#1dmyb

Cześć, to znów ja, pracownik domu dziecka.
Całkiem niedawno pisałam o wychowance z zespołem Downa. Pisałam też, że ludzie myślą, że dzieciaczki z zespołem Downa to słodkie, niewinne Muminki, parafrazując Kaję Godek.

Pisałam też, że owa wychowanka wykręciła mi rękę i takie tam. No to Moi drodzy, to był pikuś.

Pisząc to wyznanie leżę w łóżku, z wieloma obrażeniami, siniaki przestałam liczyć, żebra mam pogruchotane.

A dlaczego?

Otóż Moi drodzy, przenieśmy się myślami do niedzieli. Mój niewinny Muminek, uroczy aniołek, który kocha mocniej i bardziej, miał w zwyczaju słuchać Cypisa, Kubika i takich tam. Wielokrotnie nasz Muminek był proszony o skasowanie utworów ze swojego tableta, niestety Muminek wtedy robił się złośliwy i smutny. Aż pewnego dnia, ciocia się wkurzyła, i sama usunęła piosenki z tableta. Muminek w tym momencie posmutniał, poszedł do swojego pokoju rozpaczać w samotności.
Dodajmy tylko, że Muminek jest większy ode mnie, i waży 20 kg więcej niż ja.

No więc dalej. Muminek już tego wieczoru zaczął mnie zaczepiać. Niby przychodził się przytulić, a niby ścisnąć mnie z całej siły. Niby przychodził podać mi rękę na przeprosiny, a jednak miażdżył mi palce. Ten biedny, niewinny Muminek zrzucił też mój telefon ze stołu, bardzo z siebie zadowolony.

Gdy wychodziłam z pracy, nasze biedne jagniątko, które ma inną buzię, powiedziało "ciesz się, że nic więcej ci nie zrobiłam" oraz "chcę żebyś umarła, zdechła". Wróciłam sobie do domu, trochę bolała mnie ręka, bo znów została mi wykręcona, ale przecież to tylko Down, czego ja oczekuje?

W poniedziałek przyszłam do pracy na noc, a nasz skrzywdzony przez los i ludzi Muminek już na mnie czekał. Mój Muminuś zaczął planować co zrobi, o czym chętnie opowiadał dzieciom. Mój Muminek mówił, że skasuje ciocię, a w nocy udusi poduszką. Zaczęło się niewinnie. Ściskanie rąk, ciągnięcie za włosy, kopanie. Wszystko oczywiście okupione "nie życzę sobie, odejdź ode mnie, wyjdź stąd". Niegroźne. W końcu to Muminek. Potem doszło do rękoczynów. Oczywiście jedyne co mogę zrobić, to się bronić, ale niezbyt aktywnie, żeby przypadkiem Muminka nie uszkodzić! Zostałam oblana domestosem, opluta, skopana, byłam podduszana, zrzucona ze schodów.

Po około godzinie takiej niewinnej zabawy, telefonach do dyrekcji, polecone mi zostało wezwać karetkę, żeby mojego biednego Muminka uspokoić.
Jak mój słodki Muminek zobaczył, że dzwonię na 112, wpadł w szał. Zaczął toczyć pianę z ust, oraz wziął do ręki nożyczki. Takie duże, metalowe, krawieckie. Trzymając je w swojej niewinnej rączce, mój aniołek z wielkim uśmiechem na twarzy zaczął iść z nimi w moja stronę. Wpadłam w panikę. Zaczęłam krzyczeć. A mój Muminek kroczek za kroczkiem, zbliżał się do mnie. I nie zbliżał się, aby mnie poturbować. Zbliżał się w konkretnym celu. Zabójstwa.
ewkao Odpowiedz

Nie rozumiem jak w otoczeniu osób uposledzonych, moga znajdowac sie nozyce krawieckie i srodki typu domestos.Mam nadzieje,ze to wyznanie nie jest prawdziwe.

ohlala

No jak, przecież te Muminki są niewinne i grzeczne, i kochane. Czego tu się bać? ;)

AjHejdDisGejm

Lepszy dezodorant i zapalniczka obok

Mouse23

Chodziłam do podstawówki i gimnazjum z chłopakiem z zespołem Downa, nie był to jednak ten najłagodniejszy przypadek, chłopaka nie mówił i często spontanicznie reagował. Mimo to potrafiłam się z nim dogadać i uspokoić jako jedna z niewielu. Mimo, że miałam do czynienia z chłopakiem chorym i nic mi nigdy nie zrobił to za każdym razem czuje niepokój jak inna osoba z zespołem downa jest blisko mnie, z tego co wiem jak wiekszosc ludzi. Tym bardziej nie mogłam zrozumieć jak kiedyś kobieta zbierająca na WOŚP weszła do sklepiku w którym pracowałam właśnie z takim chłopakiem, po czym dała mi serduszko i kazała chłopakowi mnie przytulić. Sparaliżowało mnie, z jednej strony przez siłę chłopaka a z drugiej z szoku. Ludzie mają jakis wlasny obraz osób chorych i na siłę wciskają innym, żeby te muminki tak kochali, nie zważają nawet na czyjaś przestrzeń.

HellBlazer

Nie jest. Autor to chory debil

Dahun2

Pisałam niżej ale myślę że warto powtórzyć.
Swego czasu byłam w szpitalu psychiatrycznym. Ludzie chorowali ma różne choroby i teoretycznie nie powinno być przy takich osobach przedmiotów które mogą zostać wykorzystane do krzywdzenia.
Bez problemu można było ukraść nożyczki z sali plastycznej, czy wykorzystać inne przedmioty wokół.

Nożyce były w gabinecie wychowawców, a nie ogólnodostępne leżące w pokoju dzieciaków ;)

HellBlazer Odpowiedz

Nie czytajcie tego. To kłamstwo. Czemu?
Nie chodzi o beztroski styl pisania czy mnóstwo niepotrzebnych odniesień, przez które można odnieść wrażenie, że autor się uśmiecha pisząc to. Nie, nie, nie...
Domy dziecka jak większość tego typu instytucji delikatnie mówiąc nie pie#d@li się z ludźmi sprawiającymi zagrożenie i odsyła ich tam, gdzie tego zagrożenia nie nie mogą sprawić.
To wyznanie to żart, a sam autor pisząc te bzdety zapomina, że nie jest jedyną osobą w placówce poza tym "muminkiem". Nikt nie zaryzykuje więzieniem tylko dlatego, że nie wysyłał chorego do bardziej odpowiedniej placówki, a w Domu Dziecka są jeszcze... dzieci. Często mniejsze, młodsze i z reguły słabsze.
Tak więc autor to chory psychicznie debil nie mający pojęcia o tym co pisze, a za to nienawidzący osób z zespołem Downa.
Lecz się śmieciu.

jankostanko334 Odpowiedz

Czyli wychodzi na to, że Ty i Twoi wspólpracownicy nie macie wystarczających kompetencji, żeby zajmować się dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie.

rybaczki

Właśnie zastanawia mnie to... Moim zdaniem odpowiednie kwalifikacje opiekunów, pomoc psychologiczna, może też seksuologa to podstawa funkcjonowania takiego ośrodka. Tym dzieciom trzeba pomóc zrozumieć ich emocje, a nie doprowadzać do takich sytuacji jak w wyznaniu.

PoraNaPiwo

Jankostanko, kompetencje to może i mają, ale jest jeszcze system, który jest mocno kulawy. I zanim przepchnie się całą papierologie, dotyczącą jakiegoś przypadku, może dojść do podobnych sytuacji.

rybaczki

Przede wszystkim przeszkolenie psychologiczne, żeby w porę zauważyć np złość takiego dziecka i umieć temu zaradzić w sposób pokojowy. Jak również wiedzę, że takie dzieci trzeba traktować jak 2-latki pod kątem niebezpiecznych przedmiotów - czyli żeby nie miały do nich dostępu. Może podstawy samoobrony, żeby w razie ataku na pięści umieli obezwładnić dziecko.
Bez urazy, ale autorka widząc co się dzieje (wcześniejsze sygnały jak szczypanie zostały olane, a wiedziała że jest na nią złe to dziecko) nie porozmawiała z tym dzieckiem, nie poprosiła o pomoc psychologa (jeśli taki byłby w placówce) tylko olewała dalej mówiąc "nie życzę sobie". A jeśliby taka sytuacja miała miejsce pomiędzy dziećmi a nie na linii opiekun - dziecko?
Także przede wszystkim kwalifikacje, jak radzić sobie z impulsywnym, dużo większym "przeciwnikiem".

bylylektor

Ale to Dom Dziecka a nie Szpital Psychiatryczny gdzie ten osobnik powinien być umieszczony. @rybaczki piszesz głupoty: przeszkolenie z podstaw samoobrony???, psycholog w porze nocnej???, specjalistyczne szkolenia psychologiczne??? W "bidulach" pracują osoby z przeszkoleniem pedagogicznym i takie zazwyczaj wystarcza. Powinny być raczej specjalistyczne Domy Dziecka dla takich "dzieci"'.

rybaczki

Napisałam jak wg mnie powinny być prowadzone ośrodki dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie. Jak jest, każdy widzi. I takim dzieciom i ich opiekunom dzieje się wtedy krzywda.

VirderBoddoxx Odpowiedz

Znajomi mają córkę z zespołem Downa. W pewnym momencie, gdy miała lat kilkanaście, stała się nie do zniesienia. Poszli z tym do lekarza, opisali dokładnie problem. Polecił kupić jej wibrator i pokazać, jak z tego korzystać. Podziałało, uspokoiła się.

