#vS5R9

Jestem chrześcijanką biblijną. Zanim jednak nią zostałam, wiele rzeczy Bóg użył, by pokazać mi prawdę.
Jednym z tych sposobów były filmy ewangelizacyjne pod tytułem: „Czy jesteś dobrym człowiekiem” i inne wywiady uliczne.
Niestety, często ludzie źle mnie oceniają. W Polsce, gdy ktoś czyta Biblię, jest brany za Świadka Jehowy albo za księdza. Nie jestem żadną z tych opcji, zresztą... Ani jedna, ani druga nie rozumie, czym jest chrześcijaństwo.
Zanim się nawróciłam, babrałam się okultyzmie, a w oczach Boga byłam wiedźmą.
Poza tym miałam bardzo traumatyczne dzieciństwo, którego do dziś odczuwam skutki.
Wielu rzeczy żałuję, bardzo zgrzeszyłam przeciwko Bogu. Boli mnie też, że już jako osoba nowo narodzona również grzeszę i zamiast świecić osobom ze świata, upadam i bywam zgorszeniem. Wiem natomiast, że zbawiona jestem z łaski przez wiarę i pomimo swoich upadków, zostałam przyjęta do Bożej rodziny i to On mnie podtrzyma, da mi siły i nikt mnie z Jego rąk nie wyrwie. On jest jedyną moją nadzieją. Dodam też, że nie tylko moją, ale każdego.
Wszyscy zgrzeszyliśmy i wszystkim z nas brakuje chwały Bożej, zepsuliśmy się i niestety, ale żyjemy w grzechu.
Wszystkich z nas czeka śmierć – jednych na raka, drugich w wypadku, trzecich na starość. Umieramy przez grzech.
Modlę się o wiele osób i bardzo pragnę, by Pan Bóg otwierał oczy ludziom, że zbawienie od potępienia jest tylko w Jezusie Chrystusie i w Jego idealnej ofierze.
Chciałabym też, by ludzie częściej zadawali sobie pytania, co czeka ich po śmierci.
Przykładamy tyle starań i uwagi na to krótkie i bolesne życie, ale w ogólnie nie myślimy co potem, gdzie to „potem” jest wiecznością.
szamanka00 Odpowiedz

Szanuję każdą religię, każdą wiarę, każdego wyznawcę. Szanuję również ateistów i agnostyków. Uwazam, że to wspaniałe, że mamy wybór, wolną wolę i możemy iść taką drogą, jaką czuje nasza dusza.
To, czego nie lubię, to gdy ktoś próbuje mnie przekonywać, że jego droga jest jedyną słuszną. Dla Ciebie, owszem, ale nie dla wszystkich ludzi na świecie. Niestety, zauważyłam tendencję u Chrześcijan, do próby nawrócenia wszystkich wokół na ich wiarę. Nie różni sie to niczym od Świadków Jehowy, którzy chodzą po domach.
Ja wierzę w reinkarnację, w karmę. Wierzę, że nasza dusza nie znika, nie umiera, tylko zostaje na Ziemi. Staram sie żyć najlepiej, jak to możliwe. Doceniam to, co mam, a mam bardzo dużo. Mam zdrowie, mam dach nad głową, mam ludzi, którzy mnie kochają. Wierzę, że gdy moje obecne ciało nie będzie mi już potrzebne, moja dusza odrodzi sie w innym. I jest to bardzo ekscytujące uczucie. Nie boję się, tego, co będzie po mojej śmierci, bo żyję w zgodzie ze sobą i z Wszechświatem. Nie strach przed konsekwencjami popycha mnie do bycia dobrym człowiekiem, lecz miłość.
Twoja opowieść przepełniona jest strachem. Przed Bogiem, chorobami, śmiercią, potępieniem. Strach nie sprawi, że będziesz żyć lepiej.
Przykładam wiele starań do tego krótkiego, bolesnego życia, bo jest ono darem od Wszechświata i czuję ogromną wdzięczność, ze istnieję. Wierzę, że dostałam takie życie, na jakie zasłużyłam.
Jeśli Twoja wiara daje Ci szczęście, to wspaniale. Choć nie rozumiem, jak strach może dawać szczęście. Ale nie muszę tego rozumieć. Mi moja wiara daje szczeście. Chciałabym, by ludzie to szanowali, a nie mówili mi, że moja wiara jest gorsza lub mniej prawdziwa. Na żadną wiarę nie mamy dowodów, więc każda jest tak samo prawdziwa.

Arelia

Czuję to co Ty, dzięki za tak szczegółowy i dobry komentarz. Ja co prawda w karmę nie wierzę, ale już reinkarnację (nie na zasadacg hinduskich) jak najbardziej.

szamanka00

Karma jest ściśle związana z reinkarnacją, praktycznie nie da się wierzyć tylko w jedno z tych zjawisk. Po prostu większość ludzi nie wie, czym tak naprawdę jest karma. W karmie nie chodzi o to, że jak zrobisz coś złego, to potem spotka Cię coś złego, tylko o to, że to, jak postępujesz w obecnym życiu, wróci do Ciebie w kolejnym życiu. Czyli całe sedno reinkarnacji :) Jeśli teraz będziesz żyć dobrze, to karma wróci do Ciebie i Twoje następne życie będzie dobre. I analogicznie, jeśli będziesz żyć źle.

Fergal Odpowiedz

Chciałem napisać jakiś cyniczny komentarz ale w sumie to nie ma sensu. Fanatyzmu się nie leczy

Frog

Dla mnie tragedią jest to, że są ludzie, żarliwie wpajający tego typu beton swojemu potomstwu (które, mimo matury, magistra, i tak dalej, nawet nie próbuje szukać innych odpowiedzi na pytania - po co, skoro mamusia, tatuś i ksiądz mają odpowiedź na wszystko).
Staram się nie myśleć o tym, i absolutnie się nie wtrącam, ale czasami jest mi ich zwyczajnie szkoda. Inteligentni młodzi ludzie, a zabetonowani na całe życie.

WrozkaSmierci Odpowiedz

Wierzysz, twoja rzecz. A ja z kolei wiem, jak ciężkie jest codzienne życie z takimi, jak autorka. Wszystko tłumaczą boskim działaniem, modlą się zamiast samodzielnie myśleć i szukają odpowiedzi na współczesne pytania w książce sprzed tysięcy lat. Nawet poważne problemy ze zdrowiem chcą leczyć modłami. I jeszcze ta wiara, że wszystko, co w życiu nie wyjdzie, to wina demonów. Skąd to wiem? Mam DOKŁADNIE takiego męża.

Frog

Na przykład, wypowiedziane ze stoickim spokojem, przy potwierdzeniu ósmej ciąży - "Bóg dał dzieci, da i na dzieci."
Nie opowiem szczegółów - są zbyt rozpoznawalne. Staram się myśleć o tym bez emocji - nie zawsze to się udaje.

A Ty? Nie zauważyłaś wcześniej tych wszystkich symptomów?

Econiks

Czasami jest tak, że w pewnym momencie, niektórzy się "odklejają" z wiekiem. Na początku normalny człowiek, a potem, zazwyczaj pod wpływem jakiegoś wydarzenia coś się przestawia w głowie i stają się fanatykami. Nie tylko religijnymi ale tak samo mają foliarze.

WrozkaSmierci

Frog Nie zauważyłam symptomów religijnych, przynajmniej nie kiedy się to zaczęło... Zacznę od tego, że mój mąż nie zawsze był religijny. Stał się taki kilka lat temu, jak odstawił alkohol i poszedł na terapię. A kilka miesięcy później pokazał mi zdjęcia ze swojego chrztu w jakiejś rzece i przyniósł do domu protestancką biblię, którą zaczął czytać...Teraz jest tak, że przychodzi z pracy i jest czytanie biblii, filmiki w internecie zamieszczane przez różnych samozwańczych znawców biblii, niektórzy z nich robią też "uzdrowienia", "proroctwa" i "egzorcyzmy"... I mój mąż to ogląda i w to wierzy, jeździ też na spotkania religijne z myślącymi podobnie do niego, tak 2-3 razy w tygodniu. Czasem zaprasza tych ludzi do nas do domu - jeszcze się nie trafili tacy, co nie próbowali by mnie nawracać... Moim zdaniem, to całe "biblijne chrześcijaństwo" to są sekty, które łowią aktywnie nowych wyznawców, a złowionym robią pranie mózgu. Oczywiście, szanuję prawo do wierzenia w dowolną religię, ale nie jestem ślepa i codziennie widzę, co to zrobiło z moim mężem. Podam ci przykład: mój ojciec ma demencję, stwierdzoną przez lekarzy - wiem, że jego stan będzie coraz gorszy, a mój mąż? A mój mąż, że ojciec jest "zdemonizowany" (opętany przez demony) i potrzebuje "uwolnienia" od demonów. Przykład drugi: zachorowałam na kamicę żółciową, potrzebna była operacja, a mąż chciał mnie "leczyć" modlitwą, żeby było dla niego (i tej jego nawiedzonych relgijnie) "świadectwo wiary"... Tak więc widzę codziennie na własne oczy, co oznacza to całe biblijne chrześcijaństwo. To są fanatycy, odporni na wszelką logikę

