
Ja swojego biologicznego ojca również nie znam. Gdy byłam nastolatką, często rozmyślałam o tym, by go odnaleźć. Dziś jako dorosła kobieta, żona i matka w życiu bym się na to nie zgodziła. Za dużo czasu minęło, za dużo przepłakałam tęskniąc za człowiekiem, którego nigdy nie widziałam i przede wszystkim, który mnie nie chciał. Trzeba teraz myśleć o przyszłości, a nie oglądać się w stecz. Poza tym myślę, że fajnie jest jak się okazuje, że "tatuś" ma czyste intencje, jest ok gościem i daje sobie świetnie radę w życiu. Rozczarowanie kopie nas w dupę, gdy się dowiadujemy, że rzeczywistość jest inna niż oczekiwaliśmy. Bo co jeśli "tatuś" okazuje się być bezdomniakiem z własnej głupoty? Alkoholikiem, ćpunem i przynosi nam tylko kłopoty? Myślę, że w takiej sytuacji nie dałoby się nadrobić straconych lat, a tylko pozostał by żal do samych siebie, że daliśmy się tak oszukać i byliśmy naiwni.
Olalabym zimnym moczem (bo ciepłego byłoby mi szkoda) - ale ja bywam nieludzka w relacjach z innymi ludźmi, wiec może lepiej się nie sugerować.
Na miano "taty" trzeba sobie zasłużyć. Nie dzwoń - będziesz musiała potem brać wszystko na siebie, a jak mu nie pomożesz to dopadną cię wyrzuty sumienia. Skoro podpisał się "tata" to znaczy, że nie widzi nic złego w zostawieniu ciebie z matką alkoholiczką. Odpuść sobie, a wyjdzie ci na dobre.