Moja mama przyjechała mnie odwiedzić i zobaczyć jak sobie radzę, mieszkając samemu, we własnym mieszkaniu.
By zaimponować mamie - pedantce, wysprzątałem na błysk wszystkie powierzchnie i zakamarki. Nawet z podłogi za kiblem można byłoby jeść.
Rodzicielka przyjechała, skontrolowała wszystko - była dumna i zadowolona. Ja podobnie.
Przed wyjściem chciała poprawić makijaż. Upadła jej szminka i wtoczyła się pod łóżko. Jedyne miejsce, gdzie nie zajrzałem.
Wyciągnęła szminkę i garść korków z butelek po winie.
Takiego wstydu to dawno nie czułem. Koniec z piciem wina oglądając film w łóżku.
Pojechałem z dwojgiem znajomych w podróż do Tajlandii. To miała być przygoda życia, a skończyło się tak, że życie pokazało mi jakim trepem jestem pomimo trzydziestki na karku.
Rozbiliśmy się w jakimś małym miasteczku, gdzie psy wprawdzie szczekają tyłkami, ale za to lokalny bar mógł pochwalić się doprawdy godnym słowiańskiego szacunku zaopatrzeniem. Usiedliśmy przy stoliku i zaczęliśmy raczyć się miejscowymi specjałami. Po jakimś czasie dosiadła się do nas tamtejsza (niezbyt urodziwa) prostytutka, która usiłowała przedstawić swoją bardzo bogatą ofertę za pomocą znaków migowych oraz bazgrołów na chusteczce. Jeden z kumpli zdecydował się skorzystać i zniknął na resztę wieczoru. Jak mogliśmy być tak głupi, żeby puścić go samego z jakąś obcą dzi#ką,w kompletnie nam nie znanym miejscu? Nie wiem. Może to alkohol, może życiowa niedojrzałość?
Kontynuowaliśmy imprezę we dwójkę, jednak już niedługo potem okazało się, że mój jedyny kompan poczuł efekty działania nadmiernej ilości alkoholu i pobiegł do hotelu. Zostałem sam. A mogłem też iść do pokoju…
Do mojego stolika przyszło kilku lokalsów. Łamaną angielszczyzną zapytali skąd jestem. Już po chwili uczyłem ich pić polskiego „brudzia”. Jeden z moich nowych znajomych powiedział, że jestem spoko i że chce postawić mi piwo. Zgodziłem się i po chwili ściągnąłem kilka solidnych łyków zimnego browaru. Jakoś tak dziwnie zatrząsł mi się obraz, tak jakby zaśnieżył jak niedostrojony kanał w starym Rubinie. Więcej nie pamiętam.
Obudziłem się w wąskiej uliczce. Bez portfela, telefonu oraz resztek godności. Straciłem też buty.
Dotarło do mnie, że zostałem poczęstowany pigułką gwałtu. Przyznam się bez bicia – zanim poszedłem szukać hotelu, pobeczałem się jak dziecko. I nie dlatego, że straciłem kasę, drogi telefon i moje trampki. Dotarło do mnie, jakim kretynem byłem, że w ogóle zgodziłem się, aby wypić cokolwiek od obcych. To błąd, przed którym rodzice przestrzegają swoje kilkuletnie pociechy, a ja, trzydziestoletni facet, właśnie dałem się zapędzić w tak oczywistą pułapkę.
W końcu się pozbierałem i poczłapałem do hotelu… tylko po to, by dowiedzieć się, że mój kumpel, którego pijanego w sztok wieczór wcześniej puściliśmy z jakąś lokalną prostytutką, został przez nią zaprowadzony na ubocze, a następnie pobity i okradziony przez grupę całkiem przysadzistych dziewczyn oferujących płatną miłość. Wygląda na to, że panie okazały się dość agresywnymi panami.
Mimo że żadnemu z nas nic się nie stało i daliśmy radę kontynuować naszą podróż, to wstyd mi było – nie tylko naraziłem swoje życie, ale i nie zareagowałem, gdy mój przyjaciel pakował się w kłopoty. Chociaż teraz, nauczony tamtym doświadczeniem, jestem tym, który ma głowę na karku i pilnuje wszystkich współtowarzyszy podróży.