Frog

@WrozkaSmierci
Nie mam pomysłu, w jaki sposób mogłabyś zmienić tę sytuację (oprócz rozstania się z mężem).

Znam różne środowiska, związane w różny sposób z wiarą. Mam własne doświadczenia w tych tematach. Wiem, że jeśli ktoś zaangażował się w religię w takim stopniu jak Twój mąż, to jest mało prawdopodobne, że się z tego wycofa. Tym bardziej, że "bracia w wierze" w swoisty sposób umacniają go w przekonaniu o jedynej słuszności jego / ich działań.

"To są fanatycy, odporni na wszelką logikę."
Tak - i mam nadzieję, że przynajmniej w sprawach zdrowia swojego i rodziny potrafisz dać odpór tym "niebiańsko-boskim" pomysłom.
Współczuję sytuacji, podziwiam za wytrwałość, życzę wiele mocy i cierpliwości.

WrozkaSmierci

Frog Nie myślę, że mąż się wycofa, za mocno w tym siedzi. Tylko nie chcę, żeby pociągnął za sobą inne osoby z rodziny. A rzecz jasna próbuje "nawracać" rodzinę i znajomych. Razem z współwyznawcami robi też "ewangelizację" na ulicach miast, czyli łowią nowych wyznawców... W tym wszystkim najbardziej szkodliwe są 2 rzeczy: te niby "uzdrowienia" i "wypędzanie demonów". Zastanawia mnie też, ile ta sekta wyciąga pieniędzy od wyznawców, bo nie ma bata, żeby nie ciągnęli kasy.

Dragomir

Zero ciągną kasy, w przeciwieństwie do kościoła katolickiego. Jeśli to chrześcijanie biblijni, to są spoko ludzie.

KajKoLukx Odpowiedz

"W Polsce, gdy ktoś czyta Biblię, jest brany za Świadka Jehowy albo za księdza. "
Zwłaszcza z księdzem z pewnością łatwo cię pomylić.

"Zanim się nawróciłam, babrałam się okultyzmie, a w oczach Boga byłam wiedźmą."
Wiedźma=kobieta która wie, na przykład; jak leczyć, albo jak odebrać poród. Rzeczywiście straszne.

"Wielu rzeczy żałuję, bardzo zgrzeszyłam przeciwko Bogu. "
Bóg jest wszechpotężny, nie możesz go zranić jeśli ci na to nie pozwoli w dodatku celowo stworzył cię skłonną do grzechu, więc na twoim miejscu odpuściłabym sobie wszelkie wyrzuty sumienia wobec niego.

"Wiem natomiast, że zbawiona jestem z łaski przez wiarę i pomimo swoich upadków, zostałam przyjęta do Bożej rodziny i to On mnie podtrzyma, da mi siły i nikt mnie z Jego rąk nie wyrwie. On jest jedyną moją nadzieją. Dodam też, że nie tylko moją, ale każdego."

Ładna mi nadzieja, to on nas udupił tworząc istoty o takiej, a nie innej konstrukcji psychicznej i umieszczając w świecie w którym instynkty każą grzeszyć, żeby przetrwać i przekazać geny. Proszę tylko nie zaczynać z ogrodem Eden, jakby nie chciał, żeby grzechy przodków przenosiły się na dzieci, to by się nie przenosiły.

"Modlę się o wiele osób i bardzo pragnę, by Pan Bóg otwierał oczy ludziom, że zbawienie od potępienia jest tylko w Jezusie Chrystusie i w Jego idealnej ofierze."

Czyli jakieś 5 miliardów z obecnie żyjących ludzi pójdzie do piekła, bo Bóg nie umiał normalnie im wybaczyć(A co myśmy mu niby zrobili? Korzystaliśmy z wolnej woli nie tak, jak mu się podobało? A w jaki sposób mu to zaszkodziło?) ,tylko musiał robić jakieś cyrki ze składaniem samemu sobie ofiary z samego siebie.

Postac Odpowiedz

A ja nie wierzę, że cokolwiek mnie czeka po śmierci. Nie wierzę w żadną moc sprawczą świadomie kierującą moim życiem. Nie wierzę, że jakaś nadprzyrodzona siła mi pomoże w potrzebie. A mimo to uważam się za osobę szczęśliwą.

Cystof

Heh, najgorsze co może spotkać fanatyka religijnego to szczęśliwy ateista :D

nibylung

fanatycy religijni nie wierzą, że ateiści mogą być szczęśliwi, będą się w tym doszukiwali dzieła szatana lub twierdzili, że to szczęście jest jedynie złudne, bo prawdziwe szczęście może dać tylko jezus. nie wiem, jak ktoś może lepiej wiedzieć, czy jestem szczęśliwa, no ale oni "wiedzą". tak samo jak ich wiara jest jedyną słuszną, tak i oni posiedli wiedzę na temat każdego człowieka na świecie.

Cystof

Ja to wiem, chodzi mi raczej o to że kompletnie nieefektywne przekonywanie kogoś że tak naprawdę jest głęboko nieszczęśliwy musi być diablo (hehe) frustrujące. :)

JMoriarty Odpowiedz

Tu to już nawet psychiatra nie pomoże...
A po śmierci nic nas nie czeka. Dlatego skupiamy się na życiu.

Msciwoj82

Bzdura.
Jeżeli nic nas nie czeka, to znaczy że piekła nie ma.
A jeżeli piekła nie ma, to czym w takim razie jest Rosja?

Vito857 Odpowiedz

Bardzo mnie cieszy, że ze zrozumieniem podchodzisz do swojej wiary. A bardzo mnie smuci, że w tej wierze upatrujesz jedynej słusznej drogi, bez poszanowania dla innych religii.

honey100 Odpowiedz

Może jakiś psychiatra ?

nibylung Odpowiedz

bardzo często zadawałam sobie pytanie, co mnie czeka po śmierci i po wielu latach szukania odpowiedzi, doszłam do wniosku, że nic. nie istnieliśmy przed życiem, więc nie będziemy istnieć również po. to najbardziej sensowne wytłumaczenie. nie wierzę w żadne religie i bóstwa, wierzę w miłość, dobro, empatię. wierzę, że jesteśmy na tym świecie tylko na chwilę, więc powinniśmy wykorzystać ten czas najlepiej jak się da. nie przeszkadzają mi wierzenia innych, ale im więcej czytam lub słyszę podobnych wyznań, tym bardziej w to nie wierzę. a to dlatego, że osoby głoszące takie słowa, brzmią jakby były chore psychicznie, kompletnie odklejone od rzeczywistości. domyślam się, że nie ja jedna tak reaguję, a więc wychodzi na to, że nawracanie innych przynosi wręcz odwrotny efekt. myślę, że jeśli naprawdę chcecie pokazać ludziom, że wasza droga jest najlepsza, to zamiast straszyć śmiercią, potępieniem, grzechem i piekłem, powinniście dawać dobry przykład swoim życiem. pokazywać, że jesteście dobrymi i szczęśliwymi ludźmi, że kochacie bliźnich, akceptujecie wszystkich bez wyjątku, jak robił to jezus, nikogo nie ocenianie i nie potępiacie. a niestety większość znanych mi wierzących jedynie mówi dużo, tak jak w tym wyznaniu, ale ich czyny nie idą w parze ze słowami.

CentralnyMan Odpowiedz

Nie każdy chce się umartwiać. Sporo ludzi chce po prostu żyć i być szczęśliwym beż poczucia winy bo grzech

Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie