#zffHH
Gdy byłam dzieckiem miałam problem z bardzo poważną dysleksją. Czytanie i pisanie przynosiło mi naprawdę wiele trudności. Rodzice zamiast się poddać pomagali mi sprawdzając napisane "na brudno" wypracowania i później poprawiając błędy, które zrobiłam przepisując, załatwiając dodatkowe lekcje, w ferie układając dyktanda itd. Najlepsze, co dla mnie zrobili to czytanie mi lektur szkolnych na głos gdy już nie byłam w stanie ich doczytać na czas. W zamian za to podsuwali mi coraz to ciekawsze książki: "Bambi", "Szatan z 7-ej klasy".
Pierwszą samodzielnie przeczytaną na czas lekturą było "w pustyni i w puszczy". Zajęło mi to 1,5 roku (zaczęłam wcześniej). W szkole podstawowej wyszło na jaw też jaka jest moja pasja. Dostałam wtedy podręcznik akademicki, który sobie po troszku czytałam. Gimnazjum dało mi nową szansę, nie miałam już przyklejonej karteczki "dyslektyk". Miałam orzeczenie respektowane przez nauczycieli. Zaczęłam brać udział w konkursach przedmiotowych - zostałam finalistką. W liceum kontynuowałam swoją pasję, pierwszy etap olimpiad to była praca pisemna - mogłam wybrać temat i pisać o tym, co mnie pasjonuje. Komputer sam poprawiał błędy. Wtedy też pierwszy raz zmierzyłam się z artykułami naukowymi w obcym języku. Z całego liceum nie przeczytałam tylko jednej lektury obowiązkowej (nie z powodu braku umiejętności, Żeromski mnie wkurzał). Oczywiście również poświęcałam na to wakacje.
Studia były ciężkie - przepisywanie całych slajdów tekstu nie było łatwe. Opracowałam system skrótów. Z czasem przeszło to w pisanie tylko pierwszej sylaby każdego słowa. Nie wszystkie teksty bym później rozszyfrowała, więc opracowałam umiejętność przepisywania bez czytania przepisywanego tekstu. Wtedy też ujawnił się mój talent do rozpoznawania skamieniałości. Sama nauczyłam się oznaczać pod mikroskopem skorupki organizmów jednokomórkowych.
Nie chcę się nad tym rozwodzić. Skończyłam geologię z wysokimi ocenami. Mam przed sobą kolejną szansę, studia doktoranckie. Muszę tylko w miesiąc nauczyć się oznaczać kolejne skamieniałości. Ze względu na pandemię bardzo trudne zadanie, bo nie mam dostępu do preparatów. Wiem jednak, że podołam.
Po co wam wypisuję te bzdury?
Chciałabym was prosić, żebyście widząc w internecie osobę, która robi błąd ortograficzny nie hejtowali jej. Nie macie bladego pojęcia ile pracy trzeba włożyć w to, by błąd pojawiał się raz za czas, a nie w każdym słowie. Oczywiście, jest pełno uzurpatorów, którzy mają lekkie dysfunkcje i chcą być łagodnie traktowani. Pamiętajcie jednak, że w razie pomyłki możecie kogoś naprawdę dotkliwie skrzywdzić.
Też mam dyseksję, nie potwierdzoną oficjalnie, bo zgłosiłem się do poradni zbyt późno i nie wyrobił bym dokumentów przed maturą (a później to nie miało już żadnego sensu). Pomimo to zdałem maturę, skończyłem studia. Pismo mam nadal bardzo nieładne (nie nie jestem lekarzem), ale jakoś to mi nie przeszkadza w życiu.
Jakiś drobny błąd, czy literówka mogą zdarzyć się każdemu, inna sprawa to wyznania/komentarze pisane z całkowitym lekceważeniem zasad gramatyki, czy ortografii.
Takim osobom powinno się zwracać uwagę.
Prawda. Pomijając, że jak sama autorka napisała - komputer poprawiał jej błędy, czyli poprawia też innym. Tą samą funkcję mają już od dawna telefony, tablety i inne. Jak dla mnie to trzeba słownik ignorować, żeby strzelać błędy jak to co poniektórzy potrafią.
