#vLWEi

Po przeczytaniu wyznania #xkqW3 i krytycznych komentarzy dotyczących postawy autorki pod postem postanowiłam też podzielić się moją historią.

Jestem na studiach. Nie jest to medycyna, ale jednak kierunek wymagający pracy nad projektami w domu, co najmniej tyle albo i więcej niż spędzam na zajęciach (a mało ich nie jest).
Moi rodzice pokończyli szkoły, szybko dorobili się dwójki dzieci (mam młodszego brata), ale nie można powiedzieć, żeby w życiu sobie nie radzili, bo złapali jakieś prace, a potem oboje mieli dobrze prosperujące firmy. Biedy nie było, bogactwa też nie. Z bratem zawsze byliśmy porządnie ubrani, czasem pojechaliśmy gdzieś na wakacje, życie jakoś się toczyło i nie mogę powiedzieć, że dzieciństwo miałam tragiczne. Katastrofa zaczęła się dopiero, kiedy wkraczałam w dorosłe życie.

Gdy kończyłam szkołę, między moimi rodzicami doszło do tak trudnej sytuacji, że parę miesięcy później postanowili się rozwieźć. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nie potrafili się dogadać, a poziom toksyny, który matka wlewała we mnie i brata przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Niestety, nie dostałam miejsca w akademiku, niezbyt byłam w to rozgarnięta, a rodzice zapewniali mnie, że będę miała opłacone mieszkanie do końca przynajmniej pierwszego roku studiów. Jak się domyślacie - nie miałam, a umowa była podpisana na mnie. Byłam naiwna, ale czy ktoś by nie był, gdyby całe życie był przekonany, że rodzice, to osoby, którym można ufać?

Gdy ja próbowałam przetrwać ten pierwszy rok, oni zrzucali wzajemnie na siebie odpowiedzialność. Wyniszczyli się na tyle, że mają długi do spłacenia na całą resztę życia, mój brat będzie musiał opuścić nasze mieszkanie w rodzinnej miejscowości, bo zostanie zlicytowane (rodzice już tam nie mieszkają). Oboje z bratem mamy zasądzone alimenty od ojca - mi starczają tak na pół miesiąca. Matka, jak tylko się da, unika dawania nam pieniędzy, bo ona potrzebuje (na alkohol i papierosy, ewentualnie na ciuchy dla siebie). Owszem, ma zobowiązania finansowe wobec banków (i tym się tłumaczy w sądzie), ale gdy słyszę o jej wyjazdach i imprezach to krew zalewa. Rodzice uważają, że dzieci już odchowali i to koniec ich obowiązków. Uczelnia nie widzi problemu, bo wg rozliczeń z US i ZUS dochód mojej rodziny jest na tyle wysoki, że nie mam prawa do stypendium.

A ja? Egzystuję. Rzucam się między studiami, pracą, a wizytami u psychologa. Nie śpię zbyt wiele. Mam stany lękowe, powoli spłacany dług u właściciela mieszkania, w którym mieszkałam na pierwszym roku, żadnego kontaktu z rodziną.
Mój brat porzucił marzenia o studiach. Do szkoły chodzi w kratkę, ma dwie dorywcze prace i praktyki.
Obwiniam o to rodziców. Słusznie? Nie wiem. Wiem, że nie chcą wziąć odpowiedzialności za utrzymanie swoich dzieci. A powinni, bo dopóki chcemy się uczyć, mają obowiązek nas wspierać.
Azellique Odpowiedz

Każda uczelnia ma możliwość rozliczania się samodzielnego. Skoro pracujesz to złóż wniosek o coś takiego. Rozliczą tylko twoje dochody i dostaniesz stypendium. Warunkiem jest zwykle, że musi to być praca od co najmniej roku, musisz mieszkać poza domem rodzinnym i każda uczelnia ma limit dolny (poniżej którego nie wierzą w samodzielne utrzymywanie się) oraz górny, powyżej którego nie dostaniesz. Warto spróbować. I zwykle do tego stypendium jest dodatek do mieszkania.

bazienka

i cale szczescie, bo to niemozliwe do uwierzenia, z eprzy dochodzie 100zl/osoba kogokolwiek stac, by dziecko studiowalo. tak realnie

Uzurpatorka

Na trzech uczelniach, na których studiowałam, minimum to było zawsze jakieś 10-30zł mniej niż próg do stypendium socjalnego. Na jednej bylo to nawet więcej od progu (bo to się jakoś tam z minimalną krajową oblicza, przynajmniej u mnie), także śmiech na sali...

