#uWp8J

W rodzinie i wśród znajomych razem z mężem jesteśmy uważani za idealną parę, parę, która dzieli obowiązki, zwłaszcza w wychowywaniu dzieci.
Dzieci mamy dwójkę, obecnie sześć i siedem lat.
Odkąd dzieci skończyły odpowiednio rok i dwa lata, w każdą niedzielę na zmianę jedno z nas zabiera dzieci albo do sali zabaw, albo na przejażdżkę rowerową lub w inne miejsce, wiele zależy od pogody – tak, by drugie miało kilka godzin odpoczynku, odpoczynku całkowitego, bez żadnych obowiązków domowych i rodzinnych.
Ja lubię ten czas poświęcić na gorącą godzinną kąpiel w wannie, a później leżenie na kanapie i bezmyślne klikanie w telefon, mąż, gdy jego jest wolna niedziela, wychodzi powłóczyć się sam po mieście. Moje koleżanki dopytują, jak to wywalczyłam (również fakt, że na zmianę gotujemy, sprzątamy czy robimy pranie). Moja odpowiedź? Że wszystko mieliśmy przedyskutowane przed ślubem, że jak któreś z nas ma jakieś obiekcje, to rozmawiamy – wiecie, tacy z nas kulturalni i inteligentni ludzie.
A prawda?

A prawda jest taka, że jak dzieci były małe i nie dawałam rady, zostawiłam męża samego z dziećmi i wyjechałam do rodziny na tydzień, wybrałam czas, jak teściowa będzie w sanatorium, by zrozumiał ogrom pracy przy dzieciach. Gdy wróciłam, były krzyki, płacz, a dopiero później rozmowa i kompromis.
Ale tego nikomu nie powiemy, bo my „tacy kulturalni ludzie” jesteśmy.
Dodaj anonimowe wyznanie