Może to dysgrafia, a nie dysleksja jeżeli jest to tylko brzydkie pismo? Ja mam stwierdzoną dysgrafie przez jakieś uszkodzenie w dłoni czy coś (nie wiem, jak stawiana była diagnoza mały byłem) i to już właściwie nie wpływa na naukę :)
Ale autokorekta nie poprawi słowa w którym poza kontekstem nie ma błędu np "Morze dzisiaj wyjdę na pizzę"
@Salander, no i ile masz takich słów?
Zaskakująco dużo Selevan. Prawie codziennie piszę z dyslektyczką i jest tego trochę, autokorekta w tym przypadku bardziej utrudnia niż pomaga
My nie hejtujemy osób, które robią błąd ortograficzny, tylko ją poprawiamy, żeby na drugi raz tego błędu nie popełniała. Zresztą w dobie komputeryzacji i podkreślania na czerwono wszystkich błędów po prostu większość ludzi jest w stanie się poprawić.
Chyba nie za bardzo wiesz na czym polega dyslekcja. Możesz 1.000.000 razy powtarzać komuś jak poprawnie piszemy słowo np. Żółw a ta osoba i tak napisze ten wyraz źle. Albo podczas pisowni często zamienia się litery brzmiące podobnie ( "p" na "b" a "g" na "d" np. Bróba zamiast próba). I to nie jest zależne od tego czy się wie o tym czy nie bo ręka " sama" pisze w ten sposób i ewentualnie potem można się samemu poprawić. Skąd to wiem? Bo sam jestem dyslektykiem i mam to potwierdzone. Chociaż jest samodyscyplina i ćwiczenia i samokontrola może dużo pomóc. Dyslekcja to nie wyrok, to utrudnienie. Ale jak napisałem na początku. Można milion razy komuś coś tłumaczyć a ta osoba i tak źle to napisze.
Nie mylmy też dyslekcji z niedbalstwem :)
Potwierdzam, myślę "p", a ręka zapisuje "b" :)
@Sanowyjezz dysleksja*. Napisałeś to z błędem aż 3 razy, nie wiem, co o tym myśleć.
Jest tak, ze kazdemu może się zdarzyc blad -- w praktyce to WIDAC, czy komus błąd się po prostu zdarzył, czy też dana osoba jest po prostu debilem i ignorantem majacym w dupie to, ze sie jej czytac nie daje.
Bo tekst w stylu "pojehalam z mojom klasom na obuz ktury mi siem niepodobal bo bylo za durzo komaruf" aż wrzeszczy, że osoba, która tak pisze jest po prostu debilem. Skrzywdze ja? O jakże mi szczerze przykro. Chcialam mocniej.
Ale jeśli masz dysleksję, to znaczy, że Twój potencjał intelektualny, który sprawdza się bez pisania i czytania, musiał być w normie. To jest podstawą do dysleksji- norma i intelektualna + specyficzne trudności. Wtedy niemożliwe jest posłanie dziecka do szkoły specjalnej, bo nie jest niepełnosprawne intelektualne i nie dostanie orzeczenia o niepełnosprawności intelektualnej. Pracuję w poradni.
Nieleczona dysleksja to dramat w dorosłym życiu
Myślę w dobie braku jakiejkolwiek dbałości o język chęć poprawienia jest jak najbardziej na miejscu, i potrzebny.
Swoją droga ja znam kilka języków, w każdym robię błędy i zawsze jestem wdzięczna jak osoby dla których jest ten język językiem ojczystym mi podpowiedzą jak coś powiedzieć/napisać inaczej.
Często spotykam się że osoby z dysleksją mają silne uzdolnienia w innych kierunkach. Ja jestem dysortografikiem. Potrafię napisać rzułw i nic nie zauważyć. Niestety dla mnie cała podstawówka była katorgą ponieważ nikt nie brał pod uwagę takiej możliwości. Każde dyktando było opłacone tygodniowym płaczem a przepisywanie kartek z zeszytu było normą.
Orzeczenie dostałam. Ćwiczenia też nawet pomagały choć by pisać w miarę poprawnie musiałabym ćwiczyć cały czas. I nie, czytanie książek nie pomaga na ortografię w takim przypadku. Za to na umiejętność składania poprawnych i spójnych zdań już na szczęście tak.
