#1zjJd
Nowy rok akademicki, to i nowi współlokatorzy. Naszą nową współtowarzyszką została studentka z wymiany, której kierunek studiów łączy się z naszym pięknym krajem. Nazwana X na potrzeby wyznania, Niemka z pochodzenia, na owe wymiany jeździła na każdym rok i nie miało dla niej większego znaczenia, gdzie się znajduje. Jak prawdziwa kobieta XXI wieku i Europejka z krwi i kości, krzewiła wśród nas Merkelowskie dogmaty o imigrantach, UE, zacofanej Polsce itp. Nie była szczególnie natrętna, można było z nią porozmawiać na różnego maści tematy. Akurat tak się złożyło, że studiowałyśmy pokrewne kierunki, dlatego to do mnie najczęściej zwracała się z różnymi problemami. Po kilku miesiącach już myślałam, że złapałam z X kontakt i wzajemne zrozumienie. Głupia ja.
Po kolejnej żywej konwersacji na tematy historyczne pokazałam jej, wówczas wtedy szalenie popularny, film na YT "Niezwyciężeni", aby usłyszeć jej stanowisko na ten temat. I co usłyszałam? "Za bardzo się chwalicie"!
Chwalicie! Na brodę Merlina. Tak, chwalimy się ok. 4-5 milionami ofiar, 16 mld dolarów strat materialnych, zrujnowaniem naszego kraju, wyrżnięciem elity, okrojeniem granic, tym, że obecnie w polskich muzeach, galeriach mamy ochłapy, bo resztę zrabowali naziści, nie Niemcy przecież, bo wtedy byli naziści (sic!).
Tyle w temacie. Dalszych prób zaprzyjaźnienia nie podjęłam.
Odliczam dni, aż germańskie nasienie opuści nasze mieszkanie i nasz kraj.
Polacy aż tak bardzo się nie chwalą. Mamy tyle znakomitych dokonań na różnych płaszczyznach kultury i nauki, ale nadal stoimi w jednym punkcie, zapatrzeni w naszą wojenną przeszłość. Wolimy patrzeć na te złe rzeczy i później narzekać, zamiast stanąć z podniesionym czołem i powiedzieć: "tak, dostaliśmy po dupie, ale popatrz ilu mamy noblistów, ilu wynalazców, ile polskich nazwisk jest znanych na całym świecie". To powinno być naszą dumą, a nie wojna. Wystarczy popatrzeć na polskie kino. Ciągle wałkowany jest ten sam temat, czyli wojna. I kiedy inne kraje robią filmy o wielkich ludziach, my siedzimy i płaczemy, jak to skrzywdzeni zostaliśmy przez zły świat. Czekam, aż ktoś w końcu zdecyduje się przedstawić światu sylwetkę Curie-Skłodowskiej, Wajdy, Sienkiewicza, żeby raz na zawsze zerwać z łatką zapatrzonych w przeszłość Polaków.
Bo wojna zniszczyła wszystko, pomyśl o tym ilu mielibyśmy Noblistów gdyby nie wojna, ile osiągnięć naukowych, militarnych, gospodarczych i kulturalnych. Nie ma już wielkich ludzi, wszyscy zginęli w wyniku działań naszych wrogów, Katyń, Auschwitz, Syberia, nawet nasi "sojusznicy" nas sprzedali i zdradzili i ci co ocaleli dogorywali na obczyźnie bez grama szacunku. Polacy wyzwolili Holandię i Belgię, uratowali Anglików, swoją bohaterską walką walczyli na wszystkich frontach. Jesteśmy teraz biednym zachowanym narodem bez dawnej chwały, kiedyś to my stawialiśmy czoło Moskwie czy osmanom, a teraz jest nas niewielu, Polskość ginie. Mam szczerą nadzieję, że bandyci z zachodu zapłacą za to co nam zrobili, wtedy kiedy ich miasta zapłoną, wszędzie będą zamachy i wojna domowa z islamem. Wtedy Polska im powie, że nie ma zamiaru im pomagać, bo to nie nasz interes.
Nie możemy zapominać o wojnie, bo to ona ukształtowała nasze czasy. Jednak im dłużej będziemy patrzeć i żyć tym co się wydarzyło to nie pójdziemy do przodu. Musimy zacząć przeć do przodu mając oczywiście w pamięci okropieństwa wojny. Bądźmy dumni, że jako naród po takiej tragedii się podnieśliśmy i że nie ma rzeczy niemożliwych dla nas.