Azellique

@Uzurpatorka - minimum równe z progiem do socjalnego czy maksimum? Bo jeśli minimum to ma to sens - na mojej uczelni próg do socjalnego to ok. 1000zł. Biorąc pod uwagę, że jeśli się samodzielnie utrzymujesz to do wydatków dochodzi mieszkanie (min. 400zl jeśli korzystasz z akademika) to za mniejsze pieniądze byłby problem się utrzymać. Jeśli masz 1000zl na osobę to socjalnego już nie dostaniesz (mi wyszło o kilkanaście złotych za dużo) ale jeśli utrzymujesz się sama i zarabiasz 1300zl przez rok to już tak, o ile rozliczysz się samodzielnie. U mnie maksimum to chyba 1,5 pensji jakiegoś pracownika uczelni o niższym stanowisku.

Uzurpatorka

Właśnie minimum, żeby można było uzyskać "samodzielność finansową". Wiem, bo sama utrzymywałam się z alimentów (600 zł.) I odrzucili mój wniosek o samodzielność finansową

00n Odpowiedz

Masz prawo czuć do rodziców żal, ale musisz sama zacząć się ogarniać. Zamiast mieszkania wynajmij pokój, bedzie taniej. Pomysł z dziekanką nie jest taki zły, a tym czasie możesz wyjechać, np do Niemiec czy Anglii do pracy i odłożyć sobie kasę plus wracając na nowy rok mogłabyś ogarnąć akademik. Najlepiej jakbyś ulożyła sobie listę priorytetów, jakoś sobie poradzisz.

wmw Odpowiedz

Jest coś takiego jak dochód utracony i sąd powinien to zaakceptować. Idź do starostwa tam są darmowe porady prawne. Ktoś Ci pomoże. Rodzice mają obowiązek Cię utrzymywać jeśli się uczysz, a jeśli nie płacą alimentów to jest jeszcze coś takiego jak fundusz alimentacyjny i gdybyś miała orzeczenie z sądu, czy coś takiego może łatwiej byłoby o akademik i stypendium socjalne. Nie warto porozmawiać z dziekanem?

bazienka

dokladnie, poza tym mozna ubiegac sie o wyplate alimentow do 2 lat wstecz od dnia zlozenia wniosku
skladaj wniosek o alimenty od matki!

T0RI Odpowiedz

1. Rodzice maja obowiązek was utrzymywać do zakończenia edukacji
2. Jeśli studiujesz i pracujesz, to możesz już starać się o stypendium jako jednoosobowa rodzina. Wypłata + alimenty powinny wystarczyć do przekroczenia progu, od którego uczelnia wierzy, ze da się za to przeżyć.
3. Zmotywuj brata do ogarnięcia 4 liter i nie rzucania szkoły, nie musi iść na studia, ale niech skończy co zaczął

tewu Odpowiedz

Chyba wiem, o które wyznanie chodzi i sytuacja autorki była inna niż twoja. Ona miała pretensję do rodziców, że będą pracować więcej żeby dawać jej więcej pieniędzy, bo ona nie pracowała w przeciwieństwie do swoich sióstr do których miała pretensję że niczego im nie brakuje.

tewu

*że nie będą

letsbefree Odpowiedz

Popieram niektórych komentujących, ogarnij się, weź dziekankę, albo dodatkową pracę. Jesteś dorosła, nikt Cię w tym nie wyręczy, musisz brać odpowiedzialność sama za swoje życie.

NOTHING000 Odpowiedz

Z tego co kojarzę rodzice mają obowiązek utrzymywać dziecko do momentu, aż to skończy 26 lat - pod warunkiem, że się uczy.