Okazało się że mam wybitne zdolności w kierunku artystycznym. To czego ludzie normalnie uczą się latami ja opanowałam w 2 miesiące. W ciągu roku nadrobiłam (konkretnie rysunek) do poziomu studenckiego. Pochwał ogólnie nie lubię a na studiach nasłuchałam się ich od każdego profesora który widział moje prace. Mój prowadzący z rysunku obraził się na mnie bo niestety nie wykorzystałam potencjału w trakcie studiów (ale i moja sytuacja była wtedy bardzo ciężka). Po prostu dysleksja o ile nie jest po prostu lenistwem nie wyklucza nas z niczego.
@Smutnabula Czytanie książek pomaga. Wyraz z błędem wygląda dziwnie, inaczej niż pamiętany z tekstów.
Kris2020 owszem dla zwykłego człowieka. Jestem prawdziwym molem książkowym. Od pierwszej klasy podstawowej czytam ogromne ilości tekstu. Jedyne co w ten sposób uzyskałam to umiejętność pisania. I to tak całkiem nieźle jak na mój typ dysleksji. No i szybkiego czytania. Za to słowo z błędem nie wygląda dla mnie dziwnie. Nawet jeśli przeczytam je kilka razy. Oczywiście wyjątkiem są słowa bardzo popularne, chodź ruża przykładowo nie wyda się dziwna za pierwszym ani drugim razem. I o ile w tekście cyfrowym jeszcze coś wyłapuję to w pisanym jest armagedon.
I nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo takie mądrości jak twoja doprowadzają do złości.
@Smutnabula Jakbym nie miał ( co prawda łagodniejszej niż osoba o której pisałem poniżej i zwalczonej czytaniem) to bym się nie wypowiadał. Kierunki geograficzne też sobie musisz najpierw przypominać, czy automatycznie pokazujesz?
W szkole podejrzane słowa pisałem obok siebie i wybierałem mniej dziwnie wyglądające.
Kris2020 chyba nie będziesz mnie teraz sprawdzał :)
Muszę sobie przypominać podobnie jak zdarza mi się mylić prawo z lewo. Jak byłam młodsza musiałam ustawić się w konkretny sposób żeby przypomnieć sobie która reka jest prawa.
Tabliczkę mnożenia do dziś mylę, mimo że ogólnie z matematyką nie miałam większych problemów. Z niektórymi rzeczami manualnymi mam do tej pory problem (nie umiem kozłować piłki od ziemi, bardzo słabo radzę sobie z rytmem), na wiele innych rzeczy mam swoją indywidualną technikę co jest charakterystyczne dla dyslektyków. Mam udowadniać dalej? Bo lista jest dużo dłuższa.
Owszem każdy jest nieco inny i to że twojemu koledze książki pomogły to miał ogromne szczęście.
Jednak zgodnie z tym co mówisz ja powinnam być mistrzem ortografii. No nie. Rozmawiając z innymi którzy mają podobne problemy, niewielu mogłoby powiedzieć że książki coś pomogły.
A metoda pisania dwóch wyrazów obok siebie. Próbowałam, z mizernym skutkiem.
Też jestem dysortem - czytanie książek pomaga i to bardzo,ale pod warunkiem że jesteś też wzrokowcem. Czytam dużo, wręcz połykam książki w ilości hurtowej, co nie sprawia że magicznie wiem jak coś napisać tylko widzę, że wyraz z błędem wygląda dziwacznie. Błędy czasem się trafiają i często widzę je dopiero po ponownym przeczytaniu tekstu. Ćwiczę i się pilnuję bo fakt że mam problem nie znaczy że mogę sypać błędami na prawo i lewo. Potrzebuje tylko więcej pracy nad sobą i tyle
Chociaż z tym ćwiczeniem to trochę poleciałam;) po prostu pilnuje się przy pisaniu i sprawdzam czy nie mam ewidentnych błędów. A jak nie jestem pewna to na szczęście jest internet;)
A dlaczego jak nie wiecie jak napisać dane słowo, to nie sprawdzicie sobie tego? Serio. Mam kuzynkę, która ma wszystkie dys i kiedy pisała z kimś, to pytała jak coś się pisze.
Taaaa...dysleksja, dysgrafia, dyskalkulia. Dajcie spokój.
Okej, literówka zdarza się każdemu, ale błędy takie jak „rzycie” „muj” czy coś w tym guście to trochę już nie bardzo. Tym bardziej, ze jednak częściej piszemy na telefonach czy komputerach a tam słownik sam automatycznie poprawia nam błędy