#y0eq9
Byłem kiedyś na wakacjach w jednej z mazurskich wioseczek. Miejscówka to iście urocza - łąki, wielkie jezioro, drewniany, rozpadający się pomost, kościół, trzy domki, jeden sklep i stacja kolejowa. Właściwie nazywanie tego "stacją kolejową" jest lekką przesadą. To bowiem nic innego, jak parę płytek chodnikowych i rdzewiejąca tabliczka z nazwą wioski. Raz na dzień zatrzymuje się tu pociąg, aby dosłownie w biegu zabrać kilku podróżnych. Tym razem pasażerem był jeden z moich kolegów. Za każdym razem, gdy ktoś opuszczał naszą paczkę, to reszta ziomeczków odprowadzała go na "stację" i żegnała wrzaskami, śpiewem oraz przypałem na cały pociąg.
Czekaliśmy sobie na przyjazd ciuchci. Jeden kumpel leniwie rzucał kamykami w metalowy znak, drugi czyścił rękawem wuwuzelę, na której to planował odegrać pożegnalne "Boże coś Polskę", ktoś inny przyglądał się znudzonej ropusze siedzącej w cieniu łopianu... Ja natomiast łaziłem sobie po torach wte i wewte usiłując utrzymać równowagę na szynach. Słońce prażyło, co potęgowało wspomagane przez kaca uczucie błogiego rozleniwienia.
Ziewałem sobie akurat rozkosznie, gdy nagle ciszę delikatnie zakłócaną jedynie koncertem koników polnych, brutalnie przerwało najgłośniejsze w świecie TUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUT!!! Rozrywający bębenki w uszach jazgot rozdarł się dosłownie metr za moją głową. Lokomotywa. Zaraz za mną. Mama. Tata. Dom. Szkoła. Pierwszy seks. Wakacje z kumplami nad morzem. Nauka puszczania latawca. Pierwsze włosy łonowe. Młodzieńczy trądzik. Pierwszy łyk piwa (kurwa, jakie to niedobre!). Huśtawka na drzewie. Smak gumy "Turbo". Komunia i złamanie gromnicy na głowie dziewczynki. Zapach wiosny. Spacery z dziadkiem. Nauka jazdy na rowerze. Bójka o klocki z kolegą z przedszkola. Pierwszy dzień bez pieluchy. Pierwsze kroki. Niewyraźna twarz uśmiechającej się do mnie mamy kiedy pokryty wodami płodowymi, krwią i łożyskiem leżałem na jej piersi i z trudnością łapałem oddech. Ciemność.
Poczułem uścisk rąk na ramionach i silne potrząśnięcie. Jeszcze raz. Musiałem się ocknąć, chociaż cholernie bałem się tego, co zobaczę. Przecież właśnie rodziłem się na nowo. Co jest po drugiej stronie? Powieki powoli podniosły się tylko po to, aby moje oczy zarejestrowały uchachane mordki moich przyjaciół. Co jest?
Wuwuzela. Kolega uznał, że śmiesznie będzie ryknąć tym plastikowym gównem tuż za moimi plecami, kiedy ja łaziłem sobie po torowisku. Nadejście śmierci było dla mnie tak bardzo oczywiste, że mój mózg najwyraźniej postanowił awaryjnie odłączyć mi zasilanie. Żeby nie bolało.
Nawet nie miałem siły się gniewać. Za to trochę posiwiałem. Ale, do jasnej cholery - jeszcze nikt wcześniej, ani później nie wywinął mi tak wyśmienitego numeru!
I tutaj właśnie numer z kostką rosołową w prysznicu musi ustąpić miejsca prawdziwemu numerowi :D
Kurczę, już któryś raz widzę wzmiankę o kostce i prysznicu, a nie jestem w temacie. Czy ktoś mógłby podrzucić linka do tego wyznania? ;)
Sleep
5ykM7 proszę :)
. <--- Niezgubka
It's a prank bro! XD
Epicka historia, pozdrów kolegę :)
nie sądzę, żeby ten numer ktoś przebił
Opisy w wyznaniu na miarę Sienkiewicza.
Czytając Twoje wyzwanie, większość rzeczy miałam przed oczami^^
Ale wyznaje boskie, chyba zostanie jednym z moich ulubionych:)
Pozdrawiam 😊😘
To wyznanie to arcydzieło 😍
W kilka sekund mózg jest w stanie wygenerować tyle wspomnień? Kurde, w sumie to niesamowite!
Wiec tak.. To prawda,ze cale zycie nam przechodzi przed oczami. 6 lat temu zmarla moja Ukochana Mama. Dwa miesiace lezala, pampery, opieka, oraz agonia.. Bylam opiekunem za rowno prawnym jak i ze szczerego powolania dla Rodzicielki. Dwa miesiace nieustajacych wspomnien z lat poprzednich..idac w przyszlosc.. Kazdego dnia byla w innych latach, w innej sytuacji zyciowej, miejscu.. Reasumujac: Przez dwa miesiace przezyla ponownie swoje zycie, byla nieswiadoma ze jest rok 2011, a nie lata 70.. Im blizej smierci byla, zblizala sie do 2011.. Ciezko to opisac, ale mam nadzieje ze zrozumiecie.
Ps. Korzystajac z okazji.. Mamo, wiem, ze tego nie odczytasz.. Najlepszego w Dniu Mamy..i Dla Wszystkich Mam..duzo milosci i zdrowia
Wspomnienia są zapisane jako połączenia między neuronami, zwykle są pobudzane przez skojarzenia, ale może być tak, że podczas silnego wstrząsu wszystkie jednocześnie "odpalą".
Czyli moje życie musi być bardzo nudne. Bo mi nic nie przeleciało, odczułem tylko spowolnienie czasu.
Ja kilka razy ocierając się o śmierć na motocyklu. Nigdy nie myślałem o całym życiu. Nie miałem czasu. Każda sekunda była na wagę złota. Ale...
Ale jedna rzecz była i jest bardzo dziwna. Czas. Podczas tych sytuacji, czas nagle zwalniał. Nie wiem jak to się działo. Mimo szybkości, reakcji i tym podobne co szybkie, to było nagle wolne. Wiecie co jest jeszcze dziwnego? Kiedy przy najgorszym z moich upadków, kiedy w zakręcie tylne koło puściło i straciłem przyczepność, wiedziałem że upadnę. I te dziwne uczucie, kiedy jak jedziesz jakby nic się nie działo i jest dla ciebie to wolno. I kiedy następuje jak w moim przypadku utrata przyczepności w głębokim złożeniu, nagle prędkość która była odczuwana jakby była mała staje się bardzo duża. I to uczucie, że wiesz, że pierdzielniesz.
Około 90km/h miałem na liczniku. Wtedy czas się zatrzymał.
O właśnie to! To jest to. Co wyżej napisałem. Czas spowalnia i to bardzo. W ogóle jadąc na motocyklu kiedy oczy przyzwyczaja się do prędkości czas wydaje (niestety tylko wydaje się) się płynąć wolniej, Ale w trakcie wypadku jest to wręcz niewyobrażalne.
Tylko, że u ciebie występowała reakcja ochronna - zrób wszystko, żeby przeżyć ! A jak masz lokomotywę metr za sobą to raczej śmierć pewna choćbyś nie wiem jak się starał, a autor był przekonany, że tak jest.
Kiedyś prowadzono pewne badania. Nie pamiętam na czym dokładnie polegały, ale ludzie spadali z jakiejś wysokości. Mieli za zadanie przeczytać ciąg liczb, które były obok (na ścianie obok albo czymś w tym stylu). Prędkość z jaką spadali wydawała się to uniemożliwiać, jednak poprzez wzrost adrenaliny wywołany poczuciem zagrożenia życia, byli w stanie je odczytać. Myślę, że ty miałeś podobnie, twój mózg zaczął szybciej pracować, dlatego wydawało ci się, że czas wokół zwolnił.
Wszystko "zwalnia", żeby mózg miał "więcej czasu" na reakcję. Było kiedyś o tym na discovery czy czymś takim. Strażacy uciekali przed ogniem, który rozprzestrzeniał się z prędkością szybszą niż może biec człowiek. Udało im sie :) Opowiadali wlasnie, ze mieli uczucie jakby czas zwolnił.
Poczucie spowolniania czasu to dosyć kontrowersyjna kwestia. Według niektórych naukowców wcale nie czujemy różnicy podczas samego wydarzenia - to nasze wspomnienie jest zniekształcone. Chociaż obecnie pamiętasz wypadek tak, jakby Twoja percepcja była wyjątkowo przyspieszona, to może być tylko fałszywe wspomnienie.
https://en.wikipedia.org/wiki/Slow_motion_perception