KlaraBarbara

Jestem bardzo rozdarta, proszę, czy to prawda czy sobie jaja robisz z tego jak dawniej było?

Soczewica

Wątpię żeby to były jaja. Osoby z zespołem Downa mają duże potrzeby seksualne a z powodu ich nie zaspokojenia stają się nerwowe.

PoraNaPiwo

KlaraBarbara, część osób upośledzonych, nie tylko z zespołem downa, ma spore potrzeby seksualne, nad którymi nie panuje. I wibrator to bardzo dobry pomysł, zwłaszcza, że przez upośledzenie nie każdy potrafi to kontrolować. Koleżanka pracuje w ośrodku dla upośledzonych i tam im mówią normalnie o masturbacji, o robieniu tego w odosobnienu itd. Chociaż nie zawsze działa, bo dwójka jej dorosłych podopiecznych odwaliła numerek przy pełnej hali sportowej😉 nie byli wtedy pod jej opieką.

JMoriartyy Odpowiedz

Dziwne to jakieś. W poprzednim wyznaniu pisałaś o tym jak to niby bardzo kochasz te dzieci, a w tym leci sam hejt. Chyba trochę zbyt desperacko próbujesz wywołać gównoburzę. Każdy wie, że ten temat to gwarancja sukcesu.

Ekoniks

Albo historia jest autentyczna, a po takich akcjach autorka je znienawidziła.

bylylektor

Skoro jeszcze jest obolała i ma traumę, możliwe że zmieniła podejście do "Muminków". Taka zmiana wskazuje, że opis zdarzeń może być prawdziwy.

Florencja Odpowiedz

Moja przyjaciółka pracuje w DPSie dla osób z różnymi niesprawnościami intelektualnymi. Tam podają podopiecznym zastrzyki hormonalne hamujące owulację i wyciszające popęd seksualny. I tak, jest to niezgodne z polskim prawem. Ale często nie da się inaczej, bo takie osoby stają się nieobliczalne.

Hypnosis Odpowiedz

Uwielbiam gdy ludzie wymyślają tutaj historyjki a każdy to łapie jak pelikan. Polska to dosyć zacofany kraj ale nie aż tak...na zmianę nocną jest zawsze więcej niż jedna osoba a po drugie dyżur pełni osoba z wykształceniem medycznym (zależy jakie finanse ma ośrodek ale z reguły jest to lekarz a czasem pielęgniarka) i taka osoba ma dostęp do środków uspakajających. Kolejna sprawa to takie osoby które opisujesz są na oddziale psychiatrycznym i nie mają wolnego dostępu do każdego.

PoraNaPiwo

Przecież osoby "tylko" z zespołem downa są w normalnych domach dziecka.

Florencja

PoraNaPiwo nie, nie są. Są specjalne ośrodki dla takich dzieci i dorosłych.

PoraNaPiwo

Florencja, jak najbardziej są. Jeśli upośledzenie jest lekkie, a dzieciak prawie samodzielny, to często są w normalnych domach. Takich specjalistycznych ośrodków też nie ma za wiele.

No to bardzo mi przykro, ale niestety - na nocnym dyżurze zmiany mamy pojedyncze, nie ma żadnej pielęgniarki. Oczywiście, że miałam dostęp do leków uspokajacych (oh ta hydroksyzyna), ale jak wyobrażasz sobie podanie jej dziecku, które zwyczajnie - cię bije - i nie jesteś w stanie go opanować? Miałam strzelać z procy i liczyć że trafię w usta?

Whiteknight Odpowiedz

"Jak mój słodki Muminek zobaczył, że dzwonię na 112, wpadł w szał. Zaczął toczyć pianę z ust, oraz wziął do ręki nożyczki. Takie duże, metalowe, krawieckie. Trzymając je w swojej niewinnej rączce, mój aniołek z wielkim uśmiechem na twarzy zaczął iść z nimi w moja stronę. Wpadłam w panikę. Zaczęłam krzyczeć. A mój Muminek kroczek za kroczkiem, zbliżał się do mnie. I nie zbliżał się, aby mnie poturbować. Zbliżał się w konkretnym celu. Zabójstwa."

Zwykle nie bawię się w rozstrzyganie autentyczności wyznań, ale końcówka brzmi jak creepypasta. Ten aniołek w końcu się uśmiechał czy toczył z ust pianę? W szale czy kroczek za kroczkiem?

blackdannce Odpowiedz

to wyznanie nie jest prawdziwe

AjHejdDisGejm Odpowiedz

I przeżyłaś czy nie? Ach, te cliffhangery

Zobacz więcej komentarzy (19)
Dodaj anonimowe wyznanie