#xtslR
Pojechaliśmy ze znajomymi na Złombol, rajd charytatywny samochodami z czasów PRL-u.
W tamtym roku mieliśmy wypad do Włoch. Dojechaliśmy na metę z niedużymi problemami, straciliśmy tylko tylne hamulce. Wracając z mety jechaliśmy w miejsce oddalone o "kilkanaście" kilometrów od mety, do ciotki jednego z kolegów z drużyny, do miasta Levanto.
Traf chciał, że moja dziewczyna miesiąc wcześniej wyjechała do Włoch jako opiekunka do dzieci, żeby zarobić trochę grosza. Drugi traf chciał, że Levanto leżało 160 km od miejsca, w którym pracowała moja ukochana. Oczywiście dogadaliśmy się, że weźmie kilka dni "wolnego" i przyjedzie pociągiem w to miejsce i będzie na mnie czekała. Teraz już sedno: jedziemy już do Levanto, okazało się, że trasa (około 180 km) wiedzie przez wysokie góry i kręte drogi, co dla Poloneza z epoki PRL-u jest nie lada problemem. Jechaliśmy około 6h, benzyny mieliśmy na jakieś 20 km, gaz zatankowany do pełna (oczywiście Polonez musi być w gazie, nie wiem czemu nie wypuszczali takich fabrycznie). Paliwa coraz mniej, ciemna noc, po drodze tylko jakieś wioski (oczywiście jako rodowici Polacy chcieliśmy ominąć autostrady, bo winiety drogie).
Nagle gaz się skończył, została nam tylko benzyna, czyli około 20 km jazdy pod górkę i z górki. Nagle na poboczu spostrzegamy Mercedesa SLS, myśleliśmy, że to jedyna osoba żyjąca w tamtych stronach, zatrzymaliśmy się z pytaniem o najbliższą stację benzynową. Wyszedłem i zapytałem łamanym angielskim:
- Where is gas station? Benzin, gazolin?
"Włoch" odparł:
- No comprendo...
Myśl - udupieni.
Nagle kolega wystawił głowę przez szybę, oczywiście po dużej dawce alkoholu, i krzyknął: "POLSKA PANY!". Wtedy "Włoch" mówi (nie widział jakie auto ani rejestracje, bo była ciemna noc):
- Kurna, było mówić, że Polacy...
Powiedział, że najbliższa stacja jest 3 km stąd i wskazał dokładną drogę, wspomniał, że gaz też mają, dojechaliśmy, zatankowaliśmy i takim sposobem spotkałem się z ukochaną po miesiącu przerwy :)
"POLSKA PANY" 😂
POOOOLSKA :D
BIAŁO CZERWONIIII
Materdyjo... Pogubiłam się w meandrach tego tekstu...
Prawie się zakrztusiłem mym napojem bogów po przeczytaniu tego wybitnie zacnego, śmiechowego w swej prostocie (przynajmniej dla mnie) komentarza :D
Pacz, jeszcze bym została pierwszą morderczynią na Anonimowych. :D
@gitarzystka Mogłabyś potem tę historię opisać i dodać na stronę :p
+Prawie się udławiłem*, bo zakrztusić to się zakrztusiłem :p
Raczej nie, bo bym nie była świadoma swojego występku. Bardziej Ty mógłbyś dodać wyznanie z zaświatów. Wyznanie napisanie przez ducha- tego jeszcze nie było. ;D
Hahaha racja! Po fali paranormalnych wyznań o sytuacjach doświadczanych przez śmiertelników, napisałbym takie przedstawiające pogląd na to samo, lecz z drugiej strony barykady :D
Kalbi, cóż to za napój bogów? :D
@CukierPuder Herbatka.
Pozdrawiam z sokiem pomarańczowym:D
To jak już się tak pozdrawiamy, to ja i mój sok jabłkowy 100% życzymy Wam udanego wieczoru. ;D
Równiez pozdrawiam. Lód z czekoladą ;)
Dla równie zagubionych co ja: facet będąc we Włoszech dzięki innemu Polakowi znalazł drogę do stacji, gdy kończyło mu się paliwo i szybciej spotkał się z dziewczyną.
Średnio da się to czytać
A ja myślałam, że spotkasz na drodze swoją dziewczynę dorabiającą w najstarszym zawodzie świata:D
"Dojechaliśmy na metę z niedużymi problemami, straciliśmy tylko tylne hamulce." :D
Jak na poldka to nie taki duży problem ;)
"Historia zdarzyła się we Włoszech w sierpniu ubiegłego roku.
...
W tamtym roku mieliśmy wypad do Włoch"
What.
A to dopiero początek.
PS. Nic nie zrozumiałem.
No dobra, może jednak nie jest jakoś "strasznie", ale 40% tekstu bym wyrzucił.
Nie każdy umie dobrze pisać :)
Wszędzie Polacy :D
O tym samym pomyślałam :D
słabe
Bardzo ciekawe. Kilka miesięcy temu byłem we Włoszech i winety kupowałem tylko w Szwajcarii i Austrii. Poza tym gaz we Wloszech? Trochę stacji tam zwiedzilem i za Niemcami już nie spotkałem ani 1 stacji z gazem... coś mi tu się wydaje naciągane