#0Uepk

Nie kocham swojego dziecka.

Ola była planowana. Bardzo planowana. Staraliśmy się o dziecko przez ponad 5 lat. Gdy zobaczyłam dwie kreski na teście, bardzo się ucieszyłam. I to by było na tyle z ciążowych radości. Sam pierwszy trymestr był całkiem w porządku, poza zmęczeniem. Kiedy na pierwszym usg zobaczyliśmy bijące już serduszko, mąż ścisnął mnie za rękę wzruszony, a ja się tylko uśmiechnęłam. Nie czułam nic, żadnego instynktu macierzyńskiego, żadnej radości, bardziej ciekawość. Wszyscy znajomi, nawet koleżanki w pracy gadały jedynie o mojej ciąży i dzieciach. Ja chciałam spotkać się na kawę, pogadać o tym, co słychać, poplotkować, a nie ciągle mielić o moim brzuchu. Przy drugim usg widzieliśmy już fikające w brzuchu dziecko, ruszające rączkami i nogami. Przyznaję, to było fascynujące i takie nierealne, jednak nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Kiedy po porodzie położyli mi dziecko na piersi stwierdziłam, że jest brzydkie jak noc. Całe opuchnięte, pomarszczone, czy to na pewno moje? :)…

Zaczęłam się trochę niepokoić, gdzie ten cholerny instynkt. Chyba powinnam już zacząć kochać to tak bardzo wyczekane dziecko, prawda? Tak się nie stało. Ani miesiąc później, ani dwa, ani pół roku później. Kiedy w końcu jako tak zaczęło bardziej reagować na bodźce, uśmiechać się do mnie, pomyślałam, że może jednak w końcu się polubimy. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie nienawidziłam mojego dziecka, z czasem je nawet polubiłam, ale nigdy go nie pokochałam jak np. swojego psa. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, bez spacerów rano, zabaw z piłeczką i domu bez jego zapachu. Natomiast jeśli chodzi o moja córkę, to zajmuje się nią, bo wiem, że trzeba ją nakarmić, przewinąć, pobawić się. Nie robię tego z niechęcią. Robię to, bo chcę, bo decydując się na dziecko wiedziałam, że tak będzie. Jednak nie czuję tej wielkiej miłości. Przytulam, bujam, rozmawiam, uśmiecham się do niej, ale jeśli miałabym wybrać czyje życie uratować, to z pewnością byłby to mój pies…

Rozmawiałam o tym z psychologiem. Nie widzi w tym nic złego, twierdzi, że miłość jeszcze przyjdzie, ale ja czuję się, że zawiodłam w byciu matką. Przekopałam wiele stron i wiem, że nie tylko ja nie pokochałam od razu swojego dziecka, jednak u mnie trwa to już ponad rok, a ja nadal tylko lubię swoją córkę. Nie żałuję decyzji o dziecku, ale boję się, że nigdy nie pokocham jej tak jak powinna kochać matka.
naszapasza Odpowiedz

Po urodzeniu tez mi sie wydawalo, ze nie kocham synka. Na poczatek zwalalam wine na depresje, potem sie obwinialam, ze nie mam instynktu bo nie kocham go wystarczajaco mocno. Tez wolalam spedzac czas ze swoimi psiakami. Lubilam sie nim opiekowac ale nie tak bardzo jak powinnam. Pewnego dnia mielismy z synkiem wypadek samochodowy. Nic groznego ale musial zostac na obserwacji w szpitalu. Ile godzin przeplakalam to nie zlicze. Siedzialam tam caly dzien i noc. Wtedy do mnie dotarlo, ze kocham go i od zawsze go kochalam.
Ty tez kocham swoja corke. Nie odbilo ci na jej punkcie, nie jestes jedna z tych matek co nie widza swiata poza dzieckiem ale widac, ze ja kochasz i nie masz sie czym martwic :)

Seven777 Odpowiedz

Uwielbiam zwierzęta. Ale mówienie wprost, że kocha się bardziej psa niż własne dziecko mnie po prostu rozwala. I że uratowałabyś psa zamiast dziecka, gdyby była taka konieczność... Ja pier.ole, to chore.

donuts

Ja latami odczuwam to że ojciec mnie nie kochał i nie kocha. Dziś mi się oberwało że złamałam nogę i to moja wina, i jestem brudasem bo nie sprzatnelam kosmetyczki, a chodzę o kulach i mam jedną sprawna noge. Zresztą całe zycie to odczuwałam. Brat dostał laptopa ja nic. Życzenia na urodziny? Zapomnijcie. Starałam sie, naprawdę ale dla niego jestem zerem. Niee da się tego ukryc, współczuję temu dziecku.

Fruktoza666

Nie,
Nie jest.
Zyjemy w swiecie gdzie takie tematy sa tabu. Nie czuje instynktu maciezynskiego i nie ma w tym nic zlego. Dziecko nie jest najwyzsza wartoscia w zyciu kobiety, wrecz przeciwnie. Im wiecej bedziemy o tym normalnie rozmawiac tym lepiej

TylkoRaz

Miłość nie jest czymś zależnym od naszych wyborów. Po prostu jest albo jej nie ma i tyle, co autorka powinna zrobić skoro jej mózg intensywniej reaguje na psa niż dziecko? Zabić się, obwiniać, nienawidzieć? Życie było by dużo łatwiejsze, gdybyśmy zawsze kochali tylko tych których powinniśmy, niestety tak to nie działa, kogo za to winić?

ohlala

@Hvafaen

Nie histeryzuj. Autorka myśli, że tak by zrobiła, a nikt nie wie, jak naprawdę by postąpiła w takiej sytuacji, nawet ona sama. Ludzie dużo mówią, ale w stresujących chwilach różnie reagują.

TylkoRaz

No to nie wyobrażaj sobie czegoś co nie miało miejsca i nie dotyczy Ciebie bo to nadinterpretacja. Autorka napisała, że wolałaby ratować psa, a nie że by to zrobiła na 100%. Poza tym pies też czuje ból, też się boi, też ma tylko jedno życie a jego ludzie są dla niego całym światem. Życie nie jest sprawiedliwe, daj innym czuć i myśleć tak jak czują i myślą.

DrwaII

Współczucie i troska o najmniejszych to normalny ludzki odruch. Dziecko jest wyżej w hierarchi niż pies. Życie psa jest ważne, ale nie ważniejsze niż ludzkie.

TylkoRaz

Słusznie. To zabijmy każdego kto wbrew sobie czuje inaczej :) to dopiero ludzkie!

DrwaII

To sobie zabijaj. Skoro tego chcesz, bo tylko ty o tym napisałeś.

Seven777

Wyobraźmy sobie płonący budynek. Podejrzewam, że pies szybciej wybiegnie na dwór i się ocali, a kilkumiesięczne dziecko, albo jeszcze mniejsze, już nie będzie potrafiło. Bo jest zależne od rodzica w 100%. Jak czytam wyznanie autorki to widzę bezwzględną babę biorąca na ręce wielkiego psa i wynoszącą go z płonącego mieszkania i zostawiającą tam bezbronne dziecko. Ktoś pisał, że ona na pewno je kocha tylko o tym nie wie. Ona traktuje to dziecko jak fajną rzecz, np ekspres do kawy. A ekspresu do kawy się nie kocha a lubi bo fajną kawę parzy. Dla niej dziecko sobie po prostu jest. Całe szczęście nie robi mu krzywdy fizycznej ale, jak będzie większe, z pewnością się zorientuje, że matka nie ma dla niej serca.

Oretyrety

Ma dwie ręce, da radę wynieść psa i dziecko.

Zobacz więcej odpowiedzi (11)
miednica Odpowiedz

Instynkt macierzyński u ludzi nie istnieje, więc nic dziwnego, że go nie czułaś.

miednica

Wyrzutami hormonów szczęścia przy porodzie.
Wszystkie badania naukowe zaprzeczyły istnieniu instynktu macierzyńskiego u ludzi i chłopski rozum tego nie przebije.

bazienka

ale miednica ma racje, oksytocyna odpowiada za zawiazywanie wiezi pomiedzy matka a dzieckiem
u mezczyzn jest to wazopresyna, hormon takiej opiekunczosci stadnej powiedzmy
instynkt to maja zwierzeta

Awruki

Planujesz dziecko za dwa lata? A może poczekaj do osiemnastki xD Jasne ze miłość to w dużej mierze hormony, tak działa ludzki organizm.

Awruki

Nie no, poza żartami, biorąc pod uwagę co piszesz w komentarzach to obyś za dwa lata zmądrzała bo szkoda dziecka xd

Awruki

chyba cię zabolało robaczku xD ale to nie ja jestem największym the billem na tej stronie. Przy tobie bazienka to doktor nauk

Zupan Odpowiedz

Coraz więcej wyznań na ten temat. Czyżby to nowy trend czy wreszcie się mówi głośno o tym?

Atropos

Zaczyna się o tym mówić.

Ogólnie to takich ciążowych i poporodowych tabu trochę jest... Albo kwestii pomijanych, bo po co zniechęcać kobiety w wieku rozrodczym.

Ciąża i macierzyństwo są albo cukierkowe jak mamuśki z insta, albo jak horrory ciotki Ziutki o tym jak ją pokiereszował i na porodówce

Kurina3

Mówi się coraz więcej.
Kiedys koleżanka z pracy wyznała mi w sekrecie, że żałuje tego, że nie zrobiła aborcji. Kocha swoje dziecko, ale gdyby mogła cofnąć czas.... Powiedziała że, tylko mi mogła to powiedzieć, bo wiedziała, że nie będę jej oceniała (koleżanka wie o moich poglądach). Serio, spośród całej swojej rodziny i przyjaciół zdecydowała się na rzucenie balastu na mnie, kobietę, z którą łączy ja tylko miejsce pracy. Bardzo to smutne, że kobiety nie mogą rozmawiać na te tematy otwarcie i szczerze, bo boją się krytyki i linczu.

Madhu

Może dlatego, że mamy XXI wiek i kobiety mają po dziurki w nosie udawania, że macierzyństwo to spełnienie ich marzeń, cel życiowy, nieskończone źródło szczęścia? Może mają dość wmawiania im, że tylko dziecko uczyni je "prawdziwymi kobietami"? Może po prostu pora na to, żeby przestać oceniać kobiety po tym czy mają dzieci czy nie, czy chcą je mieć czy nie, czy są szczęśliwe będąc matkami czy nie.
Autorka ma prawo do swoich uczuć i wyrażania swojego zdania. Jednak nasze społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na prawdę - że nie każda z nas spełni sie, jako matka. Że nie każda z nas chce mieć dzieci. Że nie każda z nas życie odda za swojego potomka. Że nie każda z nas kocha swoje dziecko. Że żałuje.
Trzymam kciuki za autorkę, żeby jakoś się to wszystko ułożyło :)

DrwaII

Madhu, tyle się mówi o tym by nie brać psa ze schroniska jeżeli nie jest się gotowym i pies to nie zabawka. zapewne popierasz te słowa. Dlaczego więc usprawiedliwiasz ludzi, którzy zrobili sobie dziecko z premedytacją (o wpadkę bym się nie czepiał), ale się rozmyśliły? To jest dla ciebie normalka? Zabawa ludzkimi uczuciami? Nikt nie zmusza kobiet do macierzyństwa, to nie jest spełnienie marzeń każdej kobiety, ale po cholere te, które się nie nadają robią te dzieci? Gdybyś to ty była niekochanym dzieckiem ze zepsutą psychiką i zaburzeniami inaczej byś gadała. Feminizm ma swoje granice.

Kurina3

@drwall właśnie wiele kobiet robi sobie dzieci, mimo, że niekonieczne są pewne właściwości swojego wyboru przez presję. Presję społeczeństwa, męża, rodziców, teściowej, koleżanek, ciotki Wiesi... 'Jak zobaczysz, to pokochasz', 'będziesz żałować, jak będzie za późno na dziecko' ciągle słyszą. Nie każda młoda kobieta ma w sobie tyle siły i silnej woli, by powiedzieć nie, dzięki, to nie dla mnie.
Nikt nie wmawia kobietom od małości, że muszą adoptować kotka ze schroniska, bo inaczej nie spełnią się jako kobiety.

Kurina3

@hva mało jest wyznań o tym, że kobietę ktoś namówił do zajścia w ciążę lub nie przerwana ciąży? Na pęczki.
Nie wiem skąd pochodzisz, ale w wielu małych miejscowościach ślub i dzieci to jedyne słuszne cele w życiu kobiety.
Do presji społecznej dochodzi do tego presja kulturowa i religijna. Wszak celem zawarcia związku małżeńskiego jest posiadanie potomstwa.
Ty chcesz mieć dziecko, do tego jesteś jeszcze dość młoda i nie mieszkasz w Polsce, więc nic dziwnego, że może tej presji nie czujesz. Weź pod uwagę to, że Twoja rzeczywistość może znacząco różnic się od cudzej.

