#yspOA

Moi dziadkowie mają bardzo zaściankową mentalność, która objawia się w wielu kwestiach - głównie związanych z kościołem i stosunkami damsko - męskimi - ale jedna rzecz sprawia, że naprawdę mnie denerwują.



Kiedy byłam młodsza - miałam jakieś dziesięć lat - mieszkaliśmy razem na wsi. Zawsze mieliśmy psy, głównie po to by pilnowały domu i obejścia. Nie pamiętam żeby babcia albo dziadek kiedykolwiek je wykąpali. Wtedy jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało, może myślałam, że taki "psi zapach" widocznie jest cechą każdego pieska na świecie. Jednak później, gdy spotykałam się z ludźmi z naszej i sąsiedniej wsi widziałam, że w porównaniu z nimi, dziadkowie wręcz męczą zwierzęta. Pomijam już to mycie - nasze Burki i Azorki spędzały większość czasu na łańcuchach. Ok, mieszkaliśmy przy głównej drodze i była to forma zabezpieczenia, ale puszczanie psa na GODZINĘ, żeby się wysikał i zaraz wrócił do budy, było według mnie bardzo przykre.



Próbowałam jakoś to wytłumaczyć babci, ale uznała, że chcę się zachowywać jak dziewczyny z miasta, które pozwalają psom spać w swoich łóżkach, a "miejsce sierściuchów jest na zewnątrz". Żywienie - resztki z obiadu i garść kaszy. Pamiętam, jak musiałam dokładnie odmierzyć szklankę na każdego psa, bo babcia byłaby zła, gdybym im wrzuciła do miski trochę więcej. W zimę nie dostawały miski z wodą - "przecież jest śnieg" - i musiały się kisić w ciasnych, zimnych budach, do których tylko dokładano trochę siana. Kiedyś było mi ich tak żal, że ze swoich odłożonych drobniaków kupiłam im małą paczkę suchej karmy. Do dziś pamiętam jak ją szczęśliwe wcinały.



Szczytem była sytuacja, gdy do naszej stodoły weszła ciężarna suczka i się oszczeniła. Znalazłam ją i powiadomiłam dziadka. Pytałam, co z nimi zrobimy - były to chyba cztery pieski - a dziadek coś tam mruczał, że pomyśli, może komuś odda. Byłam bardzo szczęśliwa i zdążyłam poinformować koleżankę z drugiego końca wsi, że możemy dać jej pieska, bo ostatnio dużo o nim mówiła. Jednak po kilku dniach nie znalazłam w stodole ani suczki, ani szczeniaków. Za to znalazłam dziadka, który niedaleko wychodka miażdży je po kolei cegłą...


Teraz, po kilkunastu latach, wolę myśleć, że dziadkowie byli zbyt prości by zrozumieć "inne metody" obchodzenia się z psami. Nie były bite, kopane - myślę, że traktowali je dość sztywno, bez okazywania uczuć, ale w jakiś sposób szanowali. Mimo to mam do nich żal.
Myszcz Odpowiedz

Widzę lekki dysonans między szanowaniem psów, a rozwalaniem ich cegłami.

worm Odpowiedz

bo ludzie starszej daty traktowali zwierzęta jak narzędzia bo tak byli nauczeni robić od zawsze, bo rodzice tak robili, dziadkowie i pradziadkowie i tak aż do zarania dziejów.
Dla nich pies ma pilnować obejścia i tyle. Jest jak młotek albo łopata - jeśli się popsuje to się naprawia, jak nie da się naprawić to się wywala.
Taka plebejska mentalność i nic na to nie poradzisz.

wyzwolonaa Odpowiedz

Oj tak, traktowanie zwierząt to u nas wciąż ciężki temat. Sama mam psiecko i nawet w Warszawie ciężko mi było znaleźć miejsce do zorganizowania mu pierwszych urodzin

Dragomir

Oho, nowy debilizm wszedł na tapetę.

wyzwolonaa

No tak, bo lepiej znęcać się nad zwierzęciem

Frog

@wyzwolonaa
Jaki masz model wózka?
Podobno najlepsze są Nomad Tales. No i cena przystępna - jedyne 2335 zł.

Frog

@Dragomir
W tak zwanych dzisiejszych czasach wybór debilizmów z dnia na dzień jest coraz większy, więc wszystko jeszcze przed nami. 🙈

wyzwolonaa

Zrobiłam zrzutkę na streamie i moi widzowie kupili mi jakiś za 10000 pln. Ale nie podobał mi się kolor, więc wywaliłam na śmietnik i teraz szukam nowego

Dodaj anonimowe wyznanie