#3IRGP
Wykształciłem u siebie także pewną bardzo przydatną umiejętność. Potrafię szybko i dobrze odczytywać właścicieli zwierząt. Łatwo zgaduję, komu pies czy papuga są absolutnie obojętne, kto ma prawdziwą, bliską więź ze swoim przyjacielem, a kto podchodzi do niego z mniej lub bardziej jawną niechęcią. Z trzech metrów widzę, które zwierzę jest bite lub okrutnie traktowane, nauczyłem się też rozpoznawać ludzi, którzy dopuszczają się różnego rodzaju przemocy wobec swoich pupili.
W dotychczasowej karierze spotkałem kilku naprawdę piekielnych właścicieli zwierząt. Jednak zupełnie inaczej podchodzę do agresywnych przemocowców, a inaczej do właściciela świadomego konsekwencji swoich decyzji dla zwierzęcia, ale mającego je w... poważaniu, bo „to przecież tylko zwierzę”. W tej kategorii mamy papugi, niewypuszczane z zawsze za małych klatek, samotne welony w szklanych kulach, psy trzymane na metrowych łańcuchach itp.
Są też tacy, którzy wiedzą, że nie zapewniają zwierzakowi tego, czego potrzebuje lub popełniają szkodliwe w skutkach błędy, ale uważają, że nie mogą nic z tym zrobić. To np. właścicielka kota z ponad 10 kg otyłością, która nie zmieni diety pupila, bo „on jest taki głodny i nieszczęśliwy”, albo mopsa z alergią, który karmiony jest najtańszą karmą z dyskontu, bo „inne są za drogie”, a sama gotować nie chce.
Oczywiście niektórzy właściciele są po prostu niedoinformowani, nie znają podstawowych zasad opieki nad danych zwierzakiem. Dosyć często udaje mi się przekonać ich do zmian.
Nie zapomnę jednak pani, zwyczajnie wyglądającej kobiety 40 +, która pojawiła się w gabinecie z kotem. Właściwie z żywym trupem - obciągnięty skórą szkielet, zapadnięte matowe oczy, zanik mięśni. Dramat. Nie sądziłem, że uda mi się go uratować, ale miał w sobie jeszcze trochę życia i ogromną wolę walki. Okazało się, że pani przygarnęła kociaka. Miał 4 miesiące, kiedy do niej trafił, w całkiem dobrym stanie. W ciągu kolejnych 4 stracił 1/3 wagi, zamiast znacznie ją zwiększyć. Dlaczego? Pani kiedyś przeczytała w magazynie, że najzdrowiej jest jeść na posiłek tyle, ile mieści się w zaciśniętej pięści. Zatem uznała, drogą dedukcji i analizy porównawczej, że kot powinien dostawać 4-5 SZTUK chrupek suchej karmy. Dwa razy dziennie.
I tyle.
Nie mogła zrozumieć, gdzie popełniła błąd...
Weterynaria jest trudniejsza niż medycyna. Lekarz uczy się tylko o człowieku, weterynarz o wielu gatunkach.
Za to odpowiedzialność jest mniejsza.
Weterynarz to LEKARZ weterynarii ;)
Nie zmienia to faktu, że są to trudniejsze studia.
Awupka, znasz coś takiego jak skrót myślowy? Każdy wie, że to też lekarz.
W dodatku zwierzę Ci nie powie co, gdzie i jak mu doskwiera
PSH i tu sie mylisz. To jest zwierze, ale to zwierze ma własciciela. Jesli trafisz na odpowiedzialnego i kochajacego, to tak jakbys przekazywał wiadomość rodzinie o smierci czy chorobie. Ja wiem ze, tak to jest odbierane, ale twoj jeden błąd, a czasem wlasciciel zrobi ci apokalipse jakbys zabila mu dziecko
Ludzie, co wy macie z tą potrzeba porównywania, kto ma trudniej i gorzej?
Nie zgodzę się, weterynarz też uczy się ogółu ale robi specjalizację na ssaki, gady, ptaki itp, w mojej przychodzi weterynarii mają kilku specjalistów od różnych gatunków
@tatacorki nie jesteś zbyt inteligentny nie jest.
Specjalizacje specjalizacjami je się robi po zdaniu studiów. Ale wcześniej czeka anatomia 4 rodzajów gatunków zwierząt, gdzie musisz znać różnice.
W praktyce to kilka razy więcej roboty. U człowieka jeden przyczep mięśni i jedna nazwa. U zwierząt "ten sam" mięsień uczysz się 4 nazw, gdzie mają różne przyczepy i w preparatach wyglądają zupełnie inaczej. Dziurka w czaszcze konia jak nałożysz psa jest w tym samym miejscu a to zupełnie inna struktura. Gdzie pomocy dydaktycznych u człowieka masz multum, bardzo sensownie opisanych, u zwierząt szukaj każdej jednej frazy w kilku podręcznikach i licz, że akurat ten, z którego się uczysz nie ma błędu. Przy łączonych akademikach lekarski przy wecie wypadał jak wakacje.
Powiem tak - ja osobiście nie mógłbym być weterynarzem, bo każdego właściciela zaniedbującego zwierzaka bym osobiście rozszarpał. Dobrze, że udaje ci się przekonywać tych niedoinformowanych, których niestety z roku na rok jest coraz więcej.
Nie jest więcej, jest ich od groma i zdecydowanie za dużo, ale widzę, że jest coraz mniej. Jeszcze 10 lat temu wgl nie słyszało się, żeby ktoś kota samopas nie wypuszczał, teraz większość moich znajomych tak robi, a nawet część osób ze starszego pokolenia jest się w stanie przekonać.
To jaka musiała mieć mała dłoń że tylko 4 chrupki jej się zmieściły...A tak serio, szacunek za to co robisz i znosisz debilizm ludzi.
Ta dłoń miała być dla człowieka, więc babka sobie wyliczyła, że kot powinien jeść odpowiednio mniej.
No dobra, ale zgłaszasz gdzieś to znęcanie czy pozwalasz to robić dalej?
ano wlasnie tez mialam to napisac...
Szanuję za mocne nerwy, ja chyba bym takiego właściciela z ziemią zrównała. I dziękuję za motywację do nauki.
Weterynaria jest piękna.
kotek przezyl?
i co z tym kotem
Z treści można się domyśleć, że po "wyprostowaniu" właścicielki kociak przeżył :) .
Ale IMHO skutki takiego niedożywienia w przyszłości się będą odzywać :(
Ten nudny i przydługi wstęp mogłeś sobie darować. Wystarczyło napisać jestem weterynarzem i przejść do meritum
Bedzie wiecej opowiesci? Bardzo ciekawe wyznanie. W koncu anonimowe i ciekawe, a nie ściek. Dzieki.
A czy takich sytuacji nie można zgłaszać od razu na policję?