#3iipi
Miałam chłopaka, nazwijmy go Jan, który oczywiście wiedział o mojej dziwnej fobii. Pewnego ciepłego lata Jan zaprosił mnie na wakacje na Mazury. Ale wszystko w ostatniej chwili zostało odwołane, bo w hotelu, do którego mieliśmy jechać, był remont. I co mój kochany luby zrobił w takiej sytuacji? Zaprosił mnie do swoich rodziców na kilka dni. Nie miałabym nic przeciwko, ale jego rodzice mieszkają na wsi. Nie to, że nie lubię jeździć na wieś, chodzi o to, że oni mają KURY.
Gdy tylko weszliśmy na podwórko, lekko zaczęłam się trząść, bo zauważyłam kilka kur, które chodziły sobie na dalszej części działki. No ale spoko, przez resztę dnia udało mi się ich uniknąć. Nadeszła noc.
Gdy ja starałam się zasnąć, Jan był w łazience, a jego rodzice spali. Już zamknęłam oczy, a tu nagle słyszę gdakanie. Natychmiast zerwałam się z łóżka, zaczęłam rozglądać się po pokoju, ale nie zauważyłam żadnej kury. Zdawało mi się - pomyślałam i dalej próbowałam zasnąć. Ale znowu usłyszałam gdakanie. Wstałam ostrożnie z łóżka i powtarzałam sobie w myślach "Spokojnie, jesteś bezpieczna", znowu gdakanie, ręce zaczęły mi się trząść, zaczęłam się pocić, odwróciłam się.
A tam dwie kury chodziły za kanapą, na której mieliśmy spać. Krzyknęłam tak, jakby mieli zaraz mnie zabić. Stałam cała spocona, a ciało mi drżało. I wtedy mój luby wyszedł z łazienki i zaczął się śmiać. Tak, śmiał się. Patrzyłam na niego i gotowała się we mnie złość. A on aż zgiął się wpół przez ten śmiech. I właśnie w tym momencie jedna z kur podfrunęła w moją stronę, ja się cofnęłam, przy okazji wpadłam na jakąś roślinę i uderzyłam głową w coś twardego. Straciłam przytomność.
Obudziłam się w szpitalu, a obok siedział mój Jan. Powiedział mi, że upadłam na kaloryfer. Już miałam go opieprzyć za to co zrobił, a on uśmiechnął się tylko i powiedział:
- To ja wpuściłem te kury do domu. Chciałem sprawdzić, jak zareagujesz. I wiesz co? Wszystko sobie przemyślałem, nie będę spotykać się z kimś, kto boi się małej kury. Myślałem, że przy mnie przezwyciężysz ten strach. Ale myliłem się. Nara. - i po prostu wyszedł.
I wiecie co? Większego dupka w życiu nie spotkałam. Na szczęście znalazłam nowego, normalnego mężczyznę, który akceptuje moją fobię. Za 2 miesiące się pobieramy.
Pozdrawiam,
przyszła pani J. Kurczaczek :)
To nie był facet tylko zwykły prostak, który nie dojrzał do akceptacji Twoich wad. Cieszę się, że teraz trafiłaś na kochającego mężczyznę i życzę Wam szczęścia! :)
Nie wydaje mi się żeby fobia była wadą. Prędzej ograniczeniem. ;)
Masz rację źle się wyraziłam :)
Nawet jeśli byłaby wadą to i tak niewielką. W ogóle jak można zostawić kogoś, bo się czegoś boi? Ja na jej miejscu bym się dowiedziała czego on się boi (no bo chyba każdy odczuwa strach nie? Jeśli się mylę to mnie poprawcie) i bym mu to wrzuciła do łóżka. Szmaciarz jeden...
Rzeczywiście idiota... Najgorsze co można zrobić z czyjąś fobią, to bez jego wiedzy i zgody, na siłę próbować ją leczyć.
Ja się boję kur, kaczek, gęsi i całego tego wiejskiego towarzystwa. Przez to, że jak bylam mala, byliśmy na wsi to taki wielki, wstretny kogut za mna biegł i wskoczył mi na głowę i zaczął bardzo mocno dziubac. To było okropne.
W dzieciństwie również miałam dziwną fobię - mianowicie bałam się... gołębi ;) Długo zeszło zanim przestałam bać się przejść przez ulicę bo po drugiej stronie stał gołąb :P W sumie nie wiem, kiedy do końca przestałam się bać, ale mam niejasne wrażenie, że jakoś w połowie technikum coraz bardziej mi przechodziło. Na dzień dzisiejszy nadal ich nie lubię i dziwnie się czuję, jak mam obok któregoś przejść, ale to już nie jest strach :P
A nazwisko świetne :D
Rozumiem Twoją fobie. Mam dokładnie to samo, a wychowałam się na wsi, gdzie na każdym gospodarstwie są kury. Rodzice się śmieją, ze dziewczyna ze wsi, a kury się boi. No ale to jest silniejsze ode mnie.
Ja też boję się kur. Wszyscy śmieją się "no bo jak można bać się kur?!". Uwierzcie, że dla osoby z której się nabijacie wcale nie jest. To fobia jak każda inna.