Madhu

Drwal kim ty jesteś, żeby mówić komukolwiek co ma czuć i do kogo? Przecież autorka nie nienawidzi swojego dziecka, zajmuje się nim, jak potrafi. Nie oddała go, nie porzuciła. To się nazywa odpowiedzialność. Zwierzę, tak samo, jak dziecko nigdy nie było, nie jest i nie będzie zabawką. I właśnie na tym polega dorosłość i dojrzałość - robimy coś, co nie koniecznie nam pasuje. Bo tak trzeba. I autorka właśnie to robi. Reszty twojego wywodu nawet nie skomentuję, bo jest żałośnie śmieszny. Czego nie wiesz, to sobie wymyślisz i dopowiesz.
Hva - mówienie komukolwiek jaki powinien być, jak powinien wyglądać, co czuć jest złe. Ale jeszcze gorsze jest stygmatyzowanie i najeżdżanie na autorkę, która nie odnalazła siebie w roli matki. Serio, ludzie, serio? Będziecie ją piętnować, bo miała odwagę powiedzieć to, co czuje? Nikt jej do miłości nie zmusi i nikt jej nie zabroni czuć, to co czuje. Kochać psa bardziej niż dziecko. Dlaczego? BO MOŻE. I jest to jak najbardziej ok.

Atropos

Wiecie Państwo powyżej, coś Wam powiem. Nie wiem czy sami macie dzieci, czy może na dokładkę sobie je urodziliście, ale...
Każda kobieta ciążę, poród i czas z dzieckiem po porodzie przeżywa inaczej.

Ja się w życiu nie przyznałam, że mimo wielkiej miłości do mojego płodu po porodzie nie czułam do mojego dziecka nic. Totalnie, od momentu, kiedy wyszło na świat, przez całą kolejną dobę było mi wysoce obojętne i jedyne o czym marzyłam to wyspać się i odpocząć, bo byłam skrajnie wycieńczona.
Dopiero po tej dobie zaczęło iskrzyć na stykach i się wszystko uruchomiło, zaczęłam się cieszyć tym, że mam dziecko, kochać je.

Więc jestem w stanie uwierzyć, że nawet najbardziej wyczekiwane w czasie ciąży dziecko po porodzie może nie zostać pokochane przez matkę, tak jak się tego "oczekuje". A co najgorsze, trzeba to uczucie udawać przed wszystkimi, bo inaczej to idą opinie jak powyżej i gorsze.

ZapachZimy Odpowiedz

Nie ma sensu sobie wmawiać że jej nie kochasz. Miłość to nie uczucie tylko wybór, zaangażowanie, cierpliwość, świadomość. Może i na razie nie budzi w tobie uczuć taki mały nijaki człowiek. Dla mnie dzieci do 3-4 roku życia są takimi "bazpłciowymi" kukłami bez charakteru. Dopiero potem zaczynają ujawniać jakieś ciekawe cechy, można z nimi porozmawiać, spędzić konstruktywnie i sensownie czas. Uważam że jesteś dobrą, świadomą i refleksyjną matką i dajesz córce dobry start. Dajcie sobie czas.

Hypnosis Odpowiedz

Może cię to troszkę pocieszy ale przy pierwszym dziecku uczucia do niego pojawiły się dopiero po 2 latach, na początku była tylko niechęć i stres. Przy drugim znowu miałam instant miłość do dziecka :)

LilRedDevi Odpowiedz

U mnie miłość pojawiła się późno, jak dziecko zaczęło być bardziej człowiekiem, niż wymagającym warzywem, choć nie pamiętam kiedy to było dokładnie. Wiem, że moja mama się mocno martwiła, bo w opiece nad niemowlakiem nie wykazywałam żadnych emocji (czasem zniecierpliwienie może). TeraZ córa ma 3 latka i choc bywa nieprzytomnie wkurzająca i absorbująca, to przez większość czasu czuję, że bardzo ją kocham :). Trzymam kciuki.

bazienka Odpowiedz

nie kazdy jest stworzony do bycia rodzicem
polecam poczytac na fb "zalujac rodzicielstwa"

bazienka

ok, ale tam sa historie o tym, ze rozni ludzie maja podobny problem, tam mozna uzyskac wsparcie i nie czuc sie jak wybryk natury
jak pokocha to ok, tym lepiej, jesli nie, to przestanie sie obwiniac

LipsLikeMorphine Odpowiedz

To weź się podziel. Mam synka, chętnie bym miała jeszcze córkę, a nie mogę ze względu na zdrowie.

LipsLikeMorphine

Hvafaen mam zamiar, jak tylko spłacę kredyt i kupię większe mieszkanie.

Eniledam Odpowiedz

To dobrze że ją lubisz, zawsze to jakiś początek. :) Nie wiesz jakiego wyboru byś dokonała dopóki przed nim nie staniesz. Trzymam kciuki że będzie dobrze ;)

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie