#0xfUh

W gimnazjum nie należałem do grona grzecznych chłopców. Może i hormony buzowały, dojrzewanie, uczyć się nie chciało... Taki wiek, że człowiek głupi, ale cóż, na samą myśl o tamtych czasach jest mi za siebie wstyd.

W 3 klasie gimbazy w okolicach października do naszej klasy dołączyła Kasia. Dziewczę, delikatnie mówiąc, nie grzeszyło urodą. Otyła, z lekko wykrzywioną buzią, trochę się jąkała. Krótko mówiąc, ja i koledzy śmialiśmy się z Kasi. Nadawaliśmy jej co chwila nowe ksywki, na przerwach gdy przechodziła obok nas musiała słuchać śmiechów na swój temat, wspólny WF, więc okazji by jej dokuczyć było co niemiara. Kasia o dziwo nie reagowała na nasze wybryki, po prostu udawała, że tego nie widzi i nie słyszy.

W naszej szkole były obowiązkowe dyżury dla uczniów, po dwie osoby, cały dzień. Siedziało się z wielkim zeszytem i tam wpisywało się osoby "obce", które wchodziły do szkoły – imię, nazwisko, o której przyszedł i poszedł itp.

Podczas mojego dyżuru do szkoły przyszła, jak się okazało po podaniu nazwiska, mama Kasi. Powiedziała, że szuka naszej wychowawczyni, bo była z nią umówiona. Zawołałem więc naszą wychowawczynię, była w pokoju nauczycielskim, ta wzięła dziennik i wyszła na korytarz, kilka metrów od nas były krzesła, usiadły i zaczęły rozmowę. Niby człowiek podsłuchiwać nie chciał, ale nie dało się nie słyszeć. Mama Kasi opowiadała o chorobie Kasi, że przez nią ma zdeformowaną twarz i stąd wada wymowy, że ma problemy z nadwagą od leków, które bierze, że Kasia wychowuje się bez ojca, bo z powodu jego alkoholizmu mama Kasi się z nim rozwiodła, że ciężko jej samej utrzymać dom, niby pracuje, ale też sama choruje i dużo idzie na leki. Słuchaliśmy tego z kolegą z przejęciem.
Później mama Kasi opowiadała o tym, czemu Kasia przeniosła się z wcześniejszego gimnazjum, otóż była gnębiona przez inne dzieci, które tak jak durny ja i moi koledzy się z niej śmiali. Potem usłyszeliśmy coś, po czym moje poczucie wstydu sięgnęło maksimum – mama Kasi powiedziała, że cieszy się, ze Kasia jest zadowolona z nowej klasy, tak wszystkich chwali, nikt się z niej nie śmieje, ma dużo znajomych.

Coś we mnie pękło. Dziewczyna, krótko mówiąc, od małego miała przesrane w domu, a jeszcze my dokładaliśmy swoje, mało tego, pewnie żeby nie smucić matki musiała udawać zadowoloną z nowej, kolejnej "wspaniałej klasy". Kolega, z którym miałem dyżur tego dnia tak jak ja zrozumiał, że z Kasi już śmiać się nie można... I tak oto nasze żarty na jej temat się skończyły, mało tego, broniliśmy jej, gdy ktoś jej dokuczał.
Wstyd mi, ale lepiej późno niż wcale.
Vito857 Odpowiedz

Bo oprawca nigdy się nie zastanawia, że ofiara cierpi. Fajnie, że zrozumieliście swój błąd i to dość szybko, bo niektórzy nawet po latach nie potrafią tego zrozumieć.

ohlala Odpowiedz

Jakie to przykre, że niektórzy muszą usłyszeć smutną historię, aby uznać, że ktoś zasługuje na normalne traktowanie.
I nie, wytłumaczeniem nie jest ani wiek, ani hormony.

Wrath Odpowiedz

A jakbyście tego nie usłyszeli, to dalej miałaby przesrane. Żałosne z was typy.

Hamlet

A z jaką dumą pisze o tym, że jej później bronili...

Hamlet Odpowiedz

No to doszliście do parszywych wniosków. "Z Kasi już śmiać się nie można", ale z innych droga wolna? Nie wolno gnębić nikogo. Nie dość, że okrutni, to jeszcze bez wyobraźni.

Dodaj anonimowe wyznanie