#33OxJ
Na rynku nic, popytałem to mówią, że faktycznie, był taki zielony z krótkim ogonem. Jadę do matki, do szkoły. Informuje mnie, że gdzieś koło stawu widzieli mojego pawia. Idę, patrzę, a koło kaplicy chyba z 10 osób i coś kamerują, podchodzę bliżej i widzę moją celebrytkę jak żre trawę. No to ja niczym mistrz parkouru chyc w jedną, chyc w drugą, a ona spierniczała jak to potrafi. Pawica biegiem, a ja za nią, a za mną te 10 osób kamerujących.
W pewnym momencie zerwała się i fruuuu, ale jako, że ta pokraka lata jakby ważyła 50 kg, podleciała tylko przez siatkę na dziedziniec koło zabytkowego pałacu. Ten, co go pilnował wyleciał i mówi żebym chwilę poczekał, bo zrobiłby zdjęcie, jak na dziedzincu chodzi "bo to ładnie by wyglądało" (nie ważne, że ptaka już nie widać). W delikatnych słowach rzuciłem, że pierd*lą mnie jego zdjęcia i muszę ją gdzieś zapędzić, bo jak do fosy wpadnie to po niej.
Jako, że jednak szmaragdowa pawica okazała sie jeszcze większą suką niż jest -przeleciała za fosę i siedzi. No to ja przez pałac niczym księciuniu z piekła rodem, wylazłem przez budynek za nią. Tylko mnie zobaczyła i jeb znów poderwała się. Masa zrobiła swoje i jak się okazało, że nie startowała z górki, to tak ją ściągneło, że mało się nie wpierniczyła do tej fosy. Dryb dryb dryb i jak gdyby nigdy nic - opuściła teren pałacu i zaczeła drzeć w kierunku rynku znów... Myślę, że w takim tempie to nigdy jej nie złapię. Ale patrzę - a jakiś budynek mieszkalny jest otwarty. Więc jakimś, naprawdę dzikim cudem i szczęściem udało mi sie ją zapędzić do jego wnętrza.
Patrzę, korytarz - jedno wyjście - "Jestes moja". Zanim jeszcze podszedłem, jak zaczeła się drzeć no to ja w te pędy jeb za nasadę skrzydeł. Wtem z mieszkania wylazła jakas stara babka. Jeszcze nigdy nie widziałem tak zaskoczonego wyrazu twarzy pomieszanego z przerażeniem. Mówię, żeby zamknęła drzwi, bo wyszedłem z pawiem na spacer i mi uciekł (mój czarny humor właczający się w sytuacjach stresowych). Pojmałem ptaka, podziękowałem za udostępnienie lokalu i idę w kierunku samochodu. Wracam, kumpel do mnie dzwoni i mówi że na posterunek dzwonił dyżurny z komendy, ze zgłoszeniem interwencji, że "Jakiś wielki ptak chodzi po wsi" i uwaga jest "Agresywny".
Liczyłam na to, że na końcu okaże się, że to jednak nie Twój paw :p
Nie tylko Ty!
Hahaha narracja - mistrzostwo świata, płaczę ze śmiechu! :'D :'D :'D
Aż założyłam konto, żeby napisać, że uwielbiam czytać tak napisane historie xD
Celebrytka hahaha :D
dobra narracja! " podchodzę bliżej i widzę moją celebrytkę jak żre trawę" tu wybuchnęłam smiechem na cały dom :D
Do tej pory mnie to smieszy :D
A to ci celebrytka hahaha świetna historia :D
Myślałem, że się okaże, że to nie Twój paw ale i tak świetna historia :P
Haha boska historia !!;)
Miazga :D
Twoja narracja jest zajebista ;D