Uwielbiam zabierać mojego chłopaka do mojego domu rodzinnego na weekendy. Dlaczego? Wcale nie dlatego, że mogę wtedy mieć wszystkich bliskich pod ręką. Dlatego, że wtedy mama zawsze robi pyszny dwudaniowy obiad, a na co dzień jej się nie chce.
5 nad ranem, zadzwonił kumpel, czy nie odebrałbym jego kuzynki z imprezy, bo samochód mu padł. Żaden problem, i tak wracałem z pracy, zgodziłem się. Kuzynka 17 lat, jako tako ją znałem, bo gdzieś czasami się przewijała, ale nigdy specjalnie z nią nie gadałem.
Podjechałem i zobaczyłem Natalię. Mało nie wypiła, bo problem był już w trakcie podejścia do samochodu. Pomogłem jej dostać się na tylne siedzenie samochodu, usiąść i zapiąć pas.
Przed jazdą spytałem:
- Dobrze się czujesz?
- Mhm...
- Trzymaj reklamówkę w razie czego, nawet jeśli się dobrze czujesz.
- Nie trzeba, ja dobrze się czuję! - wymamrotała.
Już pod prawie jej domem niewiasta jednak postanowiła opróżnić zawartość żołądka na siedzenie przednie, kanapę, siebie i podłogę. Potok rzygów był tak wielki, że w życiu czegoś takiego nie widziałem. Nie wiem gdzie ona to wszystko zmieściła.
Zachowałem kamienną twarz, aby nie robić jej wstydu. Sytuacja krępująca. Jechałem w milczeniu dalej. Dojechaliśmy, Natalia była już praktycznie nieprzytomna. Ale trzeba było dostarczyć ją do domu. Zdjąłem bluzę, przygotowałem się do najgorszego i chlup! Wyłowiłem Afrodytę morza. Zaniosłem ją pod drzwi i dostarczyłem do mieszkania. I można krzyknąć yeah! Misja zakończona.
Nic bardziej mylnego! Przecież mój samochód zaraz będzie można sprzedawać jako popowodziowy. No cóż, nie miałem już siły, więc wróciłem do domu spać, a auto zostawiłem jak było.
Rano zadzwoniłem do Natalii, czy pomogłaby mi posprzątać samochód. Chodziło mi bardziej o podawanie jakichś rzeczy niż żeby ona to zrobiła. Ale zanim zdążyłem to wyjaśnić, zostałem zwyzywany, że jak ja w ogóle mogę, że ona rzygi ma sprzątać, chyba mnie po*ebało. No niee... Tak się bawić nie będziemy! Rozłączyłem się i wymyśliłem plan zemsty.
Pojechałem na czyszczenie i zleciłem, aby wszystkie nieczystości z odkurzacza potem wrzucić do reklamówki.
Następnego dnia odebrałem samochód, zawiązaną reklamówkę i rachunek na około 1000 zł.
Zapłaciłem i przeszedłem do realizacji planu.
Pojechałem pod dom Natalii. Zapukałem, otworzyła jej mama.
- Wczoraj odwoziłem pani córkę do domu po imprezie. Niestety jej żołądek nie wytrzymał i ubrudziła mi samochód.
Kobieta patrzy na mnie jak na debila, ale ja mówię:
- Chciałem jej pomocy w sprzątaniu, ale powiedziała, bym sam to wyczyścił, a ona zapłaci. Oto rachunek za czyszczenie samochodu i to co pani córka zostawiła.
I wręczyłem jej pakunek plus rachunek za wykonaną usługę.
W tym momencie kobieta spojrzała na pakunek, potem na rachunek - i pobladła.
Oczywiście nie odbyło się bez problemów, ponieważ ukochana córeczka powiedziała, że jestem oszustem i złodziejem. Ale na szczęście 3 kamery, które nagrywają obraz z przodu, z tyłu i wnętrza pojazdu spisały się doskonale, przez co można było oglądać ludzką fontannę w HD.
