#HuR4t

Historia jak z filmu. Większość z Was nie uwierzy, bo ja też nie mogłam. Ale tak... To było, miało miejsce, byłam z nią przez cały czas.

Moja najlepsza przyjaciółka została adoptowana. Rodzice powiedzieli jej o tym w wieku 4 lat, była świadoma i pogodzona z faktem. Nigdy też nie szukała biologicznych rodziców. Jej hasłem było: nie ta jest matką, która urodziła, lecz ta, która pokochała.
Byłam z niej dumna, kibicowałam, żeby nigdy nie musiała przeżywać dramatów z tamtą rodziną. Ale adopcja zamknięta. Brak możliwości kontaktu. Super.

Mijał czas, mimo ze kochałyśmy się jak siostry, nasze drogi się rozeszły. Ja poszłam na uczelnię o profilu pedagogicznym, ona do mundurowej. W jej grupie zdecydowaną większość stanowili mężczyźni, głównie ze względu na to, że takich jednostek w Polsce jest ledwie kilka i kobiety są traktowane na takich samych zasadach jak płeć przeciwna.
Dawała radę, wkładała całe serce. Na jednym z ognisk poznała JEGO. Od razu zaczęli nadawać na tych samych falach. Był dwa lata starszy i kiedy przyjaciółka o NIM opowiadała, to wydawał się być troskliwym ideałem. Kimś, przy kim czuła się kochana. Cieszyłam się, że ktoś godnie mnie zastępuje i że jest szczęśliwa.

Po dłuższym czasie odważyli się na kolejny krok. Podczas jednego z obozów sprawnościowych znaleźli ustronne miejsce... Wszystko było wprost bajeczne (słowa przyjaciółki), do momentu aż nie zobaczyła na jego ciele charakterystycznego znamienia, które sama tak dobrze znała.

Potem było już tylko gorzej. Oszczędzę szczegółów, bo brakłoby na nie każdego limitu słów. Od ironii losu, po wylane łzy i dręczące myśli. Koniec końców sprawę rozwiązały, jak już się pewnie domyślacie, badania genetyczne. Okazało się, że on z przyjaciółką mają wspólnego ojca, ale dwie różne matki.

Przyjaciółce załamał się świat, zgasła ta iskra, która błyszczała w jej oku. I choć od tamtej pory minęło sporo czasu, a ja robiłam wszystko co w mojej mocy, by tę iskrę rozpalić, czuję, że w dniu, w którym otwarła kopertę z wynikami badań genetycznych, jakaś część jej bezpowrotnie odeszła.
Longtailedtit Odpowiedz

"Charakterystycznego zamienia"?. Rozumiem, że chodzi o znamię? Jestem ciekawa, jakie znamię może być uwarunkowane genetycznie, dziedziczone? Nie, że się czepiam, tylko uważam to za interesujące :)

BabaJaga2

Z tego co wiem, co znamiona nie są dziedziczne po rodzicach. Są związane z mutacjami genów. Dla mnie trochę naciągana historia rodem z typowej dramy telewizyjnej.

Longtailedtit

BabaJaga2 Dzięki. :)

Kris2020

@BabaJaga2 I odnaleźliśmy zaginionego następcę tronu.

Kamikaze

Ja i moje siostry mamy takie same znamienia, tylko każda w innym miejscu, prawdopodobnie po mamie, bo ona również ma :)

innanitka

Nie wiem jak mają się pieprzyki do znamion, ale ja mam dwa pieprzyki na twarzy w identycznych miejscach, co mój ojciec.

Mmpp00

Można odziedziczyć tendencję do powstawania znamion. Zdarza się, że dzieci mają je w tym samym miejscu, co rodzice.

TorcikO

Ja z moim bratem mamy identyczne znamię w tym samym miejscu.

Eureenergie

To chyba sporo tu osób z telewizyjnej dramy, bo co komentarz, to ktoś takie ma.

BrudneGary

Ja tam się nie znam na genetyce, ale wiem, że mój mąż jak i jego trójka rodzeństwa mają duże znamiona na ciele. Co prawda w różnych miejscach i różnych kształtach, ale wszyscy je mają. To samo z naszym dzieckiem i dziećmi jego rodzeństwa. (Nie wszystkimi)

Pustelnikzwyboru

A ja wam powiem!!!! Że mam na twarzy pieprzyki! I jest ich 3. Mój brat ma takie same, tylko po drugiej stronie twarzy.

Zobacz więcej odpowiedzi (1)
yo77 Odpowiedz

Ja mam takie samo znamie co moja mama, babcia i prababcia, z jednej linii :) ale tylko kobiety, mój brat nie ma

yo77

Aktualizacja. Ma to również mój syn :o

Lyssa Odpowiedz

Ale bajka... nie zna tożsamosci swoich rodzicow, ale mimo to stwierdza, ze jakis przypadkowy osobnik jest z nia spokrewniony, tylko dlatego ze ma jakies "znamie". To nawet nie jest naciagane - to jest debilne

SyZy

Z doświadczenia wiem, że zawsze jakaś ciekawość zostaje w człowieku i ma się tendencję do analizowania pod kątem domniemanego pokrewieństwa

Clipsia

@Lyssa Chyba coś źle zrozumiała/eś. Ta koleżanka nie stwierdziła, ze sa spokrewnieni, tylko miała pewne podejrzenia więc zrobiła badania genetyczne.

WielkieGie4 Odpowiedz

Scenariusz ukrytej prawdy

ciastko00 Odpowiedz

Fajnie napisane, ale to nie strona, gdzie wstawia się opowiadania.

Allapugaczowa Odpowiedz

Biedni

Nipiesniwydra Odpowiedz

Ktoś się romansideł klasy D naczytał.

Backwards Odpowiedz

Oh, dosłownie obejrzałam dziś odcinek Private Practice o takiej tematyce!! Co prawda nie było znamion, ale para starała się o dziecko i wyszło, że są z tego samego dawcy. Było;p

Dodaj anonimowe wyznanie