#1BRG9
Obowiązywało wówczas ograniczenie odnośnie do liczby osób w sali ślubów. Chcąc, aby wszyscy zaproszeni goście mogli w pełni uczestniczyć w uroczystości, poprosiłem kuzynkę, żeby będąc w lokalu, poprzez podłączony do TV laptop, połączyła się ze mną na zoomie i tak wyświetlała transmisję ślubu. Z „mojego końca” jeden z uczestników miał używać mojego telefonu (bo sam „nie umiał” lub nie chciał).
Próbowałem się połączyć z kuzynką na 10 minut przed ceremonią, ale ona się nie łączy, a próbę połączenia odrzuca albo nie odbiera. Tak samo inni domownicy. Trudno, nie przygotowałem back-upu, bo myślałem, że mam do czynienia z odpowiedzialną, dorosłą osobą, ale się przeliczyłem. Postanowiłem to nagrać, żeby chociaż ludzie na sali mogli sobie później obejrzeć i na własne oczy zobaczyć, że taki ślub faktycznie miał miejsce. Włączyłem nagrywanie, gdy tylko kierownik USC wkroczyła na salę i oddałem telefon dosłownie minutę po czasie.
Ceremonia sobie trwa w najlepsze, od rozpoczęcia minęło już kilka minut, nagle odzywa się MÓJ telefon! (wiem, moja wina, nie wyłączyłem dźwięku. Tryb samolotowy nie wchodził w grę, bo miała być transmisja, ale już lepszy dźwięk wibracji niż dzwonka). Połączenie odrzucone, ale nagrywanie już i tak było zakłócone. No nic, nagrywa się dalej, ale nie może być tak dobrze, bo kolejna próba połączenia, kolejna i kolejna. Później zaczęły się SMS-y...
Przy ustalaniu szczegółów moja żonka nie chciała, żeby ślub był nagrywany, ale w rezultacie nikt, poza salą, całego ślubu nie zobaczył.
Później kuzynka się tłumaczyła, że przecież miała być transmisja, a pokój (czy jak to się na zoomie nazywa) zamknięty, to dzwoniła, ale ja nie odbierałem, więc dzwoniła znowu. Ciekawe, kur*a, dlaczego nie odbierałem? Może dlatego, że właśnie brałem ślub i akurat nie mogłem rozmawiać, ale mogę się mylić.
Podczas przyjęcia partner kuzynki zakłopotany zaproponował, że nam poskleja nagrania. Miło, że chociaż on zauważył jakiś problem z zachowaniem mojej kuzyneczki. Niestety, po przejrzeniu nagrań od gości i tego, co udało się nagrać, okazało się, że nie było nawet z czego wybierać: jakieś urywki, zdania przerwane w połowie, a do tego jedni kręcili pionowo, a inni poziomo....
Chociaż zdjęcia wyszły.
I tak dzięki kuzynce byłem wkur**ony podczas własnego ślubu i części wesela. Niby dorosła 20-paroletnia kobieta, a za grosz odpowiedzialności.
To było lata temu, ale jeszcze mi do końca nie przeszło. Niech tylko mnie zaprosi na swój ślub. Ktoś wie, ile max budzików można ustawić na telefonie?
Wydajesz się okropna osobą. Kuzynka chciała tobie zrobić przysługę, zamiast zamówić profesjonalny film tak, żeby później każdy mógł obejrzeć ślub, to kombinowanie, a potem wielkie oburzenie, że nie wyszło. I jeszcze ta wieloletnia gorycz i chęć zemsty przez taką głupotę (i to własną).
Pandemia, ścisłe ograniczenia co do ilości osób, a on miał poświęcać jedno miejsce na kamerzystę? Może zamiast jednego ze świadków, w sumie po co dwóch?
A dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Nie wiadomo co kuzynka chciała, wiadomo co zrobiła. Najpierw nie odbierała, mimo że była umówiona, a potem z kolei w kółko dzwoniła, mimo że z całą pewnością wiedziała, o której jest ślub.
Polecam odnowienie przysięgi małżeńskiej, fajna sprawa. Zero presji, zapraszasz kogo chcesz, reszta rodziny nie musi o tym wiedzieć, tylko najbliższe osoby. Można zrobić w plenerze, poprosić przyjaciela by poprowadził ceremonię (lub kogoś zatrudnić). Zatrudnić fotografa, na to akurat warto wydać trochę pieniędzy, szczególnie jak macie żal o brak pamiątek. Jak się zmieścicie w swoje oryginalne stroje to dodatkowy bonus!
100 z tego co kojarzę