#4Dl10
Mam przyjaciółkę, która (nie pierwszy raz) nawaliła się i jej pilnowałam i odprowadzałam do domu. Za każdym razem nasi nawaleni totalnie znajomi (ona też) wyzywali ją i mnie i się naśmiewali z różnych rzeczy.
Była w takim stanie, że nie potrafiła nic ogarnąć i to ja jak zwykle jej bronię, próbuję ogarnąć sytuację, pomóc jej, tylko że ona przez to, że nic nie ogarnia, nic z tym nie robi i to mi się dostaje, że to ja jestem sztywna, powalona etc. Tylko dlatego, że ją bronię. A ona każe mi się jeszcze ogarnąć, dlatego że ona "wszystko ogarnia i rozumie", pomimo że jest tak pijana, że ledwo chodzi. Ciężko mi opisać to w krótki sposób, ale chciałabym wiedzieć, czy to naprawdę we mnie jest problem, że jej bronię albo nie pozwalam odwalać jakichś akcji jak jest nawalona albo żeby (pomimo wcześniejszej konsultacji z nią na trzeźwo, że mam jej nie pozwalać) pozwalała komuś spać u niej "bo tak". Nie wiem co myśleć, czy to we mnie jest problem czy nie, że staram się jak najlepiej umiem.
Tak, problem jest po części w tobie. Ale nie w tym, że się starasz, tylko w tym, że podobna sytuacja zdarzała się już wielokrotnie, a ty dalej nie kazałaś koleżance spadać na drzewo i ciągle robisz za jej nianię. Jeśli spędzanie czasu z nią i resztą tych znajomych psuje ci humor, to po kij dalej gdzieś z nimi wychodzisz? Na świecie jest ponad 7 miliardów ludzi, więc jestem pewna, że dasz radę znaleźć sobie lepszych znajomych.
Bonus: przerabiałam podobną sytuację, ale u nas "przyjaźń" trwała od początku podstawówki, więc ciężko było całkowicie się odciąć. Ale zrobiłam to i bardzo mi dobrze z tym faktem. Ona dalej czasem pisze i nie rozumie, dlaczego nie mam ochoty wyjść na kawę. Nie pamięta już, jak to wyglądało z mojej strony - że wiecznie broniłam jej przed jej surową matką, że próbowałam jej pomóc, chociaż był okres, że jedyne co robiła to picie z o wiele starszymi chłopakami i przychodzenie do szkoły najebana (a kiedy to ja potrzebowałam pomocy, ona miała mnie gdzieś). Nie ma sensu, nic na siłę. Po prostu ich olej.
Odetnij się od takiego towarzystwa dla swojego dobra.
Problem jest w tym, że chcesz akceptacji ludzi, którzy mają sieczkę w głowie, obrażają Cię i wykorzystują, a do tego mają patologiczne rozrywki. Im bardziej będziesz się starać, tym mniej będą się z Tobą liczyć. Po co chcesz należeć do takiej grupy? Tylko po to, żeby należeć do jakiejkolwiek? Nie warto, chociaż wiem, jakie to trudne jak się ma naście lat.
Jeśli lubisz przyjaciółkę i poza tym jestescie blisko, to po prostu nie wychodź z nią na imprezy. Musi oczuc konsekwencje. Ty nie jestes w stanie jej upilnować. Odpuść sobie. I przyjaźnijj się z nią poza imprezami. A jeśli już tam pójdziesz, to wychodź odpowiednio wcześnie. Nie jesteś ich mamą. Choć ja, gdybyś była moja przyjaciółką, Ty bym Cię doceniała, no ale ludzie są różni.
Widać, że chcesz dobrze dla przyjaciółki i to się niesamowicie ceni, warto spróbować jej powiedzieć co cię boli i przemyśleć czy nie będzie lepiej zrezygnować z wspólnych wyjść tego typu.
Zdecydowanie się odetnij. Obecnie, jeśli zawiedziesz - wyjdziesz przed nią, nie pójdziesz razem bo coś wypadło itp., a dziewczyna zderzy się z rzeczywistością, to prawdopodobnie przeniesie winę na ciebie. Celowo dopuściła do danej złej sytuacji.
Tak, to Ty masz problem. Masz syndrom ratownika. Poczytaj, popracuj nad sobą, bo inaczej przeniesiesz to w swój związek romantyczny. I znajdziesz sobie kolesia do ratowania. Alkoholika, narkomana, uzależnionego od porno czy hazardu. Albo zwykłą fajtłapę życiową, za którą będziesz musiała robić dosłownie wszystko, bo on bidny nie umie.
Wiesz, jak pomaga się alkoholikowi? Zostawia się go obsranego w jego własnych rzygach, i spokojnie idzie spać. A gdy delikwent rano obudzi się zmarznięty i cuchnący, kompletnie skacowany, NIE WOLNO ruszyć palcem, by mu pomóc się ogarnąć i posprzątać. Bo alkoholik musi doświadczyć KONSEKWENCJI swoich zachowań, żeby chcieć je zmienić.
Twoja koleżanka nie zmienia nic, bo nie dotykają jej żadne konsekwencje. Wręcz przeciwnie. Ona się czuje coraz bardziej bezkarna, bo wie, że Ty dbasz o jej bezpieczeństwo. Robisz za jej ochroniarza i osobistą służącą. Cokolwiek nie odwali, Ty i tak za nią posprzątasz. Dlatego coraz bardziej przesuwa granice i zupełnie Cię nie szanuje.
Dobra rada cioci kloci: powiedz jej, że od teraz koniec. I choćby na Twoich oczach obsrała się na imprezie, odwróć się dupą i zajmij sobą. Żadnego pomagania.
I od razu Ci napiszę, jakie będzie skutek - zostaniesz wyzwana od egoistek, idiotek i innych takich. Bo służba ma robić, co do niej należy, a nie to, na co ma ochotę.
odpuść sobie "pilnowanie" jej... gdy poprosi o pilnowanie, to w trakcie "imprezy" przypomnij jej 2 razy że sama o to prosiła a jak dalej będzie brnąć "w bagno" to pozwól jej na to... niech uczy się na swoich błędach... w razie czego mas czyste sumienie bo powtórzyłaś jej 2 razy "żeby tego nie robiła"... może się nauczy... też to przerabiałam....
Sytuacja beznadziejna.. Radziłabym Ci odsunąć się od "koleżanki". Jeśli odwali coś, czego będzie żałować to powinna się otrząsnąć i Ci podziękować za wcześniejszą pomoc.
po 1 zmien znajomych jesli cie bie szanuja
po 2 zapewniasz jej komfort picia, to po co ma sie ogarniac?