Właśnie o tym mówię. Przykład: bitwa o Anglię. Chwalebny czyn i prawdziwy powód do dumy, nie przeczę. Każdy człowiek powinien wiedzieć jaki Polacy mieli udział w tym "przedsięwzięciu", ale my uczepiliśmy się tego jak rzep psiego ogona. Na każdym kroku musimy podkreślać, że gdyby nie my, to Anglii by nie było. Po co? Bądźmy z tego dumni, ale nie popadajmy w nadmierny samozachwyt. Twój komentarz idealnie to pokazuje. Żyjesz wojną, ciągle to podkreślasz, ale nie widzisz tego, że Polska to nie tylko wojna. Z twoich komentarzy wnioskuję, że uważasz, że każdy człowiek na świecie powinien kojarzyć Polskę z walecznością i współczuć wielkiej krzywdy jaka spotkała nasz kraj. Poniekąd masz rację, ale co z innymi okresami? Co ze światowej klasy muzyką, co z wybitnymi filmowcami, naukowcami, itp. Oni się nie liczą, tylko wojna jest ważna?
Tylko niestety, często te zasługi są Polakom odbierane. Ile razy już słyszałam w zagranicznych mediach o "Francuskiej noblistce Marii Curie". Kiedy raz pod podobnym filmem został podjęty wątek, że ona była Polką,osoba mówiąca została zwyzywana od.... Nazistow. (To było kilka miesięcy temu więc chyba nie znajdę już tego filmu)
Dlatego właśnie powinniśmy światu pokazywać wybitnych Polaków, a nie w kółko wałkować ten sam temat. Zróbmy film biograficzny o Skłodowskiej, ale takie z prawdziwego zdarzenia. Nakręćmy film o Chopinie, ale taki na miarę największych zagranicznych hitów.
Wrócę jeszcze na chwilę do mojego poprzedniego komentarza skierowanego do mrocznego psychopaty. Kolejny przykład, jak bardzo Polacy są zapatrzeni w wojnę: powstał film o Churchillu. Pierwsze zdanie opisu filmu zaczyna się od "during the early days of World War II" i na jakimś polskim forum pojawiło się stwierdzenie, że Brytyjczycy za rozpoczęcie wojny uważają inwazję na Francję, czyli rok 1940, od którego zaczyna się fabuła. Hańba, no bo każdy powinien wiedzieć, że wojna zaczęła się od inwazji na Polskę rok wcześniej. Nikt nie zauważył, że określenie "early days", przetłumaczone na "pierwsze dni" wcale nie określa samego początku wojny. Przecież 1940 rok to nadal "wczesne dni wojny", ale my, Polacy, wolimy się obrażać, bo w opisie filmu o Churchillu nie ma nawet wzmianki o inwazji na Polskę.
Wiem, że to mega niepolskie, ale akurat Francuzi mają prawo prztznawać się do Skłodowskiej tak samo jak Polacy, bo gdyby nie Francja, to Maria gówno by wynalazła (wtedy kobiety na ziemiach polskich nie mogły studiować).
Chodziło mi raczej o to, że za uprzejme zwrócenie uwagi (było to raczej w formie ciekawostki i autor filmu tak to odebrał, grzecznie podziękował) autorka została zwyzywana od nazistek
Wydaje mi sie, ze masz zbyt utopijna wizje, jesli chodzi o ten temat. Patrze na polskie kino i od jakiegos czasu widze glownie botoksy czy inne listy do M, kiedy te kilka filmow o wojnie wcale nie wyszlo nam tak tragicznie. Samo skupienie sie na biografiach tez niekoniecznie oznacza parcie do przodu. O Marii Sklodowskiej powstal juz film, grala w nim glowna role Karolina Gruszka. Problem tkwi gdzie indziej. Nie mozna zaprzeczyc, ze widmo wojny, a nastepnie prl-u nadal gdzies sie tam za nami ciagnie. To nie tyle zycie przeszloscia, a raczej dostrzezenie, ze rzeczywiscie ciezko zbudowac sukces i przywrocic lata swietnosci w zrujnowanym kraju. Jasne, dzialamy jak mozemy, ale na forum miedzynarodowym nadal jestesmy czesto nizej w skali. Bo na rozwoj potrzebne sa rowniez fundusze (m.in. ich brak to efekt wojny), pozniej prezna gospodarka i silne ramie polityczne troszczace sie o obywatela, a my tego nie mamy. Dlatego wielu rodakow rozwija swoje talenty za granica i owszem, wszedzie przewijaja sie polskie nazwiska, tylko szkoda, ze zazwyczaj pod nazwa obcej firmy/marki. Chcesz filmow na poziomie Hollywood (piszesz "zrobmy je na miare najwiekszych zagranicznych hitow") z zerowym budzetem? Sprobuj, wyucz sie i rowijaj bez srodkow. To nie tak dziala. I proces odbudowy/rozwoju jeszcze dlugo potrwa. A w miedzyczasie nie widze nic zlego w filmach wojennych czy przypominaniu co sie wtedy wydarzylo. I nie mam na mysli zatracaniu sie w tym (bo to najczesciej robia narodowcy, jakby sami tam byli, a do wiedzy nawet nie daza), ale przede wszystkim uswiadamianiu mlodego pokolenia. Bo jak tak sb popatrzysz 90% wybierze sie do kina na botoks niz na film o tematyce wojennej
Polacy chcieliby się chwalić, ale wszystko, co za granicą jest uznane i lubiane u nas spotyka się z obsmarowaniem i nienawiścią - patrz postać Lecha Wałęsy czy film "Ida".
