#y0l1g
Przez jakiś czas udawało mi się zbywać jej prośby o zaprowadzenie jej do nich, ale pewnego dnia złapała mnie po lekcjach i powiedziała, że jedzie ze mną na moje osiedle (nieopatrznie powiedziałam jej wcześniej, że nie mam planów po szkole). Nie miałam za bardzo wyjścia, bo sznur kłamstwa coraz bardziej zaciskał się na mojej szyi. Były to czasy, kiedy internet dostępny był praktycznie tylko w kafejkach, a i nie każdy miał telefon komórkowy. Powiedziałam jej, że mają oni stałe miejsca spotkań, gdzie piją, i że mogę ją w te miejsca zabrać, ale niczego nie obiecuję.
Prowadziłam ją w jakieś chaszcze, pomiędzy wysokie trawy, na stare tory kolejowe itd. Nikogo tam nie było, co utrudniał fakt, że ci moi znajomi zwyczajnie nie istnieli. Ona była coraz bardziej rozczarowana i sceptyczna, a ja coraz bardziej przestraszona, że domyśli się moich kłamstw i wyjdę na idiotkę.
- Pójdziemy w jeszcze jedno miejsce - powiedziałam jej w końcu, bo robiło się już późno. - Jeśli tam ich nie będzie, to znaczy, że się dzisiaj nie spotkali.
Miałam na myśli mały, spalony ceglany domek, w którym wcześniej mieszkali bezdomni. Ogólnie syf, na "podwórku" były same śmieci, wiecie - opuszczona ruina, która była mi znana od czasów podstawówki, przechodziliśmy obok niej często z kolegami.
Poszłyśmy. Ja już zrezygnowana i gotowa na niewygodne pytania, czy to wszystko było aby prawdą. W końcu doszłyśmy do domku, puściłam ją przodem do środka.
- O KUR*** - usłyszałam i sama z ciekawością zajrzałam do środka (nigdy tam nie byłam).
Na jednej ze ścian namalowany był wielki pentagram z trzema szóstkami. Malwina stała przed nim jak urzeczona. Szybko załapałam, że nawet jeśli nikogo nigdy nie spotka, to uwierzyła mi do grobowej deski. Nawet nie wiecie, jaka ulga spłynęła na moje głupie kłamliwe serduszko.
- No tak, bo to właśnie tu odprawiają czarne msze - tłumaczyłam eksperckim tonem.
Malwina uznała, że jeszcze chwilę na nich poczekamy, ale w końcu musiałyśmy wracać do domów. Po tym się zaprzyjaźniłyśmy na kolejnych kilka lat.
Nigdy jej się nie przyznałam do tej ściemy, ale już więcej nie prowokowałam gadek o satanistach. Kontakt z "kolegami" po prostu umarł.
Klasyczne pozerstwo. Jestem mroczny, zły, ave satan ;D
Słucham od lat black metalu (to właśnie ten od tematyki satanistycznej).
Nie odprawiam mszy, nie jem kotów, myję się regularnie i jestem ateistą.
Są różne kapele i ich przekaz, ale generalnie pod maską tzw. satanizmu (wg mnie nie ma takiego wyznania) jest przekaz antyreligijny, odrzucenie bóstw.
Metal to przede wszystkim przekaz energii, nie zachęta do kultów, wręcz przeciwnie.