*wcale nie jest śmieszne
Moja koleżanka też się boi kur i jest ze wsi 😉
Interesujący temat, ja do czasu przeczytania tego wyznania nie słyszałam o takich przypadkach, żyjąc sobie w radosnym przekonaniu, że kuraki nie są groźne. Kurofobicy, pamiętacie może, skąd wam się to wzięło?
Ja się boje kur i gołębi. Z kurami mam kontakt gdy odwiedzam babcię, ale gołębie widuję każdego dnia. Wolę nadłożyć drogi by je ominąć, niż wchodzić im w drogę. :)
Ja boje sie krów... Mieszkam na wsi i co drugi sasiad ma krowy ;____;
Tak z ciekawości, boicie się tylko tych żywych czy i martwych? Kurze trupki na obiad w postaci rosołu i udek pieczonych będą zjadliwe?
Mieszkam na wsi, mamy kury. Swego czasu zwyczajnie się ich bałam. Są... dziwne. Za każdym razem, gdy wyjdę na podwórko, a one akurat są wypuszczone, zbiegają się wszystkie i za mną biegną. Dosłownie biegną. Czasami wygląda to upiornie.
@didyoumissme ja boję się tylko żywych 😆 ale wiem, że niektórzy boją się też "tych do jedzenia"
Mieszkam na wsi niedaleko łąk, małego lasu i rzeki. panicznie boję się wszelkiego robactwa i owadów :)
Te martwe też mnie przerażają i powodują drgawki, duszności i łzy.
Co za burak! Dobrze, że później spotkałaś już normalnego faceta.
Ten Jan ma za duże mniemanie o sobie :/
Wreszcie ktoś, kto mnie rozumie, bo też boi się kur! <3
Świat stał się piękniejszy!
Rozumiem Cię. Ja się panicznie boję krów. Jak byłam mała, każde wakacje spędzałam na wsi z kuzynami i kuzynkami. Pewnego upalnego dnia jedna krowa zerwała się z pastwiska i biegła w stronę obory. Moja kuzynka - miałam wtedy może 6 lat, ona 4- wystraszyła się i chciała uciec, problem w tym, że uciekała tą samą drogą, co krowa biegła do obory... Kuzynka potknęła się i upadła a krowa przebiegła nad nią- cud, że żadne kopyto nie trafiło kuzynki... Od tamtej pory panicznie boję się krowy.
Szczęście w nieszczęściu. Kiedyś krowa mocno kopnęła mojego brata kopytem w czoło i odleciał w tył. Aż dziwne, że nic mu się nie stało. Ja za to uwielbiam krowy i są to moje ulubione zwierzęta. :D
A wiesz, że fobie się leczy z ogromną skutecznością? Czy wolisz zawsze bać się kur? Wiesz, one są właściwie wszędzie. Czemu ludzie nie leczą fobii?
po co by miała to robić jak np chce mieszkać w mieście, gdzie spotkanie kur jest raczej znikome? by przezwyciężyć fobię potrzeba dużo pracy nad samym sobą, dużej siły woli i przede wszystkim czasu.
Terapia szokowa i po fobii :P Z tym że zazwyczaj jest to bardzo trudne, żeby z własnej woli się na takie coś zdecydować.
@SorryEverAfter co za bzdury piszesz! Jeszcze ktoś weźmie to na poważnie i zrobi sobie jeszcze większą krzywdę na psychice.
Fobie leczy się terapią behawioralną przede wszystkim i małymi kroczkami, żeby pacjent bezpiecznie oswajał się z obiektem lęku.
@Sorry no to właśnie widzisz w wyznaniu, terapia szokowa skończyła sie szpitalem. Przez takich jak ty ludzie z fobiami mają trudniej!
Ok, ok, rzeczywiście nie przy wszystkich fobiach to działa, a ja nie mam podstaw, żeby tak twierdzić. Terapia szokowa czasem pomaga (jeśli np. ktoś boi się pająków, później weźmie tego pająka na rękę i przekona się, że nic takiego się nie dzieje), ale pewnie lepsza jest długa terapia z odczulaniem. Dopiero jak ktoś poczuje się na siłach, to wtedy przeprowadza się konfrontację z czynnikiem, który tą fobię wywołał. @DonnaNoble, rzeczywiście mój poprzedni komentarz mógł zabrzmieć niejednoznacznie, ale chodziło mi o sytuację, gdzie wszystko odbywa się za wiedzą i zgodą, a najlepiej z inicjatywy osoby leczonej. A jeszcze dodam, że przeprowadzić to musi specjalista, inaczej sobie tego nie wyobrażam. W innym przypadku pogorszy to tylko sytuację, sama mam jedną fobię, więc wiem, a i sytuacja autorki wyznania też jest dobrym przykładem.
SorryEverAfter Niestety, ale nie masz ani trochę racji. Boję się pająków i jakby ktoś położył mi je na dłoni (nawet za moją zgodą), to chyba bym zemdlała ze strachu. Dziś już tak panicznie od nich nie uciekam, dzięki temu, że stopniowo się do nich zbliżam, staram się na nie patrzeć etc.