Cierpię na zaburzeni osobowości typu borderline. Aktualnie najbardziej przeszkadzającą rzeczą były problemy z podejmowaniem decyzji. Potrafiłam się godzinę zastanawiać, czy po uczelni najpierw pójść spać, czy od razu iść na siłownię. Po kilka godzin analizowałam, czy wziąć zastępstwo w pracy, czy poświęcić ten czas na naukę.
Wszystkie moje problemy rozwiązała apka w telefonie, w którą wpisuję możliwe opcje, a ona losuje co mam wybrać. Nigdy żaden psycholog mi tak nie pomógł...
Kiedy byłam dzieckiem, moim hobby było... włamywanie się do domów sąsiadów.
Żyłam sobie na wsi, gdzie każdy znał każdego i ludzie rzadko kiedy zamykali domu, gdy gdzieś wychodzili, a nawet jeśli, to zazwyczaj mieli pootwierane okna, garaże itd.
Zawsze najpierw przez kilka tygodni obserwowałam jedną osobę, robiłam notatki na jej temat, zapisywałam tam kto, gdzie, na ile i o której zawsze wychodzi.
Później, zachowując się jakbym szła w planowane odwiedziny, wchodziłam do domu np. pani Kasi i rozglądałam się, szukałam miejsc do ukrycia się, dróg ucieczki itd.
Kolejnego dnia znowu przychodziłam i tym razem robiłam sobie scenkę, w której udawałam, że ktoś właśnie wrócił do domu. I chowałam się w wyznaczone miejsce, a potem, zgodnie z planem, uciekałam.
Kiedy już wszystko miałam porządnie rozplanowane, zaczynałam grzebać, przestawiać różne rzeczy i bawić w dom.
I robiłam się coraz "odważniejsza" - czasami zabierałam coś jednemu sąsiadowi i zanosiłam drugiemu, czasami grzebałam w naprawdę prywatnych rzeczach i zapisywałam sobie w zeszycie najciekawsze informacje o danej osobie. Na każdego miałam osobną teczkę.
Do tego miałam też osobną teczkę z pomysłami na różne kłamstwa i możliwe do opowiedzenia historie. Tak na wszelki wypadek. W tej też teczce zapisywałam sobie co i komu powiedziałam. Uczyłam się tego wszystkiego na pamięć. Do dziś pamiętam "kłamstwa, które powinnam powiedzieć pani Zosi, gdyby pani Asia powiedziała jej, że byłam w jej domu". Tu też muszę dodać, że z wyglądu byłam stereotypową słodziutką dziewczynką, a to tylko wiele rzeczy ułatwiało.
Efekt tego wszystkiego był taki, że niektórzy zaczęli popadać w paranoje, inni się kłócili. Raz doszło do bójki, a po kolejnych kilku miesiącach ludzie zaczęli być ostrożniejsi, co doprowadziło do tego, że kilka razy prawie zostałam przyłapana i w końcu przestałam to robić.
A aktualnie zajmuję się łapaniem przestępców.
Gdy byłam mała, miałam trzy starsze koleżanki i jedną w moim wieku. Ja miałam wtedy może 9 lat, one po 12. Lubiłyśmy się bawić w dom. Oczywiście dwie starsze koleżanki były rodzicami. Ania była mamą, Ola tatą (może dlatego, że była trochę chłopczycą), ja z Martą zawsze odgrywałyśmy rolę dzieci. Lubiłyśmy się w to bawić. Budowałyśmy swoje pokoje z foteli I koców lub bawiłyśmy się w plenerze. Ania i Ola najbardziej lubiły tę zabawę i zawsze chciały się tylko w to bawić. Zastanawiałyśmy się z Martą dlaczego. I pewnego razu, gdy bawiłyśmy się "w domek", zajrzałyśmy z Martą do pokoju "rodziców" (dodam, że miałyśmy zakaz jako ich dzieci). Byłyśmy w szoku... Ola leżała naga na Ani i wykonywały jakąś dziwną gimnastykę... Nie wiedziałyśmy wtedy co robią, ale też chciałyśmy spróbować. Bawiłyśmy się już same... Podobało nam się.
