#2xs4p
Na pewnym portalu zobaczyłam, że ktoś szuka pokojówki. Kiedyś tak pracowałam, więc pomyślałam, że warto spróbować. Na spotkaniu w kawiarni dowiedziałam się, że praca polega na zajmowaniu się prywatnym domem (łącznie z gotowaniem) i wiąże się z darmowym noclegiem. Mężczyzna 10 lat starszy ode mnie dokładnie opisał moje obowiązki, a ponieważ nie miałam innego wyboru, zgodziłam się.
Od początku ustaliliśmy dokładny harmonogram. On wychodzi do pracy na 8 godzin, ja przez ten czas sprzątam (każdego dnia inną część domu), przygotowuję jedzenie, piorę, prasuję itp. Resztę dnia mogę wykorzystać, jak chcę, zaprosić kogoś albo wyjść na miasto, pod warunkiem że nie będę wchodzić do jego części. Niestety z dawnymi znajomymi mam tylko sporadyczne kontakty. Ten dom jest bardzo duży, mam swój pokój z oddzielną łazienką, większy niż kawalerka mojego eks. Co ważne, podpisałam normalną umowę o pracę, nie muszę robić niczego poza wyszczególnionymi obowiązkami, finansowo też wychodzi dużo lepiej niż u poprzedniego szefa.
Początkowo wieczorami siedziałam sama, później stopniowo zaczęliśmy jeść posiłki razem. Trochę rozmawiamy. Mój pracodawca jest wykładowcą akademickim w dziedzinie, którą kiedyś studiowałam. Zawsze ubiera się elegancko, nie widać po nim metryki, trochę taki polski styl old money (rodzice w PZPR). Z tego, co zauważyłam, ma naprawdę rozległą wiedzę w wielu tematach, ale kompletnie nie radzi sobie w codziennych obowiązkach typu wyprasowanie koszuli czy ugotowanie zupy. Z kontekstu wywnioskowałam, że zatrudnił mnie niedługo po śmierci matki. Mamy też podobne charaktery: oboje ostrożnie dobieramy znajomych i potrzebujemy czasu, żeby otworzyć się przed drugim człowiekiem. Po naszym pierwszym spotkaniu miałam wrażenie, że jest bardzo oschły, ale w rzeczywistości dużo zyskuje przy bliższym poznaniu. No właśnie... Mam wrażenie, że zaczynam się w nim zakochiwać. Chociaż może bardziej chodzi o poczucie bezpieczeństwa, które mi daje. Jeszcze nigdy żaden facet nie traktował mnie z takim szacunkiem, czuję, że pasujemy do siebie przynajmniej intelektualnie. On chyba boi się zaangażować. Parę razy chciałam, żeby mnie chociaż objął, ale nic z tego nie wyszło, nawet w rozmowie jesteśmy wciąż na pan/pani. Boję się, że stracę szansę na szczęśliwy związek.
Jak to się mówi, diabeł tkwi w szczegółach. Zabrakło ci czasu, żeby sprawdzić, ile przeciętnie zarabia wykładowca akademicki i jakie są średnie miesięczne koszty utrzymania bardzo dużego domu?
"Old money" czyli pewnie odziedziczył spory majątek. No i nigdzie nie jest powiedziane, że praca na uczelni to jego jedyny dochód
Oho, piwniczak się uaktywnił pod swoim własnym ,,wyznaniem” i jeszcze dał sobie plusa. W komentarzu już nie udajesz, że jesteś babą?
Zdradzę ci tajemnicę: w komentarzach nick autora ma niebieski kolor. Każdego, kto się z tobą nie zgadza, potrafisz tylko obrażać?
Weź mnie nie rozśmieszaj. Ty naprawdę uważasz, że jak napiszesz coś z któregoś ze swoich licznych kont, to nikt nie rozpozna prawdziwego autora? Tym bardziej, że nawet nie zadajesz sobie w tym kierunku żadnego trudu, tylko dosłownie ciągle leci kopiuj-wklej.
Że niby jestem autorem wyznania, bo zwracam ci uwagę na szczegóły, które pominęłaś? Znam osobiście wykładowcę, który dorabia sobie drugą pensję na korepetycjach, oprócz tego jest w radzie nadzorczej pewnej spółki giełdowej (więcej nie mogę powiedzieć, bo to w pewnym sensie osoba publiczna). Serio, PRL się skończył, można mieć więcej niż jedno źródło dochodu.