Studia. Grupa stoi przed salą, czeka na egzamin. Rozmawiamy. Mówię, że jeszcze wieczorem robiłam „materiały dydaktyczne” na egzamin. Koleżanka prosi, żebym jej pokazała. Wyjęłam ściągę, a ona wyrwała mi ją z ręki i mówi, że jak ją robiłam, to się nauczyłam. A ona nie miała czasu, bo była w pracy. Absolutnie zaskoczona sytuacją nie mogłam zareagować, bo wykładowca właśnie szedł otworzyć salę.
Przedmiot lubiłam, dostałam zestaw pytań, na które znałam odpowiedzi i końcowa ocena z egzaminu, 4+, zadowoliła mnie.
Złodziejka ściągi dostała 3+. I miała pretensje, że nic nie ściągnęła, bo źle przygotowałam ściągę...
PS Wiem, ściągnie jest złe, ale jak widać, warto robić „materiały dydaktyczne” przed egzaminem – zawsze coś zostanie w głowie.
Dodaj anonimowe wyznanie
Fajna koleżanka, do końca studiów bym jej w niczym nie pomógł i z nią nie rozmawiał po takiej akcji.
To następnym razem zrób taką ściągę, żeby nie zaliczyła - może się czegoś nauczy.
Nie bardzo rozumiem, dlaczego nie zaproponowałaś koleżance, że pójdziecie do wykładowcy i wprost nie powiesz mu, że pomylił się przy ocenianiu egzaminu, bo Ty zdecydowanie nie umiesz materiału, a koleżanka jest jednostką wybitną.
Bo zdecydowanie ewidentnie z Twojej winy Twoja koleżanka nie mogła się pochwalić wyższą średnią. Może nawet pozbawiłaś ją stypendium? Albo jakiejś premii w pracy? Nie pomyślałaś, że zrujnowałaś życie tej koleżance?
Jakby ktoś miał wątpliwości: sarkazm.
Nie raz robiłam ściągi, ale głównym ich celem było to, że łatwiej mi się tak uczyło.