#13Cvb

Może nie jest to do końca wyznanie jakie lubicie, ale bardzo chciałabym się anonimowo podzielić swoimi przemyśleniami dotyczącymi akcji charytatywnych. Jestem matką pacjenta hematologii i wolontariuszką w szpitalu i jako że zbliża się okres akcji charytatywnych, chciałabym Wam opisać na kilku przykładach, jak to wygląda oddział w grudniu.

Telewizja, błysk fleszy, gazety. Piłkarze przynoszą pluszaki, szkoły wysyłają delegacje itp. W grudniu przez oddziały przewija się naprawdę mnóstwo osób chcących pomóc, większość z nich niestety nie potrafi zachować ciszy, szacunku, może jedna na dziesięć osób pyta, czy może zrobić sobie zdjęcie z biednym, łysym, podpiętym do czterech rurek dzieckiem. Kiedy słyszą odmowę część rozumie, część jest oburzona, bo przecież jest moda na #charity. To naprawdę widać, że większość z tych akcji jest organizowana dla własnego wizerunku, osobistej chęci zrobienia czegoś dobrego, jednak nie do końca przemyślanego. W ciągu jednego pobytu w szpitalu pięć razy wywalałam z sali grupy ludzi, którzy nawet bez pukania wpadali do nas z kamerami, gitarami i kolędami śpiewanymi zdecydowanie za głośno jak dla dziecka śpiącego po chemioterapii.

Nieprzemyślane prezenty i ich nadmiar (serio) to kolejne utrapienie. Co mamy zrobić z dziesiątą maskotką w tym tygodniu, co ślepe dziecko ma zrobić z kredkami, po co niemowlęciu puzzle. Madki oczywiście zawsze znajdą sposób "o, to damy Kasi, to kuzynce Basi, a to zostawimy dla Brajanka i już nie musimy kupować dzieciakom z rodziny prezentów".

Po skończonej akcji charytatywnej oczywiście można znaleźć zdjęcia swojego dziecka umieszczone bez niczyjej zgody na różnych stronach. Uwierzcie, że niektórzy rodzice nie chcą, aby ich dziecko było pokazywane w takim a nie innym stanie. Ale nikt o zdanie nie pyta. Kiedyś nie pozwoliłam ekipie telewizyjnej wejść na salę, to nas filmowali przez zamknięte przeszklone drzwi.

Oczywiście doceniam to, że ludzie chcą przychodzić i chcą pomagać. Fajnie byłoby natomiast, gdyby zamiast kolejnego pluszaka syn dostał wypis. Zamiast worka zabawek chcielibyśmy, aby te pieniądze zasiliły konto fundacji współpracującej ze szpitalem, aby zamiast kolejnej kolorowanki lub breloczka od drużyny siatkarskiej ktoś się z synem pobawił, abym ja mogła iść coś zjeść i napić się kawy. Fajnie by było, gdyby zamiast puzzli ktoś wywołał uśmiech na twarzy dzieci organizując teatrzyk lub spędzając z nimi czas, robiąc ozdoby, które to dziecko może wziąć do domu.
Bo takie wizyty ze szlachetnie zebranymi pluszakami trwają zazwyczaj 30 sekund, w hałasie i w towarzystwie błysków lampy aparatu, a potem znów zostajemy sami.

Obecnie moje dziecko ma siedem lat i od 7 lat co roku obserwuję ten sam grudniowy szpitalny cyrk. To co robią wolontariusze jest dobre, lecz byłoby to znacznie lepsze, gdyby zostało przemyślane nie tylko pod kątem lajków.
Collina Odpowiedz

Myślę, że swoje spostrzeżenia powinnaś przedstawić osobom zajmującym się tymi akcjami, bo widać, że logistyka kuleje. Pomaganie jest dobrowolne, to jakimi pobudkami kierują się darczyńcy i co ofiarują, to już ich osobista sprawa. Jeśli organizatorzy postawiliby konkretne wytyczne, to inni na pewno by się dostosowali. Życzę dużo zdrowia Twojemu dziecku!

przekazpodprogowy

wergil i tu się grubo mylisz. Nieprzemyślana pomoc może bardzo zaszkodzić. Owszem, średnio istotne jest, czy ktoś to robi dla dobrego samopoczucia czy lajków, ale niech to robi z głową, a niestety pomoc "dla lajków" wygląda jak wyżej opisana.
Jak to mówią: dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Kokisz Odpowiedz

Jak najbardziej się z Tobą zgadzam autorko. Pracuje w organizacji charytatywnej poza granicami naszego kraju i muszę powiedzieć, że z wolontariuszami jest czasem bardzo ciężko współpracować. Jako bardzo duża organizacja pomagająca ludziom często bardzo niepełnosprawnym, musimy liczyć się z wieloma aspektami prawnymi kiedy jakąkolwiek pomoc chcemy zaoferować. Mamy wiele obowiązkowych treningów oraz etapów przez które taki wolontariusz musi przejść aby mógł z naszymi podopiecznymi spędzać czas. Wszystko oczywiście jest przekazane na wstępnej rozmowie. Niestety 90% z nich chce pomagac na własnych zasadach, co niestety rodzi wiele zamętu nie wspominając o karach pieniężnych na jakie organizacja jest narażona przez nie przestrzeganie zasad. Ja rozumiem, że ludzie chcą pomagać ale trochę pokory i zrozumienia dla doświadczonych ludzi którzy pracują lata dla takiej organizacji nie zaszkodzi. Zgadzam się również z tym , że w wielu przypadkach to nie chodzi i oferowanie pomocy innym tylko o własne interesy. Pozdrawiam.

kitsunemi Odpowiedz

"Madki oczywiście zawsze znajdą sposób "o, to damy Kasi, to kuzynce Basi, a to zostawimy dla Brajanka i już nie musimy kupować dzieciakom z rodziny prezentów"."

Ale właściwie czemu madki?

ZawirowanaAurelie Odpowiedz

Zainspirowałaś mnie. Działam w wolontariacie i w grudniu postaram się z Centrum Wolontariatu żebym mogła tak chodzić po szpitalach i pomagać dzieciom, spędzać z nimi czas. Naprawdę ci dziękuję za to wyznanie, bo teraz wiem jak pomagać <3 Zdrowia dla synka!

karira93 Odpowiedz

Od dwóch lat zastanawiam się nad tym, czy nie znaleźć kilku/kilkunastu osób i na przykład raz w tygodniu czy co ile będzie się dało, iść na oddział onkologii dla dzieci, żeby się z nimi pobawić, w czymś pomóc - tak po prostu, dać trochę ciepła. Tylko moje próby pytania wśród znajomych zawsze kończą sie tym, ze nikt nigdy nie ma czasu...

Piknajakkwiatrozy

@karira93 jeśli jesteś z Warszawy albo okolic to ja bardzo chętnie. Mogę dać nr gg. :))

Baaba Odpowiedz

Miałam dokładnie takie same odczucia przebywając na tym oddziale z córką. Odniosłam wrażenie, że większość tych wolontariuszy przychodzi po to, żeby dobić sobie extra punkty do świadectwa. Bywały też i fajne osoby, które już po przekroczeniu progu oddziału wywoływały uśmiech na małych buziach i przychodziły regularnie od nawet kilku lat. Zamiast przyjść i zapytać czego potrzeba zasypuje się dzieci tonami bezużytecznych gadżetów, kupuje się na oddziały zabawki, ktore i tak stoją zamknięte w magazynku. Ale dobry uczynek zaliczony. A dzieci znacznie bardziej cieszą się z robienia ozdób, pieczenia ciastek i rysowania kartek.

Karina1210 Odpowiedz

Czy do takiego szpitala można przyjść ot tak? Czy masz kogoś, znasz kogos z Bielska-Białej kto chciałby by z jego dzieckiem sie pobawić?

Baaba

Niestety nie, żeby móc wejść na taki oddział trzeba odbyć odpowiednie przeszlolenie dla wolontariuszy. Wystarczy zgłosić się do miejscowej fundacji, ktora z oddziałem współpracuje. Na onkologii obowiązują pewne procedury, ktore trzeba poznać i się do nich stosowac

OnaJePierogi Odpowiedz

Dużo zdrowia dla całej Twojej rodziny, przesyłam mnóstwo pozytywnych myśli! A co do postu, to troszkę inna sytuacja, ale kiedyś próbowałam wyjaśnić osobie zajmującej się zbieraniem zabawek do domu dziecka, że już bardziej przydałyby się może pomoce, przybory szkolne, chemia, jakieś kosmetyki dla nastolatków, niż kolejne pluszaki...Na święta znów dostały cały wór maskotek (często używanych, w złym stanie), z którego sztucznie się cieszyły starsze dzieci (bo tak wypada), a który totalnie nie interesował maluchów, które pluszaków mają w nadmiarze. Niestety usłyszałam, że powinny być wdzięczne a nie roszczeniowe...Na szczęście są też akcje gdzie ta pomoc jest mądra. Tacy wolontariusze działający cały rok, a nie "od święta" (wiem, że tacy też są potrzebni i chwała im za chęci) lepiej wiedzą co gdzie jest potrzebne i potrafią wtedy zorganizować coś, co rzeczywiście się przyda.

Selevan1 Odpowiedz

Najbardziej mi się podoba prośba, aby się pozajmowali trochę z dzieckiem, bo ty się chcesz trochę poopierdalac w pracy xD

AzucarMoreno Odpowiedz

Chciałabyś żyć w idealnym świecie, w którym wszyscy robią to co chcesz/powinni/wybierz dowolne słowo. Ktoś może mieć niepotrzebne pluszaki, ale nie mieć tyle pieniędzy żeby rozdawać. Wydaje mi się, że za bardzo się skupiasz na tym co ty uważasz za słuszne.

Lunathiel

Nie wydaje mi się, żeby autorce o to chodziło. Wyznanie skupia się raczej na przesłaniu "jeśli chcecie nam pomóc, to proszę, zróbcie to z głową". Nigdzie w tym tekście nie doszukałam się fragmentu o tym, że ktoś robi coś "nie tak jak powinien/nie tak jak ona by chciała". Nie napisała też nigdzie, że pomoc finansowa miałaby być jakkolwiek "lepsza" niż podarowane w prezencie zabawki - po prostu wspomniała, że zabawek dostają w okresie świątecznym aż nadto. Zwraca uwagę na problemy słabej organizacji (czy też bardziej: zupełnego jej braku), męczących wizyt ludzi z kamerami i aparatami, chcących udokumentować swoje "pomaganie", ogólną nachalność odwiedzających w szpitalu, w którym miała okazję to zaobserwować. I ja ją popieram - bo brzmi to naprawdę słabo.
Czy teraz już jasne, czy trzeba sparafrazować ci wszystko jeszcze prościej?
P.S. Czytanie ze zrozumieniem było na początku podstawówki :')

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie