Dziś, kiedy siedziałem sobie na kibelku załatwiając grubszą potrzebę, zauważyłem małą karteczkę leżącą na kafelkach przede mną. Podniosłem ją i ze zgrozą przeczytałem: „Mam tego dość. Dość tego podłego, śmierdzącego życia, dość tej obrzydliwej pracy, dość braku szacunku z każdej strony! Postanowiłem się zabić. Wybaczcie”. Zbladłem i pociemniało mi przed oczami. To było pismo mojego brata. On przecież zawsze był takim wesołym człowiekiem… A jednak coś w sobie skrywał. Jakiś ból, gorycz, smutek. Gdzie popełniłem błąd? Czemu mu dokuczałem, gdy był mały? Czemu nie zauważyłem, że potrzebuje pomocy?
Spojrzałem jeszcze raz na karteczkę i dopiero teraz moją uwagę przykuł mały napis w dolnym, prawym rogu. To był podpis: „Srajtaśma”. Zaraz, co to ma być? List pożegnalny papieru toaletowego. Podniosłem wzrok i z przerażeniem zobaczyłem, że nie ma rolki na uchwycie!
Uwalony keczupem papier z wbitym w środek nożem kuchennym leżał w umywalce.
Podtarłem się skarpetką i obiecałem sobie, że przy najbliższej okazji osobiście zatłukę mojego brata. On ma 24 lata!
Słyszeliście kiedyś o zjawisku "halo", którego czasem można doświadczyć lecąc samolotem na wysokim pułapie?
To wyznanie nie będzie miało z tym nic wspólnego.
Historia właściwa:
Ja i mój ukochany znamy się już 11 lat. Jesteśmy sobie tak bliscy, że "takich trzech jak nas dwóch nie ma ani jednego". Wiąże się to z tym, że mówimy sobie o wszystkim wprost i często sobie dokuczamy. Ja od podstawówki do najchudszych nie należałam, za to jemu nagromadziło się trochę tłuszczyku, żeby przetrwać zimę. Jednak mimo że zniknęła zima, to nadprogramowe 20 kilo postanowiło zostać.
Mimo że jesteśmy razem dość krótko, temat zaręczyn przewijał się kilka razy. Jednak to co postanowiliśmy wczoraj będzie największą motywacją, żeby pomniejszyć swoją "erotyczną powierzchnię użytkową". Otóż do zaręczyn dojdzie dopiero jak ja osiągnę upragnione 64 kg, a on znów będzie (nie żeby już teraz nie był boski) mega ciachem z widocznymi mięśniami.
Tak że ten... Dzisiejsza godzina na orbitreku zaliczona.
Trzymajcie kciuki! ;)
Dzisiaj rano odebrałem badania, z których wynika, że jestem bezpłodny. Godzinę temu żona powiedziała mi, że będziemy mieli dziecko.
Mam nadzieję, że badanie było błędne lub że to jest cud.
Po dokonaniu właściwego aktu mój chłopak chwycił go w swoją dłoń i wymachując nim powiedział "ja jestem dyrygentem tej orkiestry, a to jest moja batuta". Po chwili puścił bąka i dodał "Pora na instrumenty dęte!".
Z kim ja żyję? :D
Cześć wszystkim. W dzisiejszych czasach niesamowicie popularne są memy o sąsiadach. Ja mam pewną historię z wczoraj.
Jestem kierowcą w Uberze. Zatrzymałem się na podjeździe jakiegoś domu, żeby sobie zapalić papierosa. Podbiegł do mnie właściciel posesji z zapytaniem, gdzie mam zamiar wyrzucić "peta". Zażartowałem, żeby się nie martwił, ponieważ nie wyrzucę u niego, tylko u sąsiada. Rzekł, że jak do sąsiada, to dobrze.
Po czym odszedł z szyderczym uśmiechem :)
O tym, jak wiara rozwaliła moje małżeństwo...
Ja i D. wzięliśmy ślub cywilny kilka lat temu. W tamtym momencie obydwoje byliśmy ateistami. Nasze małżeństwo było piękne, świetnie się dogadywaliśmy, mieliśmy podobne pasje, marzenia, a seks był wspaniały. Wszystko skończyło się w momencie, gdy pewnego dnia D. oznajmił, że on jednak się nawrócił. Stwierdziłam, że okej, nie przeszkadzało mi to, że jednak D. postanowił w coś wierzyć. Przyjęłam tę informację neutralnie, nawet z zaciekawieniem wypytałam, co do go tego skłoniło i czy z wiarą czuje się lepiej. Nie przypuszczałam, że jego wiara dosłownie wszystko między nami zrówna z ziemią.
Zaczęło się od tego, że zaczął odmawiać seksu, a widziałam, że był podniecony. Z początku nie sądziłam, że to przez wiarę, ale po dwóch miesiącach unikania każdego zbliżenia D. stwierdził, że to dlatego, że w oczach Boga nie jesteśmy małżeństwem bez ślubu kościelnego. To mnie naprawdę wyprowadziło z równowagi. Przez kilka lat seks uprawialiśmy bardzo często, a teraz ma z tym nagle problem? Jednak starałam się go zrozumieć. Po długich rozmowach zgodziłam się wziąć z nim ślub kościelny, tylko po to, żeby czuł się lepiej i nie miał poczucia życia "w grzechu". Umówiliśmy się tak, że za ślub zabierzemy się, gdy poprawi się nam sytuacja finansowa. Jednak zanim to nadeszło, D. zmienił się nie do poznania. I co gorsze - próbował zmieniać mnie.
Nagle zaczęła mu przeszkadzać jedna z moich pasji, taniec. Stwierdził, ze zmysłowe poruszanie się w obcisłym, sportowym stroju mi nie przystoi, bo on to jednak odbiera jako zbyt erotyczne i w Biblii pisze, że kobieta nie powinna się tak "kusząco" zachowywać. Potem przeszkadzały mu moje letnie sukienki, bo to również "kuszące". Następnie potępił mojego przyjaciela geja i wręcz żądał, abym zakończyła tę znajomość mimo tego, że kiedyś kumplowaliśmy się we trójkę. Potem pościągał ze ścian obrazy autorstwa mojej świętej pamięci mamy (były dla mnie bardzo ważne) i zastąpił obrazkami Maryi. Później zaczęła mu przeszkadzać nawet moja praca, bo jestem komornikiem i "zabieram biednym, daję bogatym", a nie odwrotnie. Nawet zaczęła mu przeszkadzać moja siostra, która zarabia dość dużo, ale nie przeznacza kasy na potrzebujących. Aż w końcu sam zaczął wydawać nasze wspólne pieniądze na kościół.
Gwoździem do trumny było, gdy złapałam jakaś infekcję intymną po wizycie na basenie, a on twierdził, że na pewno go zdradziłam i teraz Bóg zesłał na mnie karę za nieczystość. Miałam już dość. Podczas kłótni oznajmiłam mu, że to koniec i ma natychmiast wynosić się z mieszkania, które było moje. Ostatnie miłe wspomnienie jakie mam z D. to widok jego, łapiącego obrazki Maryi, które wyrzucam z okna, tuż po tym, gdy wyniósł się z mieszkania, zabierając tylko podstawowe rzeczy.
Byłam dziś z przyjaciółką na obiedzie w pewnej restauracji na rynku naszego rodzinnego miasta.
Rozmawiamy sobie na spokojnie, a wtedy do knajpy wkracza kobieta (prawdopodobnie, ciężko stwierdzić przez warstwę rozpływającej się pod wpływem gorąca tapety) typu "madka".
Zaraz za nią wbiega rozwrzeszczany dzieciak, który pierwsze co to zaczyna biegać między stolikami, pchając ludziom obślinione paluchy do talerzy.
Jego rodzicielka zaraz po zajęciu stolika i zamówieniu jedzenia wywala cyce (oba!) na wierzch i (nie zakrywając się nawet cholerną pieluchą) zaczyna karmić drugiego dzieciaka, który ni z tego, ni z owego zaczął się drzeć (siedziała naprzeciwko mnie i na wszystko miałam wręcz idealny "widok").
Podchodzi do niej kelner (zwrócę uwagę, że nowy - chodzę tam bardzo często i widziałam go może drugi raz w życiu) i grzecznie prosi, aby zasłoniła piersi (cały czerwoniutki), bo przeszkadza to innym gościom.
Jak na niego nie wrzasnęła, jak się nie zapieniła!
BO ONA MA PRAWO! A DZIECKO TO DZIECKO, CO, MA GŁODNE BYĆ!?
(Miałam ochotę coś jej powiedzieć, ale z szacunku do koleżanki, która mierzyła mnie wzrokiem mówiącym "Nie waż się w to mieszać!" - dałam spokój).
Chłopaczyna ewidentnie nie wie co robić, a po chwili odchodzi na zaplecze, zapewne zapytać kierownika o poradę.
W międzyczasie starszy dzieciak dociera do mnie i przyjaciółki. Pierwsze co, to sięgnął do mojego talerza, gdzie miałam frytki i nuggetsy.
Reagując szybko złapałam go za rękę, wykręcając ją lekko i zaczęłam na niego wrzeszczeć.
Takiego ochrzanu najwyraźniej się nie spodziewał.
Zaczął ryczeć i się wyrywać, ale go nie puszczałam (gdybym to zrobiła, najpewniej rozbiłby sobie głowę o kant stołu albo podłogę - tak się rzucał). W pewnym momencie szarpnął się tak, że miska zupy-kremu mężczyzny siedzącego obok wylądowała na jego koszulce.
Wszystko wydarzyło się bardzo szybko - nikt właściwie nie zdążył zareagować.
Madka dzieciaka podbiegła do mnie z cycami na wierzchu i omal nie upuszczając młodszego dziecka (które nadal wydzierało się niemiłosiernie) złapała mnie i zaczęła mną szarpać, drąc się niczym opętaniec (do teraz mam ślady jej paznokci na obojczyku - żeby nie było, gdyby nie miała dzieciaka na rękach, bez wahania oddałabym jej pięknym za nadobne).
Mężczyźni ze stolika obok szybko ją ode mnie odciągnęli, a po chwili na salę wpadł kierownik.
Po krótkim wywiadzie środowiskowym wyrzucił wściekłą, plującą jadem i groźbami babę z restauracji, a mnie i innym gościom w rekompensacie zaproponował jakieś bony.
Nie skorzystałam jednak i wróciłyśmy od razu z koleżanką do domu, gdzie zamówiłyśmy pizzę.
Kazania ani żadnych wniosków nie będzie. Dałam wam po prostu opis haniebnej - według mnie - sytuacji.
Mam niezłą pracę, ale bardzo lubię odśnieżać, tak po prostu.
Zima. Pierwszy śnieg na nowej posesji (blok 4 klatki, monitorowany), rano przed wszystkimi musiałem wyjechać z hali garażowej, no i przy okazji odśnieżania podjazdu trochę mnie poniosło i odśnieżyłem całą posesję.
Nic w tym dziwnego, gdyby nie to, że od tego momentu dozorczyni zaczęła trzymać sprzęt do odśnieżania pod kluczem.
Ktoś to kuma?
W weekend po Bożym Ciele ojciec postanowił zabrać nas nad jezioro. Oto kilka "kwiatów" z wycieczki.
1. O tym, że jedziemy, ojciec powiedział mi dzień przed opuszczeniem domu. Brat z siostrą dowiedzieli się o wycieczce w dniu wyjazdu. Dostali pół godziny na spakowanie walizek i musieli, podobnie jak ja, odwołać wszystkie plany na weekend. Oczywiście było wielkie zdziwienie, że wszyscy jadą ze skwaszonymi minami.
2. Tylko ja i mój tata kąpaliśmy się w jeziorze. Reszta spędziła cały weekend w wynajętym domku, grając na laptopie albo wisząc na telefonach. Nikt z mojej rodziny nie próbował integrować się z innymi wypoczywającymi, a kiedy ośmieliłam się przyprowadzić koleżankę poznaną na kempingu, usłyszałyśmy od matki, że "mam nie wpuszczać obcych do środka".
3. Oprócz mnie, rodziców i rodzeństwa, pojechał z nami nasz pies. Siostra była wobec niego tak nadopiekuńcza, że nie pozwalała mu nawet chodzić po plaży i panikowała, jeśli tylko spróbował coś powąchać albo lekko napiął smycz, ciekawy nowych bodźców.
4. Zostałam zwyzywana od panien lekkich obyczajów, włóczęg i uderzona w twarz przez matkę, gdy spóźniłam się o minutę.
5. Zapomnieliśmy koszyka z jedzeniem pierwszego dnia i zamiast wyjść do pizzerii godzinę wcześniej i nie być głodnym, czekaliśmy do osiemnastej o suchych pyskach, bo tak było ZAPLANOWANE. Gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce, okazało się, że właśnie zamykali. O pójściu do innego lokalu nie było mowy, bo brat koniecznie chciał zjeść pizzę na kolację.
6. Drugiego dnia, jak poszliśmy do restauracji, moja matka piła wcześniej przyniesioną wodę ze słoika. Przy wszystkich. A ojciec i siostra pokłócili się tak głośno, że aż dziw, że nas nie wyrzucili.
7. Pojechałam z ojcem na wycieczkę rowerową. W jej trakcie spadł mi łańcuch. Co zrobił troskliwy tatuś? Porzucił mnie w lesie i wrócił do domu sam, bo nie nadążałam za nim, kiedy prowadziłam swój pojazd :)
8. Gdy poszam popływać, matce najwyraźniej znudziło się czytanie swojej książki, bo dorwała się do mojego telefonu, by zobaczyć, co wypisuję ze znajomymi Ukraińcami. Potem do końca dnia rzucała mi kąśliwe uwagi na ten temat.
9. Mimo że byliśmy na wyjeździe, ojciec zmuszał mnie, bym po dwie godziny dziennie robiła zadania do sprawdzianu z matematyki. Który napisałam tydzień wcześniej. Na czwórkę.
10. Siostra codziennie o szóstej rano budziła wszystkich na kempingu, grając tak głośno na skrzypcach, że pewnie słychać ją było z drugiego końca Polski. Na wszelkie uwagi w jej stronę odpowiadała, że musi ćwiczyć, po czym piłowała instrument jeszcze głośniej, by wszyscy wiedzieli o jej muzycznej pasji.
Oto jak zmarnować sobie potencjalnie fajny wyjazd :)
Od zawsze miałem problem z poderwaniem jakiejkolwiek dziewczyny. "Stary, to twój wygląd, musisz coś z tym zrobić" - mówili mi wszyscy wkoło. Wziąłem się więc za siebie i schudłem 30 kg, co wcale nie rozwiązało moich problemów z dziewczynami.
Pogadałem więc ze znajomymi i jednym zdaniem rozwalili mi mózg: "Stary, kurna, chodziło o pryszcze!".
Dodaj anonimowe wyznanie