Nie jesteśmy lesbijkami, ale do tematu nigdy nie wróciłyśmy i nigdy o tym nie rozmawiałyśmy. Utrzymujemy kontakt ze sobą, ale żadna z nas nie ma odwagi poruszyć tematu.
Nie jestem w stanie usiedzieć w pomieszczeniu, w którym tyka zegarek. Spanie w takim miejscu jest zupełnie niemożliwe. Wszystkie tykające zegarki wyłączam albo wyrzucam. Gorzej, jak jestem u kogoś...
To naprawdę utrudnia mi życie.
Jakiś czas temu zauważyłam, że większość mężczyzn, którzy mi się podobają, ma dokładnie ten sam typ urody, co mój ojciec. Ba! Kiedy byłam nastolatką, znalazłam jego zdjęcie z czasów, gdy był w moim wieku i doznałam absolutnego szoku. Już wtedy uważałam, że jest po prostu "prześliczny". Co w tym dziwnego?
Mój ojciec jest jedynym człowiekiem na tym świecie, którego po prostu nie mogę ścierpieć. Od dziecka robiłam wszystko, żeby być do niego jak najmniej podobna. Zmieniłam połowę mojego charakteru, wybrałam inny zawód (leżący jak najdalej od tego, co on robi) i spotykam się z nim nie częściej niż raz do roku.
Od kiedy zauważyłam, że mam tendencję do uważania ludzi jego urody za ogólnie ładniejszych - zrobiłam absolutnie wszystko, żeby to zmienić. Nawet chłopaka wybrałam takiego, żeby był jego absolutnym przeciwieństwem... to dlatego ma charakter mojej mamy.
Mam dość swojej matki.
Jestem siedemnastoletnim chłopakiem, uczę się dość dobrze, nigdy nie było ze mną problemów, jeśli chodzi o zachowanie.
Jednak moja rodzicielka nie rozumie, że mam więcej niż 6 lat. Mogę wychodzić ze znajomymi tylko po 17 (bo "to nienormalne wychodzić tak wcześnie"), ale muszę wracać o 21 (bo "to chore szlajać się po nocy"). A samo dojechanie do mieściny, w której chodzę do szkoły i w której mieszkają wszyscy znajomi zajmuje mi dobre 50 minut (bo "rodzice nie są moimi szoferami"). Każde wychodzenie zaczyna się od gadki na temat narkotyków, alkoholu itp. Zawsze muszę zdać dokładny opis osób z którymi wychodzę, a jeśli trafi się osoba starsza (nawet o rok), to wyjścia nie ma. Nie daje mi żadnych pieniędzy (bo "mało zarabia), ale żeby robić testy na narkotyki co 3 dni to jej starcza (chociaż nigdy nic nie wyszło). Wzorowa katoliczka, która oddała Pismo Święte na makulaturę (bo "i tak nie czyta"), chodzi do kościoła co miesiąc, ale jeśli ja z nią nie pojadę, to mogę się pożegnać z telefonem (na który sam zarobiłem). Gdy mówię, że jestem ateistą, każe mi się zamknąć (bo "zostałem wychowany w wierze katolickiej", chociaż odkąd pamiętam był to szantaż). Raz zadzwoniła po psychologa i wychowawczynię i nagadała, że jestem najgorszy, muszę być pod obserwacją itp. Innym razem dorwała mój telefon i poszła do jakiegoś znajomego, żeby go odblokować i zaczęła czytać wszystkie moje rozmowy z każdym, w tym z (aktualnie byłą) dziewczyną. Raz zdobyła nr telefonu do rodziców byłej dziewczyny i zwyzywała ich oraz ich córkę, oraz zakazała dziewczynie zbliżać się do mnie, grożąc jej policją.
Już sam nie wiem, czy to jest normalne.
Dodaj anonimowe wyznanie