@niebieskieokulary zgadzam sie ze byla Polka niemniej nigdy nie miala polskiego obywatelstwa, urodzila sie bodajze na terenach dzisiejszej Litwy. a propos jakos nam nie przeszkadza Adam Mickiewicz z Litwo Ojczyzno Moja!
Jeśli mówimy o drugiej wojnie światowej zwykle używamy określenia "naziści" zamiast "niemcy", dlatego, że normalnym jest celność wypowiedzi. Trochę tak, jakbyśmy mówili, że "mężczyźni w trakcie wojny wymordowali ileś tam osób" - nie bedzie to kłamstwo, ale można i wypada powiedzieć dokładniej. Natomiast w "Wiadomościach", na pasku widziałem tekst "Niemcy palili i rabowali".
A dziwisz się? Sama tak gadasz, że wymieniasz tylko zalety. Ona też przesadza ale ty wcale nie lepsza. Rzucasz liczbami, a tak naprawdę jedyne co nam zostało z tej walki i poświęcenie to mówienie jacy my pokrzywdzeni. Bo już o tym że połowa wyklętych to bandyci, Polacy też mordowali Żydów(nie twierdzę, że na tą skalę co naziści, ale fakt to fakt) to nie łaska wspomnieć, nieeee, lepiej mówić jacy to my biedni bo nas niemce łokradły.
No dobra, ale naziści byli Niemcami, więc dziewczyna nie powiedziała nic złego. Mówienie „Niemcy zabijali” to, jak powiedzenie, że CAŁY naró był taki. A nie był. Poza tym też uważam, że Polacy żyją za bardzo historyczną chwałą, ich jedynym argumentem przemawiającym za naszą zajebistością są fakty wojenne. Nie jakieś odkrycia naukowe, nie kultura, tylko walka z wrogiem. Żyjemy przeszłością, chwałą wypracowaną przez przodków, która nas nie dotyczy (mam na myśli, że nasze pokolenie nic nie zrobiło, a roszczy sobie prawa do mówienia, że są tak samo waleczni, jak przodkowie), masturbują się do wyimaginowanej przez nich istotności Polski na scenie międzynarodowej. Potem się mnożą tacy kretyni, którzy mówią o potędze państwa Polskiego i uważają siebie za następców, którzy będą walczyć z (tu wstaw jakąkolwiek „nie-polską” nację). A filmik też mi się nie podoba.
To się nijak nie ma ani do demokracji, ani do współczesnych Niemców jako ogółu. Sama też ją ironicznie opisujesz i wydaje mi się, że to ty jesteś mniej tolerancyjna.
Nie masz prawa oceniać całego narodu na podstawie tej jednej osoby. To zupełnie tak samo, jakby ktoś powiedział Ci, że jesteś złodziejką, bo jesteś Polką.
A czy autorka oceniła cały naród? Czy oceniła w ogóle tą dziewczynę? Moim zdaniem opisała tylko sytuację i swoją niechęć do tej akurat Niemki po danej sytuacji :)
A kiedyś u mnie w Sosnowcu na uniwersytecie była Niemka z wymiany i mówiła że oni mają taki swój Sosnowiec-Dusseldorf i że bardzo sie tu podoba i zapłaciła mi reparacje
Sosnowiec jest tylko jeden
Dusseldorf Sosnowcem XDDD