CyraneczkaZKoviru

Głupoty, rodzice muszą utrzymać nawet do 40 roku życia jeśli będzie trzeba. Chodzi o to czy dziecko jest w stanie się utrzymać, a nie że do 26 roku życia czy pod warunkiem że się uczy.

Redhairdontcare

Rodzice nie mają prawa wyrzucić autorki z domu to fakt. Ale mieszkania jej nie muszą wynajmować. Jeśli nie chce mieszkać z rodzicami to oni nie mają obowiązku opłacać jej innego lokum. Przysługują jej alimenty, które otrzymuje i tyle

CyraneczkaZKoviru

Właśnie to napisałam, alimenty przysługują w każdym wieku niezależnie czy ktoś się uczy.

bazienka

rodzice maja obowiazek utrzmywac dziecko do momentu az nie bedzie mialo MOZLIWOSCI uzyskac samodzielnosci finansowej
czyli nie ma tak, ze jestem 40letnim leniem, nie chce mi sie pracowac, matka dej alimenty

PiratTomi

Ale możesz mieć 40 lat i być niepełnosprawna intelektualnie w stopniu znacznym. Przepisy są skonstruowane tak, by pasowały do możliwie największej liczby przypadków, a przy tym były czytelne.

PiratTomi

Ograniczenie wiekowe w pobieraniu alimentów wprowadza ustawa o pomocy osobom uprawnionym do alimentów i dotyczy wypłat z funduszu alimentacyjnego. Zgodnie z art. 9 ust 1 wspomnianej ustawy, świadczenia z funduszu alimentacyjnego przysługują osobie uprawnionej do ukończenia przez nią 18 roku życia albo w przypadku, gdy uczy się w szkole lub szkole wyższej do ukończenia przez nią 25 roku życia, albo w przypadku posiadania orzeczenia o znacznym stopniu niepełnosprawności - bezterminowo.

Morderczaopona Odpowiedz

Ja ze względu na konflikt z matką po 18 roku życia udałam się do mopsu. Życie w liceum trochę mi się wydłużyło aczkolwiek do momentu kiedy ukończyłam szkołę pobierałam świadczenia, ponieważ prowadziłam jednoosobowe gospodarstwo domowe pomimo tego, że mieszkałam z matką. W dokumentach bylo to opisywane tak, że mam swój pokój i tam sie gospodarzę, łazienka i kuchnia na spółkę. Nie były to może jakieś kosmiczne kwoty ale w połączeniu z alimentami starczało na jedzenie na miesiąc, środki czystości, drobne kosmetyki i od czasu do czasu jakieś ubranie z wyprzedaży. Wydaje mi się, że do któregoś roku życia przysługuje świadczenie rodzinne, jeżeli Twój dochód nie przekracza jakiejś kwoty a rodzice są po rozwodzie, jeśli się na nie nie łapiesz to może praca dorywcza między zajęciami i stypendium socjalne? Masz swój dochód, z którego musisz się utrzymać i tyle. Nikt nie pyta o rodziców.

Morderczaopona

Dodatkowo tak jak było to opisane w innych komentarzach przysługują Ci alimenty od rodziców. I od matki i ojca. Udaj się po poradę prawną co zrobić by zdobyć te alimenty. Jeżeli nie będą chcieli płacić zawsze jest fundusz alimentacyjny, gdzie można wyegzekwować te alimenty.

bazienka Odpowiedz

matke tez mozesz pozwac o alimenty
no i mozesz na uczelni napisac we wniosku, ze utrzymujesz sie samodzielnie

HipopotamZjeziora Odpowiedz

To może na razie weź dziekanke i ogarnij jakieś oszczędności A potem wróć na studia? Mi też nikt nie dał ani na utrzymanie ani na opłaty za studia zaoczne. Sama na to ciężko pracowałam i kompletnie nie rozumiem Twojego narzekania

Quid

A ja rozumiem o tyle, że dziewczyna czuje się zwyczajnie oszukana przez najbliższe osoby. I ma do tego prawo, bo w końcu coś jej obiecali, a nie musieli tego robić.

SzaraCzarownica

Zgadzam się z Quid. Jakby od razu uczciwie powiedzieli, że na studia nie dadzą to na pewno inaczej układała by życie.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie